Nasza recenzja

Wolves

ECO, czyli ukrywający się pod tym pseudonimem artystycznym amerykański DJ i producent - Marcello Pacheco. zaoferował klubowej publiczności całego świata swój trzeci studyjny album pt. "Wolves". Album, okrzyknięty przez wielu najlepszą i najbardziej intrygującą płytą z muzyką klubową tego roku, choć nie dobrnęliśmy przecież nawet do jego połowy. Skąd zatem tak odważne i pewne siebie deklaracje miłośników i krytyków muzycznych...? Cóż, spróbujmy odpowiedzieć na to pytanie w poniższej recenzji:)

ECO zyskał swe wielkie uznanie głównie za sprawą bardzo wyrazistego, zaskakującego i nowatorskiego charakteru brzmienia jego muzyki. Brzmienia opartego na ezoterycznych, mistycznych, przepełnionych tajemnicą i przede wszystkim niezwykle pomysłowych kompozycjach, które to oscylują gdzieś na granicy odrębnych dźwięków i melodii, w jaką się one układają. To trochę tak, jakby wypuścić człowieka z superczułym mikrofonem gdzieś w odcięty od cywilizacji zakątek, a następnie zbudować na podstawie uzyskanych nagrań utwory muzyczne, uzupełnione o brzmienie żywych instrumentów, elektronicznego bitu i poddane bardzo inteligentnemu aranżowi. Takie były dwie poprzednie płyty amerykańskiego DJ-a, i taki jest też jego najnowszy album. Album stanowiący coś na wzór baśniowej wyprawy do dalekiej i magicznej krainy, którą to poznajemy i odkrywamy krok po kroku za sprawą każdej z kolejnych 15 kompozycji, wypełniających płytę "Wolves".

O bardzo literackim, czy też być może nawet filmowym charakterze tego wydawnictwa świadczy to, iż każdy z tytułów zawartych tu utworów, odnosi się bezpośrednio do tego, jakie dźwięki w nim usłyszymy, jakie emocje w nim odnajdziemy i jaki kolejny punkt owej wielkiej wyprawy za jego sprawą, osiągniemy. To chociażby ciemność, deszcz, mroczny wiatr, zachodzące słońce, czy też ucieczka przed zagrożeniem, które wypełniają tę muzyczną historię, oddając w pełni jej niepowtarzalny klimat i charakter. I myślę, że właśnie na tym polega przede wszystkim wielkość i wyjątkowość tego artysty i jego twórczości, która to przenosi muzykę klubową na zupełnie inne, nie do końca jeszcze odkryte i niezwykle interesujące obszary sztuki...

Pod kątem stricte muzycznym, mamy tu do czynienia z bardzo wyrafinowaną, wysmakowaną i dopieszczoną w najmniejszych szczegółach muzyką trance, raczej spod znaku tej bardziej łagodnej i lirycznej jej odsłony. To wspaniałe, magiczne, wyjątkowe dźwięki żywych instrumentów i równie intrygujących elektronicznych bitów, uzupełniane czymś niespotykanym na albumach spod znaku klubowego brzmienia - żywym głosem natury, przyrody, świata... To wszystko zostało poddane misternej i bardzo inteligentnej aranżacji, wydobywające z tych brzmień wszystko to, co najlepsze i chyba także najbardziej wyjątkowe. Nie zabrakło tu także i potężnej dawki wspaniałych popisów wokalnych autorstwa zaproszonych tu przez ECO zacnych gości, choćby z Ariah Noetzel, Gordaną Markovic, Jennifer Rene, czy też Chris Severe, na czele... To delikatne, piękne, zjawiskowe głosy, idealnie wkomponowujące się w podobny charakter tego albumu, przypominający jako żywo przygodową opowieść spod znaku fantasy...

Każdy z tych utworów jest równie udany, ważny i istotny dla całości muzycznego wyrazu, gdyż tworzy jego nieodłączną część. I większość z nich także ociera się o miano wielkości i artystycznego geniuszu, których nie sposób nie docenić. Tak jest z pewnością w przypadku niezwykle efektownego, magicznego i świetnie zaaranżowanego utworu "The Rain", z gościnnym udziałem Ariah Noetzel; kolejno z rozpędzającym się z każdym wysokim i niepowtarzalnym dźwiękiem utworem "Trust In The Wind"; podobnie z niepokojącym, wzniosłym i zarazem bardzo efektownym kawałkiem pt. "River Song"; czy też delikatnym, łagodnym, przepełnionym ezoteryką i pięknym kobiecym wokalem utworem "Slow Rising Sun"... Nie sposób nie wspomnieć tu także o bardzo zaskakującym, intrygującym i pięknie brzmiącej kompozycji "No Ceilings", jak i również o tytułowym utworze na tym albumie - "Wolves", będącym bardzo klimatyczną, iście filmową ścieżką muzyczną, oddającą w pełni charakter tej całej płyty.

Nie wiem, czym album "Wolves" będzie najlepszą płytą z muzyką klubową w tym roku, wiem za to na pewno, iż drugiej takiej płyty nie uświadczyliśmy od bardzo dawna i zapewne długo też podobnej nie uświadczymy...  Marcello Pacheco stworzył bowiem na tym krążku dzieło kompletne, pełne, zaplanowane i wykonane od początku do końcu z misterną precyzją i bardzo intrygującą ideą, jaką to było ukazanie muzyki trance w postaci iście literacko-filmowej opowieści... Taka jest ta płyta, porywająca nas, hipnotyzująca i zadziwiająca każdym swoim dźwiękiem, a także pozostawiająca w tym niezwykłym stanie na bardzo długo, po jej wysłuchaniu... Z pewnością nie jest to album idealny do hucznej i dobrej zabawy na klubowym parkiecie, a raczej do spokojnej, emocjonalnej i wyjątkowej muzycznej podróży w domowym zaciszu, która to pozwoli w pełni odkryć jej magię i wyjątkowość. Co do samego ECO, to na pewno jest to jeden z najbardziej utalentowanych i intrygujących producentów muzycznych w ostatnich latach, który z pewnością nie raz nas jeszcze wielce zaskoczy...

Lista utworów:

1. Eco - Darkness In The Light
2. Eco with Ariah Noetzel - The Rain
3. Eco with Driftmoon - Trust In The Wind
4. Eco - Dogs
5. Eco - River Song
6. Eco - Soar
7. Eco with Gordana Markovic - Slow Rising Sun
8. Eco with Chris Severe - The Cloud Part 1
9. Eco with Chris Severe - The Cloud Part 2
10. Eco - If I Survive I'll Worship The Moon
11. Eco - No Ceilings
12. Eco - It'll All Make Sense One Day
13. Eco - Wolves
14. Eco with Jennifer Rene - Running
15. Eco - The Lonely Soldier

Komentarze: