Nasza recenzja

3

Przez dziesięciolecia muzyka tworzona w gwarze śląskiej kojarzyła się przede wszystkim ze skocznymi szlagierami – gatunkiem tyleż chwytliwym, co pachnącym odpustową tandetą i nadającym się do słuchania co najwyżej na dożynkach. Na szczęście, w 2012 roku, w telewizyjnym show „Must Be The Music” zaprezentowała się grupa, która natychmiast zmieniła sposób myślenia o muzyce pochodzącej z Górnego Śląska.

Mowa oczywiście o zespole Oberschlesien (w tłumaczeniu z niemieckiego dosłownie „Górny Śląsk”), który podbił serca Polaków swoją wersją wielkiego hitu niemieckiej grupy Rammstein – zatytułowaną „Jo chca” i oczywiście zaśpiewaną w gwarze śląskiej. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że to właśnie dzięki Oberschlesien reszta kraju przekonała się, że Ślązakom w duszy grać mogą nie tylko bazarowe szlagiery, ale także dużo cięższe, gitarowe brzmienia (jakby uprzednio zapominając, że z Górnego Śląska wywodzi się też wiele innych rockowych grup z Dżemem na czele – ale to już inna bajka…).

Nie minęło jednak nawet 5 lat od tamtego występu, gdy gruchnęła informacja o rozpadzie Oberschlesien – i to tuż przed premierą świetnego, jak się miało okazać, koncertowego albumu „Symfonicznie”. Nie wnikając w szczegóły tego wydarzenia, okazało się  jednak, że nie będzie to rozpad całkowity: trzon grupy pod przywództwem charyzmatycznego wokalisty Michała Stawińskiego, postanowił kontynuować działalność pod nazwą NeuOberchlesien. W „nowym” składzie zabrakło drugiego z założycieli Oberschlesien, Marcela Różanki, którego w roli perkusisty zastąpił Filip Oczkowski. Z odświeżonym szyldem i z nowym bębniarzem zespół szybko zabrał się do pracy nad materiałem na swój kolejny studyjny album.

Płyta „3” od początku zapowiadana była jako otwarcie „nowego rozdziału” – i jak się okazuje, nie chodziło tylko o zmianę nazwy zespołu, ale także o częściowe odcięcie się od łatki „polskiego Rammsteina”, ciągnącą się za muzykami ze Śląska od wspomnianego wyżej występu w telewizyjnym talent show. O ile dwie pierwsze płyty Oberschlesien niemal w stu procentach rzeczywiście wpisywały się w nurt industrialnego metalu kojarzony z zespołem Tila Lindemanna, o tyle na „3” (Neu)Oberzy zrobili wszystko, by pokazać swą wszechstronność. Oczywiście, nie oznacza to, że całkowicie porzucili swój dotychczasowy styl. Wręcz przeciwnie – w kilku pierwszych utworach nowe, elektroniczne elementy są niemal nieobecne, a jeśli już się pojawiają, to nie jako motyw przewodni, ale raczej w formie cichego dodatku do mocno industrialowej kompozycji. Prawdziwa jazda zaczyna się mniej więcej w połowie albumu: takie utwory, jak „Plexi sex”, „Bez słów”, „Pająk” czy „Mam dość”, mocno nawiązujące między innymi do twórczości Depeche Mode i tym samym bardzo „radiowe”, mogą być małym szokiem dla fanów śląskiej formacji. Muszę przyznać, że sam byłem zdumiony, iż zespół zdecydował się na eksperymenty aż tak wielkiego kalibru. Cóż – widocznie panowie wyszli z założenia, że jak idzie nowe, to już na całego!

Pewne novum uważny słuchacz wychwyci też w warstwie tekstowej. Piosenki traktują już nie tylko o Śląsku i tamtejszej rzeczywistości, nie są też śpiewane wyłącznie w gwarze śląskiej, jak to dotychczas bywało. W utworach zawartych na „3” zespół chciał pokazać, że lokalny, śląski patriotyzm nie musi być traktowany jako coś odrębnego od patriotyzmu polskiego – a wręcz na odwrót, jedno powinno nierozerwalnie łączyć się z drugim. I chyba właśnie po to, by ten pogląd podkreślić, na płycie piosenka, w której wyrażane są obawy o zachowanie historycznego charakteru Górnego Śląska („N.Os”) umieszczona jest tuż obok utworu opisującego troskę o teraźniejszość i przyszłość całej Polski („Polska”). Szczególnie ten drugi utwór, w którym „ślůnska godka” pojawia się w tekście naprzemiennie z czystym językiem polskim, dobrze podkreśla tę nierozłączność śląskości i polskości.

Na szczęście, teksty NeuOberschlesien nie ograniczają się li tylko do tematyki społeczno-politycznej – w zasadzie, oprócz wyżej wspomnianych dwóch kawałków, tego typu wątki pojawiają się tylko w piosence „Bóg wojny” (a i tutaj nie jest to wcale takie oczywiste). W pozostałych dominuje bardziej przyziemna, choć niekoniecznie luźna tematyka – na czele ze stosunkami damsko-męskimi („Kalu”, „Plexi sex”) czy szeroko rozumianą walką z samym sobą („Inny świat”, „Pająk”). Najbardziej zagadkowy , a tym samym najbardziej interesujący, jest jednak ostatni utwór na płycie (nie licząc bonusowej drugiej wersji „Bez słów”), „Mam dość” – mocno liryczny tekst tej piosenki pozostawia szerokie pole do interpretacji i każdy może go zrozumieć inaczej.

Na pewno nowa płyta Oberów mocno zaskakuje. Da się odczuć, że panowie chcieli pokazać, iż nie są jedynie naśladowcami Rammsteina, za jakich brało ich wielu słuchaczy, i ruszyli odkrywać nowe muzyczne rejony. Wymagało to od nich sporej odwagi – bo można było z góry założyć, że sporo fanów będzie miało zastrzeżenia co do tych nowinek i wolałoby, aby cały album utrzymany był w mocnym, industrialnym klimacie. Skoro jednak Oberowa „trójeczka” miała być otwarciem nowego rozdziału w karierze górnośląskiej formacji – to trzeba było to wyraźnie zaznaczyć! Cóż – do odważnych świat należy!

Neuoberschlesien – „3”

Premiera: 10 listopada 2017
Wydawca: SP Records

Tracklista:

1. N.os
2. Polska
3. Kalu
4. Inny świat
5. Bóg wojny
6. Plexi sex
7. Fart
8. Bez słów
9. Pająk
10. Mam dość
11. Bez słów (wersja PL)

Komentarze: