Nasza recenzja

Colors

Gdyby postawiono przede mną wyzwanie wybrania najbardziej nieprzewidywalnego i niespójnego muzyka ostatnich dwóch, trzech dekad, to bez wątpienia wytypowałbym Becka Hansena. Nikt tak jak on nie żongluje przeróżnymi, nie rzadko odległymi od siebie stylistykami muzycznymi, począwszy od folku, rocka, a kończąc na country, hip hopie, czy nawet elementach muzyki latynoskiej i dance.

Mimo to, w tej całej niespójności widać dużą swobodę, naturalność, która pokazuje, że Beck to przede wszystkim niezwykle kreatywny muzyk, który nie zamierza zaszufladkować się w żadnym gatunku – dzięki temu może raz po raz zaskakiwać słuchaczy. Czy to samo będziemy mogli powiedzieć po usłyszeniu utworów z najnowszego, bo wydanego przed miesiącem albumu „Colors”? Wbrew temu co zapowiada sam tytuł krążka, nie jest aż tak kolorowo jakby się mogło wydawać. Choć brak spójności został zachowany, to tym razem ma ono zupełnie inny wymiar i przeciwnie do dotychczasowej działalności muzyka, jest bardziej efektem braku pomysłu na to, jaką formułę ma mieć ostateczna wersja albumu. Zaprezentowane utwory w niczym nie przypominają Becka, jakiego pokochały miliony ludzi na całym świecie – po wybitnej kreatywności pozostały jedynie drobne akcenty, które sugerują, że mamy do czynienia z wielkim artystą. Ambitne utwory ustąpiły miejsca plastikowej, radiowej w złego tego słowa znaczeniu muzyce, która brzmi momentami dosyć tandetnie. Przykładów nie trzeba daleko szukać – już otwierający wydawnictwo utwór „Colors” pokazuje, że romans Becka z dyskotekowym popem z lat 80 – tych nie wychodzi mu na dobre. Nawet piosenka „Wow” z elementami rapowania brzmi niczym niedokończone i nieprzemyślane dzieło początkującego muzyka – brak emocji, zadziorności w śpiewie skutecznie zniechęca do dalszej części krążka. Wśród kompozycji, które w jakikolwiek pozytywny sposób wyróżniają się na albumie należy wskazać „Dear Life” i „Fix Me”. Pierwszy z wspomnianych utworów, utrzymany w pop rockowych rytmach z przełomu lat 60 – tych i 70 – tych, z wyraźnymi partiami instrumentalnymi i czystym głosem wokalisty, bez zbędnych przeszkadzajek i chórków brzmi zaskakująco dobrze. Z kolei piosenka zamykająca wydawnictwo wykonana z towarzyszeniem instrumentów klawiszowych, może wzbudzać w słuchaczu całkiem przyjemny nastrój –pozytywna ballada na ciemny, zimowy wieczór.

Cały album jest zdecydowanie zbyt wyłagodzony, przewidywalny, nie zaskakuje i nie powoduje u słuchacza chęci i ciekawości przed tym co wydarzy się za kilka sekund, minut. Beck śpiewa „I’m So Free” jednak trudno sobie wyobrazić, by ten sprawny, mający głowę pomysłów muzyk w swej wolności, bez patrzenia na to, co spodoba się szerokim masom i rozgłośniom masowym, stworzył tak mało ambitny album.

Lista utworów
1. Colors
2. Seventh Heaven
3. I'm So Free
4. Dear Life
5. No Distraction
6. Dreams
7. Wow
8. Up All Night
9. Square One
10. Fix Me

Komentarze: