Nasza recenzja

Jazz Shirim

Ignacy Wiśniewski Trio to projekt tworzony przez młodego jazzmana i pianistę Ignacego Wiśniewskiego razem z basistą Adamem Żuchowskim i perkusistą Pawłem Osickim. Muzyka zgrabnie zapakowana w siedem oryginalnych kompozycji pierwotnie została stworzona na potrzeby spektaklu teatralnego poświęconego życiu żydowskiej społeczności w Gdańsku przed i w trakcie II wojny światowej, ale później zaczęła żyć własnym życiem.

Żydowska kultura jest bardzo charakterystyczna, a tej trójce muzyków udało się bardzo dobrze przemycić jej ducha do swoich utworów. Wszystkie siedem z nich odnosi się tematycznie do pewnych istotnych elementów egzystencji żydów i doskonale oddaje ich klimat. Wiśniewski i spółka tworzą zwarty, muzyczny organizm, który ściśle ze sobą współpracuje i idealnie odpowiada na wszelkie impulsy. Słychać, że twórcy puścili wodze fantazji, a spora część poszczególnych propozycji jest improwizowana, co daje niezwykle świeży efekt. Panowie namalowali żydowskie portrety dźwiękami. Jest to rzecz niesłychanie fascynująca, bowiem nie bali się przy tym przedstawić swojej wizji tej kwestii. Pokazali żydowską społeczność jako tę wtopioną w polską rzeczywistość przedwojnia, ale też uchwycili jej cechy szczególne. Zaangażowanie emocjonalne i poruszanie trudnych tematów to główne wyznaczniki tej płyty.

Album otwiera stosunkowo bardzo krótki utwór Leteshaha, który jest rwany i kończy się jakby w połowie. Składają się na niego pojedyncze, przerywane dźwięki kontrabasu i pianina, prowadzące ze sobą swoisty dialog. Przy przejściu do kolejnej pozycji krążek nic nie traci na swojej klimatyczności, ale pozostaje wciąż w łagodnych tonach. Tempo i drugi plan nieco przyśpieszają w kompozycji War. Zwiększony dynamizm miał oddać charakter tytułowej wojny, która jest wielkim, gwałtownym wybuchem złej energii. Z kolei w następnej sekwencji płyta maksymalnie zwalnia, wycisza się - dosłownie i w przenośni. Delikatne, ledwie słyszalne muśnięcia dłoni po klawiszach fortepianu oddają powagę i zadumę chwili, gdy zatapiamy się w Modlitwie. Pozwalają na moment skupienia i nawiązania intymnej wręcz relacji ze Stwórcą. Jest też coś żałobnego w tych nutach.

Wydawać by się mogło, że przy kolejnym utworze zatytułowanym Poranek po raz kolejny będziemy świadkami zmiany nastroju, a z głośników popłyną radosne dźwięki odzwierciedlające moment, kiedy świat budzi się do życia, do kolejnego dnia wzrastania. Słońce mocniej przygrzewa, ptaki śpiewają… Jednak muzycy serwują nam kompozycję na wzór innych dość umiarkowaną w zastosowanych środkach i bardzo subtelną. Paradoksalnie prezentowana muzyka ożywia się przy drugim już fragmencie poświęconym modlitwie - Pomódlmy się. W zamykającym całość Porcie artyści niezmiennie bawią się rytmem i formą, starając się przemycić odrobinę teatralnej magii w nasze domowe zacisze. Pozwólmy im na to, bo chociaż muzyka tworzona na potrzeby spektakli rzadko ma szansę być szerzej usłyszana, to jazz w tak doskonałym wydaniu na pewno spodoba się także mniej wyrobionemu słuchaczowi, który akurat z tym gatunkiem ma styczność od przysłowiowego święta.

Tracklista:
1. Leteshaha
2. Almost Blues
3. Wojna – War
4. Modlitwa – Prayer
5. Poranek – Morning
6. Pomódlmy się – Let’s pray
7. Port

Komentarze: