Nasza recenzja

Major Key

Gdybym chciał wam wymienić choćby połowę gwiazd, z którymi współpracował już ten amerykański DJ i producent, musiałbym zapchać wam całą jedną stronę tej recenzji. Więc sobie odpuszczę i dam wam od razu znać - jeśli nie jesteście wielbicielami amerykańskiego r&b i hip-hopu, to do ostatniego albumu Dj Khaleda nie macie co się zabierać.

DJ Khaled to na rynku producentów marka równie solidna co Rick Rubin czy David Guetta. Jednak o ile Rubin jest kojarzony z artystami rockowymi, a Guetta z produkcjami tanecznymi, tak DJ Khaled to postać rządząca na scenie r&b /hip-hopowej. Zatem plejada gwiazd która pojawia się na "Major Key" nawet nie zaskakuje. A kogo tam nie ma! Cała śmietanka branży począwszy od Jay-Z, Busta Rhymesa, Nasa i Lil' Wayne'a, skończywszy na nieco młodszych, ale już budzących szacunek nazwiskach jak Nicki Minaj, Wiz Khalifa, Kendrick Lamar i Future. A po drodze chociażby Drake, Meghan Trainor, Chris Brown czy Rick Ross.

Brzmienia na "Major Key" zostały niejako dopasowane pod artystów występujących u DJa. Przykładowo - "For Free" z Drake'm ciut funkowe, utwór z Nasem na mocnym beacie i samplowaniu The Fugees, trap-popowe "Fuck Up The Club" z Future'm i Rickiem Rossem, wpływy popowe w "Forgive Me Father" gdzie refreny przejęła Meghan Trainor. Całość utrzymana w stylistyce modnego wciąż hip-hopu z wpływami trapowymi. Słuchanie krążka za pierwszym razem potrafi przytłumić mnogością efektów (i w szczególności zróżnicowaniem wokali). Zatem polecam dawkować sobie ten krążek na raty - łatwiej się go przyswoi. Co najważniejsze, ten album to solidne rzemiosło w swojej kategorii.

DJ Khaled już się szykuje do wydania w tym roku kolejnej płyty. I zapewne możemy się spodziewać na niej takich samych, solidnie wyprodukowanych brzmień i równie mocnej dawki gwiazd spod znaku r&b i hip-hopu - na pierwszym singlu już mamy Jay-Z i Beyonce.

Komentarze: