Nasza recenzja

Concrete And Gold

Choć nazwa Foo Fighters pochodzi od tajemniczego, niewytłumaczalnego do tego pory zjawiska w postaci ognistych kul z okresu II wojny światowej, to trudno te cechy przyporządkować amerykańskiemu zespołowi, który uchodzi za jeden z najbardziej wyrazistych w historii muzyki. Dave Grohl i spółka właśnie wkraczają w świadomość słuchaczy z swoim najnowszym, dziewiątym w karierze krążkiem „Concrete And Gold”.

Może te słowa wydają się już nudne w przypadku Foo Fighters, ale Panowie po raz n – ty przygotowali album na najwyższym poziomie. De facto nigdy w ich muzyce nie było elementów eksperymentowania, czy kombinowania z innymi stylistykami, tworzą muzykę, która jest najbliższa ich sercu i w odróżnieniu od innych kapel rockowych powstałych w latach 90 – tych, nie dają się zdominować wszechobecnej komercji, która zjada to co w muzyce najpiękniejsze. Dużym atutem twórców m.in. „All My Life”, czy „This Is a Call” jest też duża stabilność składu i niepowtarzalna osobowość charyzmatycznego lidera. A teraz wracając do sedna… Tegoroczne wydawnictwo za sprawą „T – Shirt” rozpoczyna się bardzo subtelnie i delikatnie, jednak nie mogło być wątpliwości, że w końcu nastąpi potężne uderzenie instrumentalne, które to staje się faktem dokładnie w połowie utworu. Kolejna kompozycja „Run” będąca również singlem promującym album – choć rozpoczyna się równie subtelnie co poprzednik, szybko przemienia się w energiczny kawałek, pełen zadziornych dźwięków, które dodatkowo wzmagane są momentami wręcz skrzekliwym głosem wokalisty.

Standardowo na albumie na próżno szukać charakterystycznych solówek, po prostu muzycy nigdy jakoś szczególnie nie eksponowali tego elementu w swoich utworach, tym razem nic się w tej materii nie zmieniło. Za to prócz znanej, jak zwykle dobrze brzmiącej ściany dźwięku, usłyszymy także nastrojową balladę („Happy Ever After”), odróżniający się znacząco od reszty utwór „Sunday Rain” w którym zaśpiewał Taylor Hawkins, a co jeszcze bardziej zaskakujące – za sterami perkusji zasiadł sam … Paul McCartney. Zostając przy tym ostatnim, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że przy tworzeniu „La Dee Da” amerykańcy muzycy inspirowali się właśnie Beatlesami, a sam utwór brzmi jakby wyjęty sprzed kilkunastu laty – wyśmienite uczucie. Bardzo dobre wrażenie sprawia także żywiołowy, blues rockowy „Make It Right” w którym gościnnie wystąpił także Justin Timberlake, jednak jego udział w całości utworu jest znikomy.

„Concrete And Gold” to krążek na mocne cztery z plusem – co prawda nie zaskakuje, ale jak przystało na Foo Fighters posiada to coś (może właśnie tu jest odniesienie do zjawiska od którego pochodzi nazwa zespołu, a nad którym zastanawiałem się w wstępie), co powoduje, że chce się do niego wielokrotnie wracać.

Lista utworów
1. T - Shirt
2. Run
3. Make It Right
4. The Sky Is A Neighborhood
5. La Dee Da
6. Dirty Water
7. Arrows
8. Happy Ever After (Zero Hour)
9. Sunday Rain
10. The Line
11. Concrete and Gold

Komentarze: