Nasza recenzja

Nie dzieje się nic

Pod enigmatyczną nazwą Franken Frau kryje się polski projekt debiutujący kapitalnym krążkiem Nie dzieje się nic. Unowocześnione gitarowe granie spowite gęstą i ciut mroczną mgłą dekadenckiego miasta. Gdyby dodać do tego grzeczne zabawy elektroniką, to brzmi jak przepis na naprawdę przykuwający uwagę longplay.

Próżno szukać informacji o Franken Frau w internecie. Formacja skrywa się za swoją debiutancką płytą, którą to głównie eksponują na stronie internetowej. Jakże to wartościowy, a tak rzadko dziś spotykany środek wyrazu, gdy twórca nie stara się sprzedać siebie i swojej prywatności, tylko właśnie owoce ciężkiej pracy, a trzeba przyznać, że Franken Frau mają się czym pochwalić. Na albumie Nie dzieje się nic paradoksalnie dzieje się bardzo dużo. Jestem pod wrażeniem różnorodności kompozycji poszczególnych utworów, ponieważ mamy tutaj bardzo zgrabne połączenie rocka z alternatywnymi brzmieniami i sporą dozą elektroniki. Jednak nie są to dość skoczne, a la klubowe wstawki, a bardziej całe płaszczyzny dźwięków nakładane i wplątywane w melodie. Wyłaniają się wielorakie zgrzyty, pogłosy, czego wyrazem jest przede wszystkim piosenka „Jeden”, a nawet szum deszczu (Do walizki).

Wśród instrumentów prym wiedzie gitara elektryczna, choć kawałek „Złość” jest znakomicie prowadzony przez wyrazistą linię basu, a w drugiej połowie krążka dominują dźwięki gitary akustycznej. Oprócz wcześniej wspomnianych elektronicznych ubarwień, pojawiają się też w dużej ilości klawisze czy bębny. Wydaje się, że długość utworów wpływa na ich charakter. Są to raczej krótkie, lecz złożone muzyczne komunikaty. Wokalista ucieka się do melorecytacji tekstów poświęconych głównie relacjom damsko-męskim, chociaż w numerze „Tysiąc mil stąd” towarzyszy mu damski głos w chórkach. Tytułowy utwór „Nie dzieje się nic” bardzo dobrze oddaje charakter całej płyty, która sączy się leniwie, w dość mrocznej atmosferze, oddając apatię i zniechęcenie współczesnych ludzi przygniecionych szarością codzienności i próbami dopasowania się do wciąż podkręcającego tempo pędu życia – w tych warunkach wyróżnia się świetna „Sytuacja”. Mimo wszystko pojawiają się żywsze motywy, jak chociażby szkielet pozycji „Złość”, która jest moją ulubioną na tym krążku.

Inspiracje artystów wydają się różnorakie, ale przez to trudno je jednoznacznie zdefiniować. Sposób śpiewu i pewna surowość przywodzą mi na myśl Myslovitz z okresu kawałka „To nie był film”, a nawet Republikę czy Kult. Świadczy to o tym, że Franken Frau starało się czerpać od naszych rodzimym mistrzów to, co najlepsze, ale podać słuchaczom obrobione po swojemu w bardziej współczesnej wersji. Dorzucając do tego tygla ogromne pokłady własnej kreatywności sprawili, że doprawdy wyszło pysznie.

Tracklista:
1. Walet Pik
2. Złość
3. Jeden
4. Sytuacja
5. Zostaw mnie
6. Alkoholowa mgła
7. Tysiąc mil stąd
8. Nie dzieje się nic
9. Do walizki

Komentarze: