Nasza recenzja

Automation

Albumy Jamiroquai od czasów hitowego "Cosmic Girl" były czymś na wzór przywoicie skrojonego acidjazzu/funkpopu na atakowanie parkietów. Powrót po siedmiu latach ciszy wydawniczej mógł być odwróceniem tego porządku lub próbami jego wskrzeszenia. Na "Automation" dostajemy coś pomiędzy.

Młodszym czytelnikom naszego portalu uświadamiam - Jamiroquai to zespół funk/disco/popowy, którego twarzą jest niezwykle charyzmatyczny i przebojowy Jay Kay, a na przełomie lat 90/2000 hity tej kapeli - m.in. "Virtual Insanity" i "Cosmic Girl" - były słyszalne na każdej domówce i imprezie klubowej. "Automation" jest ósmym studyjnym albumem Jamiroquai. Albumem, na którym mamy głównie uderzanie w starą nostalgię.

Od pierwszych taktów otwierającego "Shake It On" (jakim cudem to jeszcze nie zostało singlem?!) od razu słychać, że Jamiroquai chodzi o rozruszanie słuchacza. Patent przebojowego disco-funku przechodzi tu przez kilka kawałków - choćby singlowy utwór tytułowy spodoba się fanom Daft Punk, "Superfresh" mocno odwołujące się do klasyki disco - nagromadzenie autotune ani trochę tu nie razi, rozwijające się w klubowy banger "Hot Property", zrobione na basie i perkusji "Nights Out In The Jungle". Są to najbardziej taneczne motywy tej płyty, ale nie tylko z takowych się ona składa. Równie ciekawie brzmi "Cloud 9" - kto przy przesłuchaniu nie pomyślał o "Cosmic Girl", niech pierwszy rzuci kamieniem. Uderzające o reggeaton "Summer Girl" również może znaleźć swych zwolenników.

Niestety, pomiędzy te nieźle skrojone hity znalazło się kilka naprawdę niepotrzebnych dłużyzn, a na koniec zostawiono nam ich najwięcej - "Something About You" i "Dr. Buzz" składał chyba Dr. Frankenstein (gdzie tam jest jakiś mocny hook lub refren?), w "Vitamin" ktoś gdzieś zgubił tempo. Te utwory naprawdę męczą i szkoda, że zaniżają tym poziom całej płyty.

Tych kilka wcześniej wspomnianych przebojów tanecznych można złożyć z innymi hitami kapeli lub dyskografią Daft Punk i puścić ze Spotify jako soundtrack na imprezę. Na tym polu nowy album Jamiroquai sprawdza się znakomicie. Ciała będą tańczyć, a Jay Kay na koncertach będzie uwodził tłumy. Tylko niech nie silą na cokolwiek więcej poza rozrywką.

Komentarze: