Nasza recenzja

The North Corridor

Wspiąć się na muzyczne szczyty jest trudno, ale jeszcze trudniej jest utrzymać się na nich na stałe... Udaje się to nielicznym i tylko najlepszym artystom, którzy nie spoczywają na laurach i nie odcinają kuponów od dawnej sławy, lecz wciąż poszukują nowych wyzwań i inspiracji. Bardzo cenię sobie takich twórców, i z tym większą przyjemnością pragnę podzielić się wieścią o premierze najnowszego albumu formacji Chevelle, która to od lat stanowi absolutną czołówkę amerykańskiego rocka spod znaku mocniejszego brzmienia. Najnowsza płyta amerykańskiego tria nosi tytuł "The North Corridor", i zawiera 10 niezwykle mocnych, energetycznych i bardzo gitarowych utworów!

Zespół Chevelle powstał w 1994 roku, a jego założycielami byli bracia Pete i Sam Loefflerowie, zaś dwa lata później dołączył do nich trzeci brat -Joe. W 2005 roku zastąpił go szwagier Pete'a - Dean Bernardini, i w tym składzie formacja działa do dnia dzisiejszego. Nazwa kapeli pochodzi od marki ulubionego samochodu ojca braci - Chevrolet Chevelle, co idealnie łączy się z mocą muzyki, jaką oni grają. Od początku ich twórczość oscylowała na pograniczu rocka, hard rocka, metalu i post-grunge'u, zaś ich znakiem rozpoznawczym były bardzo szybkie i mocne gitary. Kapela ma na swoim koncie siedem studyjnych albumów, które sprzedały się w blisko milionowym nakładzie. Koncerty na największych scenach świata, występy na prestiżowych galach, współpraca  z wielkimi gwiazdami światowego formatu z formacją Nickelback na czele - wszystko to sprawia, iż zespół Chevelle należy do muzycznej czołówki spod znaku mocnego rocka, nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale i na całym świecie.

Najnowsza ich płyta ma swoją premierę ponad dwa lata po wydaniu poprzedniego albumu - "La Gárgola", który to okazał się największym sukcesem komercyjnym formacji, jak i również dotarł na najwyższą pozycję na liście Bilboardu (3 miejsce). Tym samym oczekiwania związane z premierą "The North Corridor" były jeszcze większe. I po wysłuchaniu tego albumu mogę stwierdzić z pełnym przekonaniem, iż amerykańskie trio nie zawiodło swoich fanów! Płyta ta jest z jednej strony kontynuacją poprzedniego albumu (ten sam producent - Joe Barresi), oraz bardzo zbliżoną pod względem gatunkowym, aranżacyjnym i warsztatowym, oczywiście w świeżym wydaniu, Tak jak na tamtym krążku, tak i tutaj otrzymujemy 10 mocnych, bardzo żywiołowych i energetycznych kawałków na równym poziomie. Nie ma tu wielkich przebojów, ale nie ma też żadnych mielizn, co już samo w sobie świadczy o dużej wartości tego albumu. Mocne gitary, ciekawe solówki, świetna i rytmiczna perkusja, a do tego bardzo charakterystyczny wokal Pete Loefflera, który momentami wydaje się nieco płaczliwy i nazbyt krzykliwy, ale doskonale sprawdza się on w tym repertuarze. Agresywne gitarowe riffy, wyraziste bębny, wpadające w ucho i bardzo głośne refreny - wszystko to działa i intryguje podczas słuchania tego albumu.

Płytę otwiera kawałek pt. "Door to Door Cannibals", który już od pierwszych dźwięków oznajmia wszem i wobec, że najbliższe 45 minut będzie należało do królestwa mocnych gitar... Drugi utwór - "Enemies", utwierdza nas w tym przekonaniu ze zdwojoną siłą, gdyż jest tu jeszcze głośniej, bardziej krzykliwie i zdecydowanie szybciej, zarówno pod względem instrumentalnym jak i wokalnym. Kolejna propozycja od Chevelle, to "Joyride (Omen), i zachwyca ona bardzo intrygującym stopniowaniem napięcia, które to znajduje swoje ujście w końcowej fazie przy bardzo ostrych gitarach, zaś całości dodaje smaku doskonale brzmiący bas i ciekawy refren. Pewne zaskoczenie wzbudza u nas kawałek pt. "Rivers", który rozpoczyna się niezwykle delikatnie, spokojnie, wręcz sielsko, by za chwilę uderzyć w nas tak potężną dawką hard rocka, iż naprawdę trzeba się bać o szyby w oknach;) Ale co by nie powiedzieć, najlepszy utwór na albumie! Następna kompozycja na płycie - "Last Days" - to już powrót do klasyki w wydaniu tego zespołu, od pierwszej do ostatniej sekundy jego trwania, a więc moc, energia, wrzask i wręcz metalowy pazur! Numer sześć na płycie, to "Young Wicked", i bez wątpienia należy on do Pete Loefflera i jego głosu, z którym wyczynia tu naprawdę niezwykłe rzeczy..., zaś dodatkowego smaczku dodaje tu udział dziecięcego chórku;) Następna kompozycja nosi tytuł "Warhol’s Showbiz", której to głównym akcentem jest bardzo mocny, ale i niezwykle przyjemny refren. Pierwszy i zarazem jedyny spokojniejszy oddech na płycie, niesie sobą kawałek pt. "Punchline", która przybiera tu formę spokojnej ballady o bardzo mrocznym charakterze... Tę muzyczną sielankę przerywa w dość brutalny, ale też i piękny sposób, utwór pt. "Got Burned", który ma bardzo przebojowy charakter świetny refren, choć oczywiście reprezentuje ostre rockowe klimaty. Album wieńczy kawałek pt. "Shot from a Cannon", czyli jeden z singli promujących płytę. To utwór z pogranicza metalu, ze świetnymi gitarami, mocnym refrenem i mroczną aurą w tle, czyli kwintesencją twórczości naszego tria z USA...:)

Album "The North Corridor", potwierdza niezwykle wysoką pozycję zespołu na rockowej i hard rockowej scenie. Płyta ta, co najmniej dorównuje swojej poprzedniczce, jeśli nawet nie przewyższa ją pod względem aranżacyjnym i brzmieniowym. Ciekawe pomysły kompozycyjne, intrygujący aranż, dobre teksty, a wszystko to podparte doskonałym warsztatem instrumentalnym i wokalnym panów z  Chevelle, którzy to mimo upływu lat, wciąż są w wyśmienitej formie. Co tu dużo mówić - jest bardzo ostro, głośno, energetycznie i niezwykle progresywnie, czyli czegóż można chcieć więcej...:)?

Spis utworów:

1. Door To Door Cannibals
2. Enemies
3. Joyride (Omen)
4. Rivers
5. Last Days
6. Young Wicked
7. Warhol’s Showbiz
8. Punchline
9. Got Burned
10. Shot From A Cannon

Komentarze: