Nasza recenzja

Wendigo

Pewnego majowego wieczoru A.D. 2013 wyruszyłem do Katowic wraz z grupką znajomych, by jak przystało na stosunkowo młodych ludzi z rozmachem rozpocząć weekend. Jako że wszyscy należeliśmy do osób lubujących się w gitarowych klimatach, w pewnym momencie spontanicznie skierowaliśmy swe kroki do klubu Granda, licząc na to, iż oprócz kilku piw uda nam się zaliczyć tego wieczoru jakiś interesujący rockowy występ. W ten sposób trochę przypadkiem trafiliśmy na koncert zespołu J. D. Overdrive, który właśnie tego wieczoru w Grandzie celebrował premierę swojego drugiego krążka, "Fortune Favors the Brave".

Przyznam szczerze, że tamten występ na deskach Grandy wywarł na mnie cokolwiek średnie wrażenie. To znaczy – było gitarowo, ciężko i soczyście, ale jednak brakowało fajerwerków. Odebrałem wtedy J. D. Overdrive po prostu jako jeden z wielu southernmetalowych zespołów, których przeznaczeniem jest i zawsze będzie mniej lub bardziej udane kopiowanie twórczości klasyków gatunku i występowanie dla pięćdziesięciu osób w ciasnych salkach w rodzaju tej, w której pokazali się tamtego wieczoru w Grandzie. Ewentualnie – supportowanie na większych scenach bardziej znanych kapel.

Cóż… myliłem się.

Już ich kolejna płyta, wydana w 2015 roku „The Kindest Of Deaths”, wydała się niesamowitym krokiem w przód w stosunku do poprzedniczki. Zespół wyraźnie dojrzał: panowie zaczęli po prostu robić swoje, zamiast podsuwać nam zlepek dzieł swych największych idoli na czele z Black Label Society i Panterą. Oczywiście, pewnego echa twórczości ulubionych kapel uniknąć się nie dało, jednak na „The Kindest Of Deaths” wreszcie dało się wyczuć, że zespół ma własny charakter i nie boi się go pokazać. Potem był jeszcze split „Rusted Into Oblivion” wydany wespół z Palm Desert, na którym chłopaki umieścili cztery kawałki – dwa ostrzejsze i dwa spokojniejsze, jednak generalnie – charakterne! Z pewnością, apetyt przed pełnometrażową płytą został porządnie rozbudzony – na tę jednak przyszło fanom J.D. Overdrive czekać aż do teraz, kiedy to w sklepach pojawił się w końcu krążek „Wendigo”.

Czwarty album w dorobku J. D. Overdrive jest na pewno ich najbardziej spójnym dziełem – i to pomimo faktu, iż to jednocześnie najbardziej zróżnicowana płyta, jaką kiedykolwiek nagrali. Album jest po prostu pomyślany w taki sposób, że z jednej strony od razu wyczuwa się, że kryje się za nim jakiś jeden koncept, który łączy ze sobą poszczególne utwory (i nie chodzi mi wcale o tematykę indiańskiego mitu o Wendigo, który przewija się we wszystkich tekstach z tej płyty) – z drugiej zaś, słuchacz nie ma ani przez chwilę wrażenia, że mamy do czynienia z jednym kawałkiem zagranym na dziesięć sposobów. Przejścia pomiędzy poszczególnymi utworami są płynne, lecz wyraźne, a zmiany tempa na tyle dynamiczne, że nie ma kiedy się nudzić.

Muszę otwarcie przyznać, że lepszego otwarcia płyty, niż „The Creature is Alive”, nie tylko nie było dotąd w twórczości J. D. Overdrive, ale i w ogóle dawno nie zdarzyło mi się słyszeć na żadnej metalowej płycie. Mięsisty riff na wstępie, a potem szybka, ostra jazda bez trzymanki, w której liderzy zmieniają się niczym kierowcy Formuły 1 – to na czoło wysuwa się gitarzysta Stempel, to przed szereg wychodzi rozwrzeszczany wokalista Suseł. Z kolejnym utworem, „Protectors of All That is Evil”, tempo tej jazdy jakby słabnie, lecz tylko pozornie – jakąż moc ma ten melodyjny refren i krótkie, ale przestrzenne solo Stempla! Z kolei w trzeci kawałek, „Hangman’s Cove” z impetem wprowadza nas ciężka perkusja Joorasa, która świetnie splata się tu z gitarą. Swoją drogą, warto wsłuchać się tutaj w solo, któremu tym razem Stempel nadał bluesowego charakteru. Lekko bluesowo brzmi także otwarcie zupełnie nie-bluesowego czwartego kawałka, „New Blood”. To bodaj najbardziej komercyjny utwór na tej płycie – zalatuje nieco Black Label Society, choć nie w taki sposób, by dało się zarzucić chłopakom z Katowic odtwórczość.

Fajnie buja piąta w kolejce piosenka, „Burn Those Bridges”. Tu z kolei wyczuwam pewne mniej lub bardziej świadome nawiązania do brzmienia Soundgarden – nawet Suseł brzmi tu chwilami podobnie do świętej pamięci Chrisa Cornella! Przyznam się, że słuchając tego kawałka naprawdę mam ciary! Następnie tempo znów wzrasta w „Wasting Daylight”. Potem maszyna na chwilę zwalnia w intro do kawałka „Hold That Thought”, który jednak w dalszej części rozkręca się, by z impetem wprowadzić nas w klimat „Witches & Spies”. Tu warto zwrócić uwagę na wokal Susła, który chwilami wyrzuca z siebie słowa niemalże na jednym tchu. Może to dziwne porównanie, ale w tych momentach brzmi to trochę, jakby... Michaela Jacksona zaproszono do nagrania heavymetalowego utworu – i wyszło to wcale nieźle!

Dziewiąty na liście „Every Day is a New Hole to Dig” to mroczny, lepki kawałek, w którym Suseł śpiewa na pograniczu growlu, a Stempel raz po raz serwuje nam mocno przestrzennie brzmiący riff. Całość zamyka natomiast najbardziej stonerowy utwór na tym albumie – „Flesh You Call Your Own” z przydługim outro, które stopniowo tonuje nagromadzone przez cały album emocje. Tylko po co, skoro i tak za chwilę machinalnie wciskamy PLAY i lecimy od początku…?

Od wspomnianego na wstępie koncercie w klubie Granda minęło niemal 4,5 roku. W życiu człowieka to bardzo długo – nic zatem dziwnego, że także członkowie J.D. Overdrive zdążyli w tym czasie naprawdę wiele się nauczyć i fantastycznie dojrzeć jako zespół. „Wendigo” pokazuje, że przez te z górą cztery lata można naprawdę wiele osiągnąć. Posługując się terminologią piłkarską: jeśli wtedy zespół występował w swoistej okręgówce, jaką są małe, lokalne kluby – to teraz jest już u progu awansu do rozgrywek międzynarodowych i regularnego bywania headlinerem poważnych festiwali. Chyba nadszedł czas, by odważnie wejść na salony i pokazać światu, że w Polsce też można grać dobry southern metal. Naprawdę jest się czym pochwalić!

J. D. Overdrive – „Wendigo”
Wydawca: Metal Mind Productions
Premiera: 20 października 2017

Tracklista:
1. The Creature is Alive
2. Protectors of All That is Evil
3. Hangman's Cove
4. New Blood
5. Burn Those Bridges
6. Wasting Daylight
7. Hold That Thought
8. Witches & Spies
9. Every Day is a New Hole to Dig
10. Flesh You Call Your Own

Komentarze: