Nasza recenzja

inFinite

Muzyka Deep Purple obecna była w moim życiu od zawsze. Riff z ‘Smoke On The Water’ znałem wcześniej niż tabliczkę mnożenia. Mogę nawet powiedzieć, że gdyby nie Purple to nie byłbym takim fanem muzyki jakim jestem teraz. Gdzieś do drodze jednak nasze ścieżki się rozeszły. Purpurowi wydawali albumy takie jak ‘Bananas’ czy ‘What Now?!’, a mnie coraz ciężej było zmusić się do ich słuchania.  A co to za przyjemność z słuchania, gdy robi się to na siłę?

Mistrzowie hard rocka robią w końcu swoją robotę  - wygrywają riffy, zmuszają do bujania i tupania nogą. To im dalej wychodzi. Mam jednak wrażenie, że ich albumy są coraz bardziej kwadratowe. Eksperymenty natomiast nie do końca do mnie trafiają – wokalizy w udostępnionym przed premierą ‘Time For Bedlam’ to straszenie chybiony pomysł, jeden z najgorszych na płycie. Nie jest ot jednak zły utwór, znacznie lepsze wrażenie zostawia ‘All I Got Is You’, zagrany bardzo w starym stylu.

‘Hip Boots’ to kolejny ciekawy przypadek na krążku – przyznam, że spokojnie mógłby trafić na starsze albumy, nie zdziwiłbym się widząc go w trackliście np. ‘The Battle Rages On…’. Ciężko cokolwiek napisać o ‘One Night In Vegs’, oprócz tego, że chce  - próbuje, zmienia tempa, dodaje klawisze i wykręcone gitarowe solo – ale czuć, że robi to na siłę. Ot, typowy średniak, niemniej klawisze Don Airey’a to dalej miód. Kolejne ‘Get Me Outta Here’ cierpi na tą samą przypadłość – chyba zaczyna być widać schemat – Purple trochę zamotali się we własnym stylu i wpakowali do utworów wszystkie zagrywki i sztuczki, przez co otrzymaliśmy gulasz: smaczny i fioletowy, ale zrobiony z torebki.

Gillanowy wokal zatracił swój power (wiadomo, nie spodziewałem się cudów pokroju ‘Child In Time’, ale jednak czegoś więcej niż paskudnie brzmiący ‘Johnny’s Bed’. Mogłoby się wydawać, że to bardzo słaba płyta – cóż, nie jest ideałem, ale też nie spodziewałem się więcej. Jeżeli ‘inFinite ma być pożegnaniem z fanami i krokiem ku emeryturze, to jest to krok potrzebny w dyskografii zespołu. Całość mogłaby zakończyć się całkiem zgrabnym i wnoszącym duży powiem świeżości ‘Birds Of Prey’ (uważam, że to najlepszy utwór na płycie), a podczas procesu produkcji powinno się zarzucić pomysł dołączenie covera The Doors – ‘Roadhouse Blues’. Panowie Purple, ja wiem że ta płyta ma bluesowe elementy, nie musicie mi tego wykładać na tacy.

Osobiście z Purplami pożegnam się na koncercie w Katowicach. Do starszych albumów wracać będę co jakiś czas, do ‘inFinite’ już raczej nigdy. Miodne elementy to za mało, aby całe danie smakowało nieziemsko.

Tracklista:
Time For Bedlam
Hip Boots
All I've Got Is You
One Night In Vegas
Get Me Outta Here
The Surprising
Johnny's Band
On Top Of The World
Birds Of Prey
Roadhouse Blues

Komentarze: