Nasza recenzja

Smutne dzieci

Pod pseudonimem Franko kryje się jeden z najbardziej kontrowersyjnych polskich muzyków, znany także jako Electro One, Rozbójnik Alibaba czy Robert M. Prócz działalności solowej muzyk był także członkiem tworzącego w stylu dance Monopolu, a obecnie jest współzałożycielem i członkiem – w moim odczuciu niezwykle prześmiewczego w swojej formule i komercyjnego Gangu Albanii.

W ostatnich dniach listopada na rynku muzycznym pojawiło się nowe wydawnictwo pod tytułem „Smutne dzieci”. Czego możemy się spodziewać tym razem? Franko przygotował słuchaczom dwanaście utworów w których po raz pierwszy próbuje swoich sił jako wokalista. Po przesłuchaniu pierwszej kompozycji w myślach pojawia się niezapomniany, znany wszystkim występ Jerzego Stuhra, który z ogromną radością i zarazem ironią w głosie wyśpiewał: „Śpiewać każdy może, trochę lepiej, lub trochę gorzej, ale nie oto chodzi, jak co komu wychodzi. Czasami człowiek musi, inaczej się udusi”. To właśnie śpiew Roberta M. jest najbardziej negatywnym aspektem „Smutnych dzieci”. Być może gdyby ten album został wydany po kilku, kilkunastu miesiącach pobierania lekcji śpiewu końcowy efekt byłby zupełnie inny. Franko raczy nas mocno zachrypniętym głosem w którym nie słychać naturalności i swobody wykonania. Jest za to niemiłosierna walka z podkładem muzycznym, w każdym słowie słyszalna jest trudność i można mieć wrażenie  jakbyśmy słyszeli osobę, która wykonuje utwory pod groźbą wysokiej kary, przymusowo i bez przyjemności.

Pod względem stricte muzycznym, jak zapowiadał Franko, miało być rockowo i energicznie. Niestety i tutaj spotyka nas niemiła niespodzianka. Zamiast rockowego pazura, usłyszeć można dwanaście popowych ballad z kilkoma zauważalnymi riffami gitarowymi. O ile tytułową kompozycję „Smutne dzieci” słucha się dosyć przyjemnie, to wraz z kolejnym utworem jest diametralnie gorzej. A powód jest niezwykle banalny… każdy kompozycja brzmi bardzo podobnie, a jedynie w „Heroina” podkład muzyczny został wzbogacony o całkiem przyzwoicie brzmiący saksofon. Choć niezwykle trudno wyróżniać cokolwiek na tak słabo brzmiącym albumie, to z czystym sumieniem „Toksyczna miłość” z gościnnym występem Nikoli w choć jakimś stopniu urozmaica wydawnictwo. Swoją drogą, im mniej śpiewu Franko, tym lepiej dla naszych uszu.

Ostatnią częścią składową „Smutnych dzieci”, o której chciałbym wspomnieć jest warstwa tekstowa. Zgodnie z zapowiedziami zaproponowane teksty miały być osobistymi przemyśleniami i przeżyciami Franko, to nie sposób stwierdzić, ze tak ogólne, nieodróżniające się od dziesiątek tysięcy innych utworów, traktujących o tym samym jest nieco męczące w wysłuchiwaniu. Z jednej strony usłyszymy słowa świadczące o tęsknocie za utraconą miłością, której już nie sposób odbudować. Innym razem ballada pochwalna wobec marihuany, która jak można usłyszeć w „Marihuana” odgrywa w życiu muzyka istotną rolę.

Rzadko zdarza się, że można w tak prosty sposób zinterpretować dane wydawnictwo, bez zastanawiania się, czy oby w jakimś zdaniu nie użyto zbyt wielu słów krytyki.

„Smutne dzieci” oceniam na 2/10, a ocena została podwyższona tylko i wyłącznie dzięki potencjałowi związanemu z muzyką, która gdyby tylko była nieco bardziej urozmaicona i mniej przewidywalna – była by całkiem przyjemna w odsłuchu. 

Lista utworów
1. Smutne dzieci
2. Samotność
3. Nie dzwoń już więcej
4. Szczęście
5. Heroina
6. Mój Alkoholu
7. Toksyczna miłość (feat. Nikola)
8. Gdzie Ty Jesteś
9. Marihuana
10. Młode Lwy
11. Bandyckie tango (feat. Janusz K. & Primo Men)

Komentarze: