Nasza recenzja

Pills

Na kolejną, trzecią już studyjną płytę formacji Love de Vice, czekałem z wielkim zainteresowaniem, nie mniejszą niecierpliwością, jak i również pewnymi obawami... Po kolei zatem:  Zainteresowanie wynikało z tego faktu, że w moim mniemaniu zespół ten tworzy jedną z najbardziej intrygujących, nieprzewidywalnych i wyrazistych odsłon polskiej muzyki rockowej spod znaku alternative!  Niecierpliwość wiązała się z tym, iż poprzedni studyjny album - "Numaterial", ukazał się przed sześciu laty, co jak na mój stopień muzycznej wyrozumiałości, było okresem o wiele za długim;) I wreszcie obawy,,,, który to siłą rzeczy musiały się zrodzić względem pytań o to, czy zespół ten nadal ma w sobie tę samą moc, energię, nieprzewidywalność i przede wszystkim pomysł na muzykę, jak to miało miejsce w przypadku poprzednich krążków. I oto dziś jestem już po wielokrotnym wysłuchaniu najnowszej płyty zespołu - "Pills", i mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że nadzieje okazały się jak najbardziej na miejscu, a wszelkie obawy absolutnie bezpodstawne;) Oto co mogę opowiedzieć o tym albumie na wstępie, a do szczegółów zapraszam w dalszej części recenzji.

Formacja Love de Vice została założona w roku 2007 w Warszawie, choć pod inną nazwą, a mianowicie jako Playfinger. Założycielami kapeli byli Andrzej Archanowicz (gitara), Robert Wieczorek (gitara), Robert Pełka (bas), Krzysztof Słaby (klawisze), Tomasz Kudelski (perkusja), zaś rok później do zespołu dołączył wokalista - Paweł Granecki. W tym osobowym składzie grupa nagrała swój pierwszy album studyjny pt. "Dreamland", który został bardzo ciepło przyjęty przez polską publiczność, jak i również dziennikarskie środowisko muzyczne. Premierę drugiej płyty - "Numaterial", poprzedziły udziały w licznych ważnych festiwalach muzycznych, z "Antyfest" i "Prog Power Europe", na czele. W tym samym czasie zespół opuścił Krzysztof Słaby, zaś zastąpił go Jacek Melnicki, a rok później z zespołem rozstał się także gitarzysta Robert Wieczorek.  W zmienionym już składzie, w 2011 roku zespół wziął udział w wielkim koncercie w Teatrze Śląskim w Katowicach, zaś zarejestrowany tam materiał, ukazał się pod postacią wydawnictwa DVD pt. "Silesian Night 11.11.11". Muzykę Love de Viceo określa się mianem rocka neoprogresywnego, choć muzycy nie zamykają się także na inne odmiany rocka, eksperymentując i poszukując wciąż nowych wyzwań i kierunków.

Płyta "Pills" ukazała się nakładem Wydawnictwa Fonografika, zaś nagrania dokonano w studiu "Sonus Studio". Producentem albumu jest Jacek Szabrański, a muzyków z Love de Vice wspomagają tutaj swoim gościnnym udziałem m.in kwartet smyczkowy Fair Play Quartet, sekcja dęta, oraz młoda wokalistka Katarzyna Granecka – prywatnie siostra wokalisty zespołu. Tym sposobem i tymi siłami powstało łącznie 11 premierowych kompozycji, utrzymanych w neorockowym klimacie, choć nie zabrakło tutaj i także kilku klasycznych, ostrych rockowych kawałków. Pod względem instrumentalnym jest tutaj bardzo ciekawie, bogato i wyraziście, co jest zasługą wspaniałych aranżów z udziałem sekcji dętej oraz instrumentów smyczkowych, które dodają smaku świetnym i mocnym gitarom, głośnej perkusji i ciekawym klawiszom. Miłą niespodzianką jest tutaj m.in. wersja akustyczna utworu "Pills", która brzmi świetnie i została podana tu jako bonus. Wokalnie jest także bardzo intrygująco, zarówno za sprawą mocnego, rockowego głosu Pawła, jak i również Pani Katarzyny Graneckiej. Jeśli chodzi zaś o anglojęzyczną warstwę tekstową, to skupia się ona na takich kwestiach jak samotność, wykluczenie, pustka, choć oczywiście nie zabrakło także i odniesień do skomplikowanej, destrukcyjnej miłości...  Reasumując - to zestaw bardzo dobrych, świeżych, intrygujących rockowych utworów, których nie powstydziłyby się najlepsze zachodnie kapele tego nurtu, i których to słuchanie daje naprawdę pokaźny zastrzyk energii.

Największą zaletą i siłą tej płyty, jest jej nieprzewidywalność. Tak naprawdę bowiem  każdy z zawartych tu utworów jest zupełnie inny, ukazujący odmienną twarz tych artystów i ich muzyki, co oczywiście bardzo mi się podoba;) I tak oto album otwiera utwór pt. "No Escape" - mocna, gitarowa, rockowa propozycja, z intrygującymi partiami klawiszowymi. Po nim usłyszymy dźwięki kompozycji pt. "Ritual", która rozpoczyna się od łagodnych partii akustycznych gitar i tzw. przeszkadzajek, ale za chwilę przechodzi już w mocny, z lekka psychodeliczny rockowy kawałek, w którym znów pierwsze skrzypce grają świetne gitary i bębny. Spokojniejsze, delikatniejsze, bardziej łagodne brzmienia usłyszymy w rockowej balladzie pt. "Best of Worlds", która prezentuje się naprawdę bardzo intrygująco, a smaku dodają jej świetne partie instrumentów smyczkowych. Po spokoju przychodzi czas na uderzenie z grubej... armaty;) I tak też dzieje się za sprawą kawałka pt. "Afraid", niezwykle energetycznego, wyrazistego, rockowego. Klasyka w świeżym i nowoczesnym wydaniu, która bardzo mi się podoba! Kolejnym utworem na płycie jest "Pills", w wersji na smyczki. Tutaj swój wielki popis wokalny daje Kasia Granecka, której głos brzmi niezwykle intrygująco, tajemniczo, emocjonalnie... Świetny utwór - mój kandydat numer jeden na największy przebój na całym krążku. Zupełnie inny charakter ma utwór pt. "Hell on Earth", który jest energetycznym, szybkim, przebojowym kawałkiem, ze świetnym wokalem rodzeństwa Graneckich, a także bardzo mocną perkusją na pierwszym planie. Kolejny klasyczny rockowy kawałek, to "Wild Ride", któremu co prawda nie można niczego zarzucić, ale chyba najszybciej o nim zapominamy po wysłuchanie całości materiału, i jakoś specjalnie nie zaskakuje on nas tutaj niczym szczególnym. Inaczej jest z następnym utworem, czyli "Nobody Owns Me", który jest bardzo mocnym i ostrym kawałkiem, zaskakującym przy tym świetnym aranżem, m.in. z wykorzystaniem doskonale brzmiących klawiszy. Jest tu siła i moc, którą tak bardzo cenimy i kochamy w tej muzyce! Utwór "Pictures from the Past", to z kolei kompozycja w znacznej mierze instrumentalna, z bardzo krótkim wokalem, charakteryzująca się przede wszystkim świetnym aranżem z udziałem sekcji dętej i smyczkowej. Bardzo dobry utwór, który uważam za jeden z najciekawszych na całym albumie. Równie ciekaw i intrygująca jest następna kompozycja na płycie - "Winter of Soul", która stanowi kolejny świetny, mocny, rockowy kawałek w wydaniu Love de Vice! Album wieńczy akustyczna wersja rozbrzmiewającego tu już wcześniej utworu - "Pills", który w tej spokojnej, łagodnej gitarowej wersji z udziałem smyczków, prezentuje się naprawdę wspaniale... To bardzo różne kompozycje, które jednak wspólnie tworzą niezwykle ciekawą całość, jaką to jest najnowszy, bardzo inteligentny, album Love de Vice.

Album "Pills", zgodnie ze swoim tytułem, po muzycznym zażyciu wprawia słuchacza w doskonały nastrój, którego to nie często przychodzi doświadczyć polskim miłośnikom rocka, biorąc pod uwagę rodzimych artystów. Otóż Love de Vice oferuje nam tą płytą blisko godzinę świetnej muzyki spod znaku rocka, która zachwyca, zaskakuje, intryguje, i przede wszystkim niesie sobą coś nowego, świeżego, bardzo rzadko spotykanego. Nie odnajduję bowiem innego polskiego zespołu, który w ostatnim czasie mógłby poszczycić się taką płytą w swym dorobku, jak ten bardzo ciekawy i piekielnie inteligentnie zaplanowany w każdym calu, album. Wspaniałe połączenie misternej instrumentalnej pracy, z inteligentnymi i zaangażowanym tekstami, a do tego wszystko to jest podane w postaci nietuzinkowych aranżów! Chłopcy i Pani z Love de Vice, udowadniają tym albumem to, że wciąż się rozwijają, dojrzewają muzycznie, odkrywają drzemiące w nich pokłady talentów, a tym samym tworzą coraz lepszą muzykę. Mogę bowiem pozwolić sobie na to stwierdzenie, że płyta ta jest absolutnie najlepszym krążkiem w dyskografii tej formacji. I pozostaje tylko cieszyć się z tego faktu, że oto można w naszym kraju posłuchać takich albumów, i to polskich albumów...!

Spis utworów:

1. No Escape
2. Ritual
3. Best of Worlds
4. Afraid
5. Pills (strings)
6. Hell on Earth
7. Wild Ride
8. Nobody Owns Me
9. Pictures from the Past
10. Winter of Soul
11. Pills (acoustic)

Komentarze: