Nasza recenzja

The Fall Of A Rebel Angel

Osiem długich lat musieliśmy czekać na kolejny, studyjny album legendarnej już formacji Enigma, która dokładnie przed 25 laty zachwyciła nas po raz pierwszy magicznym połączeniem popu, elektroniki i chorałów gregoriańskich. I tak oto pojawiła się radość, ekscytacja, ale także i pewne obawy, czy po tak długim czasie milczenia artyści ci mają w sobie tę samą moc i siłę, by zachwycić nas swoją muzyką, tak jak przed laty. Dziś, po wysłuchaniu owego albumu pt. "The Fall Of A Rebel Angel", wydaje mi się że znam już odpowiedź na to pytanie, którą to postaram się podzielić ze wszystkimi czytelnikami w niniejszej recenzji.

Nie ma chyba dorosłej osoby na świecie, która choć raz w życiu nie słyszałaby jednego z wielkich przebojów Enigmy, choćby nawet nie będąc świadoma nazwy wykonawcy owego utworu. Michael Cretu (założyciel i lider formacji) wraz ze swoimi genialnymi i jakże licznymi towarzyszami, dał nam bowiem mnóstwo wspaniałych, metafizycznych, magicznych, cudownych kompozycji, które przenosiły nas w świat muzycznej łagodności, wytchnienia, spokoju. Takie utwory jak  "Sadeness (Part I)", "Mea Culpa (Part II)", "Return To Innocence", czy też "Beyond the Invisible", na trwałe wpisały się już w historię muzyki rozrywkowej ostatnich dziesięcioleci, jak i również kształtowały jej współczesny obraz i charakter. Co prawda, nie da się ukryć iż największe sukcesy i największy okres popularności Enigmy przypadał na ostatnie dziesięciolecie ubiegłego stulecia, to i tak każdy kolejny album tej formacji był zawsze ważnym i wyjątkowym wydarzeniem. Niemniej, wydaje się że świadom tego był także i sam Michael Cretu, który wedle zapowiedzi chciał tym nowym albumem stworzyć dzieło odwołujące się i przypominające początki działalności Enigmy, tak by raz jeszcze udało się uchwycić nim ducha tej muzyki z tamtych czasów... Czy to mu się tutaj udało..? Już odpowiadam:)

Otóż album "The Fall Of A Rebel Angel" stanowi sobą zjawiskową, poruszającą i monumentalną opowieść o drodze człowieka do odkupienia. I tak jak zazwyczaj miało to miejsce w dziełach Enigmy, tak i tym razem króluje tutaj symbolika, metafizyka, poezja słów i magia elektronicznych dźwięków, które wspólnie tworzą niezwykle klimatyczną, momentami mroczną, całość. I owszem, daje się tutaj uchwycić ducha Enigmy z albumów "MCMXC a.D.", "The Cross of Changes", czy też "Le Roi est mort, vive le Roi!", tyle tylko że dziś ta moc i siła oddziaływania na zmanierowanego słuchacza roku 2016, nie jest już tak wielka... Owszem, to przyjemne, świetnie skomponowane i ciekawie zaaranżowane kompozycje, które umilają nam czas, sprawiają przyjemność, odprężają i koją nasze nerwy, ale jednocześnie szybko odchodzą w niepamięć po ich rozbrzmieniu. Z pewnością nie ma tu także takich perełek, jak wymienione na wstępie największe przeboje Enigmy, lecz jest zestaw 12 dobrych utworów, które mimo pewnego zróżnicowania, tworzą wspólną, spójną i inteligentnie zaplanowaną całość. Wierni fani twórczości tej formacji odnajdą tu także liczne odwołania i odniesienia do tematów i motywów muzycznych z pierwszych lat działalności Enigmy, które tu przyjmują postać swego rodzaju kontynuacji, co także może stanowić dodatkowy smaczek tej płyty. Reasumując odpowiedzi na zadane powyżej pytanie - owszem, znajdziemy tu powrót do klimatu dawnych lat Enigmy, tyle tylko że ten nie działa na nas już tak bardzo, jak wtedy...

Naturalnie, nie jest to płyta zła, nudna, wtórna, czy też nie mająca w sobie ciekawego konceptu. Raczej określił bym ją mianem dobrej względem oczekiwań wobec Enigmy, gdyż pod każdym innym szyldem zebrane tu utwory uznalibyśmy za świetne  i odkrywcze kawałki. Jednak Enigma to Enigma,  a więc także i inne (naturalnie większe) wymagania stawiamy sobie przed  Michaelem Cretu i jego współpracownikami, których to moim zdaniem stać zdecydowanie na więcej aniżeli to, co otrzymujemy na tym albumie. I o ile jeszcze pod względem kompozycyjnym i instrumentalnym całość prezentuje się naprawdę intrygująco, tyle pod kątem wokalnym jest o wiele gorzej, a przecież największe przeboje Enigmy zawsze oparte były na zaskakującym, ciekawym i niezwykłym wokalu, choćby w niewielkiej części trwania danego utworu, ale jednak. Tego mi tu zabrakło, choć naturalnie rozumiem, iż Michael Cretu miał taki, a nie inny inny pomysł na ten album, i nie można mu odmówić tego, iż zrealizował go w dobrym  i bardzo solidnym stylu.

Album "The Fall Of A Rebel Angel" niesie nam sobą 12 utworów, które ułożone w koncepcyjnej i zaplanowanej kolejności, tworzą bardzo spójną i intrygującą całość. W kilku z nich udzielają się goście zaproszeni tutaj przez Michalea Cretu, a są nimi Mark Josher (popularny brazylijski wokalista), Anggun (pochodząca z Indonezji piosenkarka), tajemnicza wokalistka o pseudonimie Nanuk, oraz brytyjski duet spod znaku alternatywnego popu - Aquilo. I spośród owych kilkunastu kompozycji z pewnością można wyróżnić kilka bardzo ciekawych utworów, które zasługują na docenienie, jak i również mogą pozostać w naszej pamięci zdecydowanie na dłużej, niż tylko na tych kilka/kilkanaście dni naszej przygody ze świeżą płytą Enigmy. Z pewnością wyróżniłbym tu otwierający album utwór pt. "Circle Eight", czyli bardzo niepokojącą, mroczną, klimatyczną kompozycję z doskonałym wokalem Nanuk; następnie utrzymany w podobnym klimacie utwór pt. "The Die Is Cast", w którym zachwycają nas zarówno magiczne dźwięki, gregoriańskie chorały, jak i również naprawdę dobry wokal Marka Joshera; kolejno bardzo spokojną, łagodną, liryczną, ale też i naprawdę przebojową kompozycję pt. "Mother", która chyba najbardziej przypomina dokonania Enigmy sprzed tych kilkudziesięciu lat; czy też "Sadeness (Part II)", nawiązującą sobą do słynnego hitu Enigmy z debiutanckiego krążka, i zarazem stanowiąca niejako kontynuację (skądinąd dość udaną), tamtego wielkiego przeboju, Wielkim plusem tego utworu jest genialny i przejmujący  wokal Anggun. Warto wyróżnić tu także bardzo elektroniczną i świetnie zaaranżowaną "Oxygen Red", w której to kompozycji raz jeszcze zachwyca głosem Anggun, jak i również utwór pt. "Amen", który wieńczy ten album w niezwykle dostojny, klimatyczny, refleksyjny i orientalny sposób...

Powrót Enigmy za sprawą płyty "The Fall Of A Rebel Angel", należy uznać za udany, aczkolwiek nie porywający. Naturalnie wieloletni i wierni fani twórczości tej formacji będą nią z pewnością zachwyceni i oczarowani, co bierze się przede wszystkim z umiłowania do tego zespołu i radości z faktu przerwania tak długiego milczenia Michaela Cretu i jego przyjaciół, aniżeli z obiektywnej i  rzetelnej oceny. A ta każe uznać ten album za przyjemny, całkiem zgrabnie zaaranżowany i zapewniający solidną dawkę spokoju i odprężenia za sprawą pięknych dźwięków i nietuzinkowych wokaliz, lecz na pewno nie za płytę równą odsłonom twórczości Enigmy sprzed tych kilkudziesięciu lat. Z drugiej strony kto wie, być może po prostu moda na taką muzykę już minęła, jak i również nas trudniej jest zachwycić i przekonać do siebie tego typu kompozycjami. Jakby jednak nie było, należy cieszyć się z powrotu Enigmy, nawet jeśli ten nie spełnia wszystkich pokładanych w tym powrocie nadziei i życzeń.

Lista utworów:

1. Circle Eight - Feat. Nanuk
2. The Omega Point
3. Diving
4. The Die Is Cast - Feat. Mark Josher
5. Mother Feat. Anggun)
6. Agnus Dei
7. Sadeness (Part II) - Feat. Anggun
8. Lost In Nothingness
9. Oxygen Red - Feat. Anggun
10. Confession Of The Mind
11. Absolvo
12. Amen - Feat. Aquilo

Komentarze: