Nasza recenzja

Traces

Ileż ja już słyszałem opinii na temat tego, że prawdziwy rock and roll z roku na rok marnieje i powoli umiera. Kompletna bzdura. Oczywiście… druga dekada XXI wieku to nie jest okres największej prosperity szeroko rozumianego rocka z którą mieliśmy do czynienia w szczególności w latach 80 – tych ubiegłego stulecia ale… po pierwsze zespoły, które działają na rynku od wielu, wielu lat typu TSA czy Ceti są mimo upływu lat w wyśmienitej formie, a po drugie wbrew pozorom powstaje spora liczba ambitnych zespołów, które może nie trafiają do szerokiego grona odbiorców (na tym też polega nie komercyjna muzyka) ale zadziwiają swoją nietuzinkową grą.

Nie inaczej jest z zespołem  Killing Silence! Kapela istnieje już od ładnych kilku lat, na swoim koncie ma wydaną w 2014 roku EPkę z udziałem pochodzącego z USA wokalisty – Rayana Pasko.  Wspominam o tym minialbumie głównie dlatego, że jeden z zawartych na nim utworów – „Inside” utrzymywał się przez wiele tygodni na czele listy przebojów Antyradia. Zespół zagrał już także wiele koncertów, a najważniejszy odbył się dokładnie dwa lata temu, podczas Impact Festiwal, gdzie panowie zagrali przed… Black Sabbath.
Listopad obecnego roku przyniósł nowe wydawnictwo, tym razem został już przygotowany pełny album zawierający 11 utworów, w tym wspomniany „Inside”.

A teraz przejdźmy do tego co najważniejsze - pełny nadziei i zniecierpliwienia wkładam CD do odbiornika. Już po kilkunastu sekundach wsłuchiwania się w pierwszy zawarty na krążku utwór „World On Fire” jestem pewny, że mamy do czynienia z kapelą w pełni profesjonalną i klasową. Całość utrzymana jest w stylu niezwykle energetycznego rocka, z pełnymi zadziorności riffami gitarowymi, z nadającą bojowego nastroju perkusją i w końcu z niezwykle charyzmatycznym, melodyjnym, ale też momentami potrafiącym pokazać pazury głosem wokalisty. Momentami można mieć wrażenia, że mamy do czynienia z jakimś utytułowanym zespołem zza oceanu ale nie! To nasz polski Killing Silence. Choć nie lubię porównań gdyż są często krzywdzące dla artysty, głos Rayana Pasko momentami swoją ekspresją i sposobem improwizacji przypomina legendarnego Eddiego Vedder’a. Myślę, że takie porównanie nie jest powodem do rozpaczy :)

Bardzo ciekawa kompozycja została umieszczona na „Traces” na ostatniej pozycji. Utwór „Following The Storm” wita nas spokojnym, akustycznym graniem z idealnie współgrającą gitarą i głosem wokalisty, jednak w mniej więcej po trzech minutach zespół rusza ostro do przodu, nakręcając szybkie energiczne tempo tak bardzo charakterystyczne dla kapeli.

Szczerze mówiąc jednej sprawy muszę się kolokwialnie przyczepić. Oczywiście nie ulega wątpliwości, że całość albumu stoi na wysokim poziomie, nawet po kilku przesłuchaniach ciężko się w jakikolwiek sposób znudzić co wydaje się być ogromnym atutem. W tym wszystkim brakuje mi jedynie czegoś co w skuteczny sposób odróżniałoby zespół, w ten sposób, że nawet budząc się o 1 w nocy, włączając radio i słysząc zupełnie nową piosenkę będziemy w stanie bez cienia wątpliwości rozpoznać – to Killing Silence. Czasem jest to charakterystycznie brzmiąca, jedyna w swoim rodzaju gitara, innym razem całość kompozycji zgodnie z wypracowanym oryginalnym stylem. 

Nie mniej ogromny podziw dla całego zespołu, pozwolę sobie po raz kolejny włączyć całą CD od początku i ekscytować się 11 utworami, przy których człowiek mimowolnie tupie energicznie nogą, a ciało unosi się do wspólnego skakania na koncercie, który mam nadzieję, w niedługim czasie odwiedzę.

Lista utworów
1. World On Fire
2. Inside
3. Temporary State
4. To The Young One
5. Consolation
6. The Box
7. The Lost
8. Insanity Called
9. Rabbit Hole
10. Lying Game
11. Following The Storm

Komentarze: