Nasza recenzja

Black Cat

Kiedy myślę o włoskiej muzyce, to przed oczami od razu pojawia mi się twarz wielkiego, legendarnego i niezwykle charyzmatycznego artysty - Zucchero. Ten oscylujący wokół rocka, bluesa i popu wokalista,  osiągnął niebywały światowy sukces, wydając do tej pory już 12 studyjnych albumów, których to sprzedaż liczy się w dziesiątkach milionów egzemplarzy. Takie przeboje jak "Senza Una Donna", "Cuba Libre", "Mama", czy też "Baila", zna, nuci i kocha cały świat, zaś jego niezapomniane duety z Lucianem Pavarottim, Stingiem, Erickiem Claptonem, czy też Eltonem Johnem, na zawsze zapisały się już złotymi zgłoskami w historii muzyki popularnej. I oto dziś, po blisko sześciu latach milczenia, Zucchero dzieli się z nami najnowszym swoim albumem - "Black Cat", którym to wydaje się powracać do swych źródeł...

Albumem ten zawiera 13 premierowych utworów utrzymanych w rockowo-bluesowych klimatach,  ocierających się momentami także o pop, oczywiście w jakże charakterystycznym stylu Zucchero. Pieczę nad tym projektem sprawowali uznani i bardzo doświadczeni producenci, z T-Bone Burnettem, Brendanem O'Brienem i Donem Wasem, na czele. To wielkie nazwiska, które mają na swoim koncie współprace m.in. z takimi tuzami jak Bob Dylan, Elton John, Pearl Jam, The Rolling Stones. Na albumie tym nie zabrakło także i zaproszonych gości, tj. Marka Knoplera, który udziela się ze swoją gitarą w dwóch utworach, oraz Bono, który napisał słowa to utworu pt. "Streets Of Surrender" , będącego swoistym protest songiem, który powstał po dramatycznych wydarzeniach z Paryża z listopada ubiegłego roku, czyli zamachu na muzyczny klub Bataclan.

Spośród owych 13 kompozycji, większość utrzymana jest w mocnym, rockowo-bluesowym anturażu, choć nie zabrakło tu również i kilku łagodnych, popowych ballad, które jednak w moim mniemaniu nie stanowią o sile tej płyty. Za nią, odpowiadają bowiem klasyczne, bluesowo - rockowe dźwięki, w których to włoski artysta czuje się znakomicie. Pod względem instrumentalnym dominują tu głównie gitary, perkusja, oraz klawisze, choć nie zabrakło tu także i świetnych instrumentów dętych, a nawet smyczkowych. Dzięki temu aranże tych utworów prezentują się naprawdę świetnie, zwłaszcza w tych bardziej energetycznych kawałkach. Co do wokalu, to Zucchero również trzyma doskonałą formę, absolutnie jak najbardziej porównywalną z tą z lat 80-tych i 90-tych. Oczywiście, jak większość płyt tego artysty, tak i ta jest w dużej mierze włoskojęzyczną (10 utworów po włosku, na 13 zawartych na płycie), co przeciętnemu słuchaczowi ogranicza w znacznym stopniu możliwość odbioru warstwy tekstowej tych kompozycji, jednak nie przeszkadza to bynajmniej w tym, by słyszeć i doskonale rozumieć emocje, jakie płyną z tego jakże charakterystycznego i wyjątkowego głosu włoskiego artysty.

O tym, jaki jest ten album, doskonale przekonuje nas już pierwsza zawarta na nim kompozycja - "Partigiano Reggiano", którą jest absolutną, bluesowo-rockową jazdą bez trzymanki, z multumem instrumentów, energią, werwą i charakterystycznie zachrypniętym głosem Zucchero. Spokojniejszy, łagodniejszy, bardziej popowy charakter ma drugi utwór na płycie - "13 Buone Ragioni", choć i tutaj nie obywa się bez świetnych, bluesowych dźwięków. Ostry, gitarowy rock, usłyszmy natomiast w kawałku pt. "Ti Voglio Sposare", który od razu pobudza szybsze krążenie w naszej krwi, co jest zasługą nie tylko muzyki, ale przede wszystkim świetnego, rasowego, rockowego  wokalu Włocha. Utwór numer cztery, to wspominany już przeze mnie protest song - "Streets Of Surrender". To piękna, poruszająca, emocjonalna, anglojęzyczna ballada, która ma chyba największe szanse na to, by stać się wielkim przebojem. Z kolei następny utwór na tym albumie - "Ten More Days", stanowi również anglojęzyczne spotkanie ze spokojną i wzniosłą balladą, tym razem jednak w iście gospelowym anturażu, ze świetnymi chórkami w refrenie i doskonałym fortepianem w tle...  Po tych dwóch spokojnych kompozycjach, przychodzi czas na spotkanie z nieco energiczniejszym i radośniejszym popowym klimatem, a ten zapewnia nam utwór pt. "L’Anno Dell’Amore". To propozycja idealna do zabawy, tańca i miłego spędzania czasu w letnie dni:) Bardzo ciekawym utworem jest "Hey Lord", przypominającym z jednej strony gospelową pieśń o Bogu, z drugiej zaś klasyczny bluesowy song, a momentami także i popową balladę o miłości. Moim skromnym zdaniem, jest to najbardziej intrygująca i tajemnicza kompozycja na całej płycie... Piosenka pt. "Fatti Di Sogni", to kolejny przykład dobrej, rockowej ballady, która szybko wpada w ucho, choć nie powiem by zostawała w naszej pamięci na długo. Wreszcie, mocniejsze rockowo - bluesowe klimaty, przynosi nam utwór "La Tortura Della Luna", w którym znów słyszymy cały możliwy zestaw instrumentów, od gitar, poprzez bębny, pianino, a na harmonijce ustnej kończąc. Takiego Zucchero najbardziej lubię!:) Kawałek pt. "Turn the world down", to kolejna anglojęzyczna propozycja na płycie, i do tego jakże udana! Świetna gitara, bluesowy aranż i doskonały wokal Zucchero! Wzniosła, esencjonalna, metafizyczna - takimi określeniami można natomiast obdarzyć następną kompozycję na płycie, tj. "Terra Incognita", czyli piękną, spokojną balladę, w której pierwsze skrzypce odgrywa wyjątkowy wokal Zucchero... Ciekawie prezentuje się kolejna kompozycja - "Voci (Namanama version)", która jest bardzo przebojową, świetnie zaaranżowaną propozycją z pogranicza popu i rocka, wprost idealną na letni czas. Album zamyka utwór pt. "Ci Si Arrende", i stanowi on bardzo mocne, godne i intrygujące zakończenie naszej przygody z tą płytą, podane w balladowym stylu, aczkolwiek z lekkim, rockowym pazurem...;)

Na płycie tej być może nie znajdziemy wielkich przebojów, które za kilka lub kilkanaście lat będą wciąż gościć na antenach rozgłośni radiowych, ale absolutnie nie przeszkadza to w niczym, by nazwać ten album bardzo udanym. W moim przekonaniu jest to pierwsza od dawna płyta w dorobku Zucchero, która ukazuje jego prawdziwą twarz i włoską naturę, przypominającą tego artystę, którego pokochał i którym zachwycił się cały świat w 1989 roku, kiedy to światło dzienne ujrzała płyta "Oro, "Incenso e Birra". Ten dzisiejszy album bardzo przypomina sobą tamtą płytę, oferując tę samą prostą, nieskomplikowaną, ale za to jakże energetyczną, prawdziwą i szczerą w przekazie rockową muzykę. Myślę, że Zucchero osiągnął już po prostu tak wiele i dotarł do takiego momentu w swojej muzycznej karierze, że dziś już nic nie musi, a jedynie wszystko może... I z tego też powodu album "Black Cat" jest tak dobry, zaskakujący, prawdziwy, a przy tym przypominający w najlepszy z możliwych sposobów o tym, że Zucchero to przede wszystkim pełnij krwi bluesman...:)


Spis utworów:

1. Partigiano Reggiano
2. 13 Buone Ragioni
3. Ti Voglio Sposare
4. Streets Of Surrender (S.O.S)
5. Ten More Days
6. L’Anno Dell’Amore
7. Hey Lord
8. Fatti Di Sogni
9. La Tortura Della Luna
10. Turn the world down
11. Terra Incognita
12. Voci (Namanama version)
13. Ci Si Arrende

Komentarze: