Nasza recenzja

Fractured

Lunatic Soul to solowy projekt multiinstrumentalisty Mariusza Dudy, lidera zespołu Riverside. Przyznać trzeba, że rok 2016, który został zapamiętany jako czas pożegnań z wieloma charyzmatycznymi osobami świata sztuki, Mariusza musiał dotknąć nawet mocniej, niż innych. Już na początku wspomnianego roku odszedł jego przyjaciel z Riverside, gitarzysta Piotr Grudziński, przez co przyszłość zespołu stanęła na jakiś czas pod znakiem zapytania. Jakby nie dość było Mariuszowi bolesnych przeżyć, wkrótce później spadł na niego kolejny cios w postaci śmierci ojca. Jak sam przyznał, to tylko połowa z bolesnych przeżyć, jakie spotkały go w tamtym czasie.

Jakby na przekór tym zdarzeniom – a może właśnie pod ich wpływem? – Mariusz rzucił się w wir pracy twórczej. Oczywiście, najważniejsza dla fanów była decyzja o kontynuacji działalności Riverside, który to zespół od tragicznych wydarzeń z lutego 2016 roku zdążył już wydać kompilację „Eye of the Soundscape” i przede wszystkim, powrócić do grania na żywo. Na tym aktywność Mariusza się jednak nie skończyła: jeszcze pod koniec w 2016 roku wydana została pierwsza płyta w ramach nowego projektu Meller Gołyźniak Duda, zatytułowana „Breaking Habits”, później był krążek "Hunt" wydany z zespołem Amarok, natomiast teraz przyszedł czas na Lunatic Soul i album „Fractured”.

Pod szyldem Lunatic Soul Mariusz tworzy od 2008 roku. Krążek „Fractured” jest piątym wydanym w ramach tego projektu i następcą świetnie przyjętego zarówno przez fanów, jak i recenzentów „Walking on a Flashlight Beam” z 2014 roku. Na nowym albumie znalazło się 8 premierowych kompozycji będących odzwierciedleniem tego wszystkiego, co spotkało Mariusza w ostatnich kilkunastu miesiącach. Artysta otwarcie opowiada o tym wszystkim, co spotkało go w czasie jego największej życiowej próby: o stracie, zmianach, walce oraz próbie przetrwania w nowej rzeczywistości. Sam podkreśla, że „Fractured” to najbardziej osobisty album w jego dorobku.

Wystarczy wsłuchać się w utwór „Anymore”, inspirowany śmiercią ojca Mariusza, by zrozumieć, jak wiele zakamarków swej duszy odkrywa on przed słuchaczami: „I need to show you what I'm like/Or I've achieved or what I have understood/Then you might tell you're proud of me/But you don't talk to me anymore”.  Równie mocno porusza „A Thousand Shards of Heaven” – najdłuższa i chyba najciekawsza kompozycja na płycie. Utwór zaczyna się od chwytającej za serce części balladowej, w której pełnemu melancholii głosowi Mariusza akompaniuje tylko gitara akustyczna. „You can say that I’m surrounded by the ruins of my previous life/But I am not a prisoner/I want to feel what it’s like when sorrow turns into strength”, śpiewa Mariusz, nim balladowa atmosfera przechodzi w mroczny, eteryczny klimat podszyty pulsującym basem, któremu po pewnym czasie w sukurs przychodzi saksofon i gitara elektryczna. Z kolei zamykający album kawałek „Moving On” przywołuje skojarzenia z mroczniejszą wersją Depeche Mode. Artysta raz po raz powtarza tytułową frazę, jakby na podkreślenie, że zostawia za sobą przeszłość i idzie do przodu.

Nie tylko pod względem lirycznym, ale także czysto muzycznym „Fractured” wynosi twórczość Lunatic Soul na nową orbitę. Oddajmy tu głos samemu Mariuszowi, który następująco opisał swe najnowsze dzieło: „To najdłużej nagrywany i najbardziej dopieszczony album w mojej karierze. Płyta ma większy rozmach i jest dużo bardziej wyrazista niż poprzednie albumy Lunatic Soul. Zaryzykuję stwierdzenie, że to najbardziej oryginalny muzycznie album, jaki wyszedł spod mojej ręki. Udało mi się na nim w jedną spójną całość połączyć wiele muzycznych światów”. Trudno się z tym nie zgodzić – wystarczy posłuchać przesyconego klimatem lat 80-tych i podszytego wyrazistym bitem „Anymore”, bodaj najbardziej mrocznego na płycie, pełnego niepokoju „Red Light Escape” czy też tak misternie skomponowanych utworów, jak „Crumbling Teeth and the Owl Eyes” i wspomniany wcześniej „A Thousand Shards of Heaven”, w których obecna jest orkiestra symfoniczna, by zrozumieć, jak skomplikowana musiała być praca nad tym albumem. Z pewnością jednak, skomplikowanie nie jest w tym przypadku tożsame z przekombinowaniem – z tego zderzenia kilku muzycznych światów wyszło Mariuszowi po prostu coś wyjątkowego, nad czym zdecydowanie warto się pochylić.

„Fractured” nie można nazwać albumem łatwym w odbiorze – ani pod względem tekstowym, ani instrumentalnym nie jest to krążek, przy którym można by po prostu się zrelaksować. To raczej wędrówka po zakamarkach ludzkiej duszy: przeżywającej, cierpiącej, wręcz udręczonej – ale jednak wciąż mającej siły i wolę do walki. Jeśli jesteście gotowi na tak trudną wyprawę, w trakcie której nie raz i nie dwa Wam samym udzieli się obecny na niej melancholijny nastrój – to z czystym sumieniem polecam „Fractured” jako jedno z najciekawszych muzycznych doświadczeń, jakie może Was spotkać w tym roku.

Lunatic Soul – „Fractured”
Premiera: 6 października 2017 r.
Wydawca: Mystic Production

Tracklista:

  1. Blood on the Tightrope
  2. Anymore
  3. Crumbling Teeth and the Owl Eyes
  4. Red Light Escape
  5. Fractured
  6. A Thousand Shards of Heaven
  7. Battlefield
  8. Moving On

Komentarze: