Nasza recenzja

57th 9th

Kiedy tylko myślę o trójce największych gwiazd współczesnej muzyki, to niezmiennie na podium tym znajduje się zawsze Sting, czyli Gordon Matthew Sumner. To genialny artysta, niezwykła osobowość sceniczna i wyjątkowy człowiek, który emanuje swoją naturalnością, zwykłością, autentycznością w tym co robi i kim jest, co w dzisiejszych czasach jest wielką rzadkością. I tak jak w przypadku tak wielkich artystów zawsze bywa, tak i w odniesieniu do Stinga każdy kolejny premierowy album w jego dorobku, stanowi bardzo ważne i wyjątkowe wydarzenie w świecie muzyki. Nie inaczej było też z ukazaniem się na rynku najnowszego dzieła Stinga, czyli albumu "57th 9th", którego premiera miała miejsce 11 listopada. To rockowo - popowy zestaw 10 świetnych kompozycji w podstawowej wersji albumu, zaś w wydaniu "deluxe" wzbogaconych o 3 bonusowe utwory. Nie przedłużając zatem..., dowiedzmy się co przygotował dla nas Pan Sting po 3 latach milczenia:)

Otóż przygotował to, co w twórczości tego artysty lubimy i kochamy najbardziej, a więc przebojową, klimatyczną i intrygującą porcję rockowego grania, zarówno w postaci tych bardziej mocnych i ostrych kawałków, jak i kilku klimatycznych ballad, które śpiewane głosem Stinga, brzmią po prostu wyjątkowo. Z pewnością jest to najbardziej rockowy i klasyczny pod tym względem studyjny album tego artysty od dobrych kilkunastu lat, a dokładnie od albumu pt. "Sacred Love", który ukazał się w 2003 roku. I przyznam szczerze, że naprawdę nie zdawałem sobie sprawy, że aż tyle lat upłynęło nam od dnia premiery tamtej płyty, i że przez ten cały czas Sting poszukiwał i pokazywał nam swoją zupełnie inną, bardziej liryczną i wyrafinowana twarz, sięgając do repertuaru ze świata muzyki klasycznej, czy też musicalu. I choć tamte projekty były z pewnością intrygujące, ciekawe i udane, to jednak w moim mniemaniu, domem Stinga jest świat łagodnej muzyki rockowej, i w związku tym jeszcze bardziej cieszę się z tego faktu, iż po latach postanowił on powrócić tym albumem do swych źródeł i korzeni.

Nad albumem tym pracowali muzycy towarzyszący Stingowi od lat, a więc Dominic Miller (gitara) i Vinnie Colaiuta (perkusja), a także zaproszeni do współpracy goście - Josh Freese (perkusja, bas, klawisze) i Lyle Workman (gitara). W nagraniach wziął także udział pochodzący z San Diego młody zespól - The Last Bandoleros, łączący w swej twórczości lekki rock z folkiem. Produkcją albumu zajął się uznany i cenionym producent muzyczny - Martin Kierszenbaum. Naturalnie autorem wszystkich kompozycji i tekstów jest sam Sting, co już samo w sobie może posłużyć za najlepszą rekomendację dla tej płyty. Tyle o faktach, zaś jeśli chodzi o samą muzykę, to otrzymujemy tu bardzo przyjemnie brzmiące, przebojowe, raczej mocne utwory, w których centralnym punktem jest wpadający w ucho refren. Instrumentalnie dominuje tu klasyka, czyli gitary, bębny, bas, wspomagane klawiszami i elektroniką. Nie zabrakło tu także i akustycznych brzmień, oddających świetnie klimat kilku emocjonalnych ballad. Oczywiście, każda płyta Stinga jest intrygująca z tego względu, iż słychać na niej głos Stinga - tak bardzo nie precyzyjny i nie idealny warsztatowo z jednej strony, z drugiej zaś tak wyjątkowy, niepowtarzalny, hipnotyzujący swoim zachrypniętym brzmieniem...

O tym, jaka jest ta płyta, mówią wiele same okoliczności nadania jej  tytułu - "57th 9th". Otóż jest to zbitek numerów dwóch ulic na Manhatanie, które to przez okres kilku tygodni pokonywał każdego dnia Sting, w swej drodze do studia nagraniowego "Hell’s Kitchen. I w pewnym sensie ta płyta przypomina właśnie taką codzienną przechadzkę po doskonale znanej nam okolicy, okolicy rockowych źródeł tego artysty. To z jednej strony muzyczne opowieści o jego domu, jego mieście, jego Ameryce, z drugiej zaś także o jego życiu, przeszłości, wydarzeniach które odcisnęły na nim wielki ślad. To także głosy poruszające ważne współczesne kwestie społeczne, jak choćby te wybrzmiewające w utworze "Inshallah", odnoszącym się do problemu uchodźców w dzisiejszym świecie. To z pewnością osobisty album Stinga, podobnie jak większość jego płyt, ale także i bardzo prosty, przystępny, nie wysilający się na zbędne eksperymenty i niespodzianki, co akurat w przypadku tego artysty i jego muzyki, naprawdę nie jest potrzebne.

Zawarte tu kompozycje są z jednej strony oparte na wspólnym mianowniku - przebojowym refrenie i wyrazistym, raczej głośnym i mocnym, graniu na żywo. Nie oznacza to bynajmniej, że jest to zestaw jednorodnych i podobnych kawałków, bo nie jest;) I tak oto album rozpoczyna utwór pt. "I Can’t Stop Thinking About You", czyli przebojowy, energiczny, żywiołowy i bardzo gitarowy kawałek z wpadającym w ucho refrenem. Kolejną pozycją na płycie jest utwór pt. "50,000" , który łączy w sobie spokojną i łagodną zwrotkę z gitarowym brzmieniem w tle, z mocnym i ostrym rockowym refrenem z udziałem samego Stinga, jak i towarzyszącego mu męskiego chórku. Bardzo ciekawy aranż i tym samym intrygujący kawałek! Następna propozycja - "Down, Down, Down", to  kontynuacja klimatu z poprzedniego kawałka, oferująca nam ponownie bardzo przyjemne, gitarowe granie z ciekawymi chórkami w tle, a do tego deser w postaci bardzo zaskakującego i klimatycznego finału... Numer cztery na tym albumie, należy do kompozycji pt. "One Fine Day", będącej zdecydowanie bardziej popową, lekką i łagodniejszą pozycją, aniżeli poprzednie kawałki. Z kolei utwór pt. "Pretty Young Soldier", stanowi pierwszą 100%-ową balladę na tym albumie, utrzymaną w lekkim rockowo-countrowym stylu, który w końcowej fazie rozbrzmiewania tej piosenki, nabiera bardziej wyrazistego i żywszego charakteru. Kolejna kompozycja na krążku, nosi tytuł "Petrol Head", i wraz z jej dźwiękami powracamy do ostrego rockowego grania, w którym to "daje czadu" nie tylko sam Sting w wokalnych partiach, ale także i towarzyszący mu gitarzyści za sprawą genialnych solówek. Dla mnie jest to absolutnie numer 1 na tym albumie! Następny utwór - "Heading South On The Great North Road", to akustyczna, spokojna i przepełniona emocjami gitarowa ballada, w której to istnieją tylko dźwięki gitary i głos Stinga, opowiadającego swoją historię z własnego życia... - mocna rzecz. Inne emocje niesie z kolei utwór pt. "If You Can’t Love Me", będący świetnie zaaranżowaną rockową kompozycją, nabierającą mocy i energii z każdym kolejnym dźwiękiem, zaś całości dopełnia bardzo mroczny i niepokojący klimat.  Kolejny utwór - "Inshallah",  to bez wątpienia najbardziej zaangażowany politycznie i społecznie kawałek na całym albumie, odnoszący się do trudnej i dramatycznej kwestii uchodźstwa. Muzycznie mamy tu do czynienia z klimatyczną, orientalną i pięknie zaaranżowaną balladą, która długo pozostaje w naszej pamięci. Wersję podstawową albumu wieńczy utwór "The Empty Chair" - kolejna, gitarowa ballada z bardzo intrygującym tekstem, wykonana niezwykle szczerze i przekonująco przez brytyjskiego artystę...

Bonusowe pozycje w wersji "Deluxe" płyty "57th 9th", to kolejno:  "I Can't Stop Thinking About", wykonane tym razem w akustycznym anturażu; następnie nieco inaczej zaaranżowany utwór "Inshallah"; wreszcie koncertowy zapis wykonania utworu "Next To You with The Last Bandoleros", który został wykonany z słynnym  Rockwood Music Hall, i jak sam tytuł wskazuje, przy udziale panów z zespołu The Last Bandoleros. Intrygujące, ciekawe i przyjemne trzy bonusowe niespodzianki, które z pewnością warte są wydania tych kilku złotych więcej, na luksusową wersję tego albumu.

Sting płytą "57th 9th", powraca do swoich rockowo - popowych źródeł, w których to chyba czuje się też najlepiej. Powraca w doskonałym stylu i bardzo dobrej formie, oferując nam dość zróżnicowany materiał i do tego bardzo wysokiej klasy, zarówno w warstwie kompozycyjnej, tekstowej, aranżacyjnej, jak i warsztatowej. To żywa muzyka z duszą, sercem i mądrym pomysłem, który tym razem został oparty o prostotę, klasykę i radość z grania, jaką to doskonale słychać w głosie Stinga i jego przyjaciół. Naturalnie, być może nie jest to najlepszy album w karierze tego artysty, jak i również zawarte tu utwory nie wpiszą się na stałe w historię muzyki rozrywkowej XXI stulecia..., ale z pewnością jest to płyta udana pod każdym względem, a tym samym warta poznania i dołączenia do swojej kolekcji. Zresztą, o czym tu mówić..., wszakże Stinga po prostu się słucha, lubi i cieszy z każdej chwili obcowania z jego twórczością!

Lista utworów:

1.  I Can’t Stop Thinking About You
2.  50,000
3.  Down, Down, Down
4.  One Fine Day
5.  Pretty Young Soldier
6.  Petrol Head
7.  Heading South On The Great North Road
8.  If You Can’t Love Me
9.  Inshallah
10. The Empty Chair

11. I Can't Stop Thinking About You (LA Version)
12. Inshallah (Berlin Sessions Version)
13. Next To You with The Last Bandoleros (Live at Rockwood Music Hall)

Komentarze: