Nasza recenzja

To the Bone

Mało jest na świecie muzyków, którzy potrafią w tak różnorodny, ale zarazem spójny sposób przedstawiać tworzoną przez siebie muzykę, jak Steven Wilson. Brytyjski muzyk, będący założycielem i liderem zespołów Porcupine Tree, Blackfield, No-Man, ale prowadzący także karierę solową, w zależności od projektu w którym w danym momencie uczestniczy, obraca się w stylistyce szeroko pojmowanej muzyki progresywnej, z elementami popu z lat 60 – tych, subtelnej elektroniki i jazzu. Trzeba przyznać, że Wilson z częstotliwością równą szwajcarskiemu zegarkowi wydaje kolejne swoje albumy solowe,  po bardzo pozytywnie przyjętym „Hand. Cannot. Erase.”, po dwóch latach oczekiwania na nowy materiał, teraz przychodzi pora na „To the Bone”. Album może być sporym zaskoczeniem dla dotychczasowych fanów artysty. Na próżno w nim szukać wielu wirtuozerskich partii gitarowych, czy też wielowątkowych form muzycznych, do których Brytyjczyk zdążył nas przyzwyczaić. „To the Bone” to wydawnictwo najbardziej komercyjne w dorobku muzyka, czerpiące w znacznej części z popowej klasyki. Ale czy od razu stawiać na krążku czarny krzyżyk? Absolutnie nie! Chwila oddechu od ambitnej, progresywnej muzyki nikomu nie powinna zaszkodzić, tym bardziej w sytuacji gdy zaprezentowane utwory wydają się być idealnie przemyślane i najzwyczajniej na świecie mogą się podobać.

Krążek rozpoczyna się wręcz afrykańskimi rytmami i głosami w utworze „To the  Bone”, który dodatkowo dzięki długiej, wyrazistej solówce i hipnotyzującemu śpiewowi wydaje się być jedną z najciekawszych propozycji na całym albumie. Bez wątpienia należy też wyróżnić kompozycję „Refuge”, która w początkowej fazie poprzez subtelny śpiew Stevena trzyma słuchacza w napięciu, aż do momentu kiedy do gry wchodzi niesamowita harmonijka, która zupełnie zmienia oblicze utworu, dodając mu żywiołowości i przebojowości. Z drugiej strony, mówiąc o najsłabszych aspektach albumu, nie sposób nie wspomnieć o „Pariah” – utwór utrzymany w stylu totalnie komercyjnego, wręcz plastikowego popu z gościnnym udziałem wokalnym Ninet Tayeb może skutecznie zniechęcić do odsłuchiwania dalszej części wydawnictwa. Szczerze mówiąc, Stevenowi Wilsonowi nie przystoi brać udziału w tworzenie piosenek tego pokroju, spora negatywna niespodzianka, na szczęście jedyna na albumie, aż tak bardzo rzucająca się w uszy.

„To the Bone” to album dosyć zaskakujący, zmieniający dotychczasową drogę Stevena Wilsona, jednak wydaje mi się, że jest to jedynie chwilowe zboczenie z głównej trasy, a nie kurs którym muzyk będzie podążał w kolejnych wydawnictwach. Tegoroczny album pokazuje, że da się stworzyć utwory stosunkowo łatwe w odbiorze, ale zarazem trzymające poziom, poniżej którego nie wypada spaść takiemu artyście jak Wilson. No może poza totalną wpadką, za jaką należy uznać wspomniany prędzej utwór „Pariah”. Poza tym jest miło i przyjemnie, ale na pytanie czy chciałbym by kolejne płyty zostały utrzymane w podobnej stylistyce odpowiedziałbym bez chwili zawahania… nie.

Lista utworów
1. To the Bone
2. Nowhere Now
3. Pariah
4. The Same Asylum as Before
5. Refuge
6. Permanatin
7. Blank Tapes
8. People Who Eat Darkness
9. Song of I
10. Detonation
11. Song of Unborn

Komentarze: