Nasza recenzja

Madryt (Singiel)

Zespół Kult należy do jednych z najbardziej produktywnych kapel na naszej scenie rockowej. Chociaż występują na niej nieprzerwanie już od ponad 30 lat, to wciąż nie brak im zapału do pracy i ciekawych pomysłów. Pomimo tego, że w październiku zeszłego roku światło dzienne ujrzał już piętnasty longplay bandu "Wstyd", to Kazik i spółka wciąż zaskakują słuchaczy. Tym razem ukłonem w stronę fanów jest płyta z różnymi wersjami singla "Madryt".

Kawałek "Madryt" promował najnowszy album Kultu "Wstyd". Chociaż płyta ta spotkała się z różnymi opiniami, to moim zdaniem utwór ten został trafnie wybrany na reprezentanta całości, a sam Kult jest tak uznaną marką, że nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Tak też było tym razem. "Madryt" jest bogatym kompozycyjnie kawałkiem, który otwierają ładne dźwięki pianina, a w dalszej części na pierwszy plan wysuwają się dęciaki z trąbką na czele. Numer ten ma w sobie pewną egzotyczność i elektryzującą dawkę ognia, wszak traktuje o gorącym, hiszpańskim Madrycie i osobliwych mieszkańcach jednego z budynków znajdujących się w tym mieście. Są to dwie lesbijki z Meksyku, emerytowana artystka i mężczyzna lubiący nocą poszukiwać skarbów w okolicznych śmietnikach. Kazik z typową dla siebie trafnością i przekornością słowa opisuje wszystkie te postacie.

Krążek ten stanowi wariację członków zespołu, jak i zaprzyjaźnionych gości na temat singla "Madryt". Należy przyznać, że każda pozycja jest utrzymana w innym tonie i jedyna w swoim rodzaju. Najbardziej wyróżnia się ta Tomka Glazika & Barona Von Didi, która opiera się tylko na surowym beacie. Pojawia się w niej autorski tekst, luźno nawiązujący do tego Kazikowego, wygłaszany sennym tonem głosu, który lekko sepleni. Odmienna wersja liryczna w zwrotkach pojawia się też w wariancie Jarka & Maćka, gdzie zamiast z mieszkańcami madryckiej kamienicy, spotykamy się z polskimi politykami. W pozostałych kawałkach mamy już zachowane pierwotny tekst i szkielet melodii. Piotr Morawiec zabawił się afrykańskimi bębnami, natomiast Wojtek Jabłoński z Illegal Boys oparł się na gitarze akustycznej i osobliwych, latynoskich rytmach. Wersja Janusza Zdunka nabrała pewnej szlachetności, gdy zostały wplecione w nią klasyczne dźwięki muzyki poważnej.

Bardzo podobała mi się propozycja Janusza Grudzińskiego, który z przymrużeniem oka zabawił się w lektora i tłumacza. Natomiast do klubu na chwilę zapomnienia przy tańcu zaprosili nas Sławek Pietrzak i Tom Horn. Intrygującym doświadczeniem było usłyszenie Kultu w aranżacji reggae. Finalnie wyszło to dość ospale i z pewnością nie sprawdziłoby się na dłuższą metę, dlatego całe szczęście, że panowie pozostają przy bardziej ostrzejszym, gitarowym graniu. Najmniej od oryginału różni się to, co otrzymujemy od samego Kazika Staszewskiego.

Nie zabrakło też wersji karaoke dla wszystkich tych, którzy lubią sobie pośpiewać kultowe piosenki czy to w domowym zaciszu, czy też wieczorem z przyjaciółmi w zatłoczonym pubie. Wszak powszechnie wiadomo, że Kazik i spółka idealnie pasują na wszelkie okazje. Dla muzyków zawsze jest to inspirujące doznanie, gdy jakiś kolega po fachu bierze na warsztat ich piosenki. Sami członkowie kapeli mogli też puścić wodze fantazji i zrobić coś, czego być może nie odważyli się przy płytowej wersji utworu.

Spis utworów:
1. Madryt - Wersja płytowa
2. Madryt - Wersja Tomka Glazika & Baron Von Didi
3. Madryt - Wersja Janusza Zdunka
4. Madryt - Wersja Piotra Morawca
5. Madryt - Wersja Wojtka Jabłońskiego z Illegal Boys
6. Madryt - Wersja Janusza Staszewskiego Reggae remix
7. Madryt - Wersja Jarka & Maćka RDKM Group version
8. Madryt - Wersja Janusza Grudzińskiego
9. Madryt - Wersja Kazika Staszewskiego
10.Madryt - Wersja Sławka Pietrzaka & Toma Horna
11.Madryt - Wersja Karaoke

Komentarze: