Nasza recenzja

Synthesis

Bez wątpienia jedną z najbardziej wyczekiwanych płyt obecnego roku, był najnowszy i zarazem czwarty już studyjny album w dyskografii niezwykle popularnej formacji Evanescence, pt. "Synthesis". Album wyczekiwany nie tyle za sprawą premierowych kompozycji, lecz ze względu na obiecywane nowe, ambitne i nieznane dotąd spojrzenie tego bandu na swoją dotychczasową twórczość, zaprezentowaną tym razem w postaci aranżacji na orkiestrę symfoniczną i z potężnym udziałem elektroniki. O tym, czy płyta ta spełniła pokładane w niej oczekiwania, postaram się opowiedzieć w niniejszej recenzji...

Album "Synthesis" oferuje sobą zestaw 16 intrygujących utworów, wśród których znajdziemy dwie premierowe kompozycje - "Hi-Lo"  oraz "Imperfection", zaś jego główny materiał tworzą nowe, zaskakujące i bardzo wysmakowane artystycznie aranżacje największych i najważniejszych utworów z całej dotychczasowego dorobku twórczego amerykańskiego zespołu. I gdybym miał określić jednym słowem ten album, to brzmiało by ono - "klimatyczny". Klimatyczny,  tak za sprawą samych aranżacji, doskonałego połączenia instrumentów symfonicznych z rockowym brzmieniem i elektroniką, jak i też zjawiskowego wokalu Amy Lee, która wznosi się tutaj na absolutne wyżyny swojego talentu... To spokojne, delikatne i bardzo łagodne spojrzenie na muzykę Evanescence, które zaskakuje i na które to warto było czekać tak długi czas...

Słyszałem w swoim życiu wiele płyt spod znaku symfonicznej interpretacji rockowej muzyki z najwyższej półki. Jednak chyba żadna z nich nie zaoferowała sobą tak znakomitej, spójnej i pięknej kooperacji tych dwóch jakże różnych muzycznych światów, jak ma to miejsce na albumie "Synthesis". Artyści z Evanescense wraz z Davidem Campbellem - kompozytorem i aranżerem tego materiału, stworzyli tu wspólnie niezwykłą i wypełnioną wielkimi emocjami oraz instrumentalną magią podróż do świata gotyckiego rocka, w której to każdy dźwięk, każde słowo i każde fraza wokalna mają nam sobą coś ważnego do przekazania, opowiedzenia, zaoferowania naszej wyobraźni. Oczywiście, czasami brakuje nam tu tak doskonale znanych i uwielbianych mocnych gitarowych riffów i uderzeń bębnów w poszczególnych kawałkach, ale piękno dźwięków smyczków, instrumentów dętych, czy też fortepianu, oferują nam w zamian coś o wiele bardziej zjawiskowego i wyjątkowego, czego dotąd nie mieliśmy okazji zaznać i przeżyć. Ponadto nie można zapominać tu również o delikatnych dźwiękach elektroniki, które idealnie dopełniają brzmienia żywych instrumentów...

Raz jeszcze warto nawiązać tu do wokalu Amy Lee, która na tym albumie brzmi bezsprzecznie najlepiej spośród wszystkich dotychczasowych płyt zespołu. Otóż jej delikatny, wysoki i bardzo emocjonalny głos, idealnie oddaje charakter tych rozbudowanych na wiele instrumentów kompozycji, stając się po części także i kolejnym z nich, co znakomicie słychać przede wszystkim w rozciągniętych, długich i wysokich partiach refrenowych. I choć doskonale zdawaliśmy sobie wszyscy sprawę z tego, iż artystka ta potrafi świetnie śpiewać, to chyba jednak mało kto z nas przypuszczał, że jednak aż tak dobrze, czysto, doskonale warsztatowo i emocjonalnie, jak ma to miejsce w tym przypadku. I być może narażę się tu wiernym fanom Evanescence, ale myślę że tak wyjątkowa wokalistka powinna spróbować swoich sił także i w nieco innych obszarach muzycznych, aniżeli te związane z rockiem...

Na płycie tej znajdziemy kilkanaście wspaniałych kompozycji, wśród których to z pewnością należy wyróżnić:  piękną, poruszającą, wspaniale zaśpiewaną przez Amy balladę pt. "My Heart Is Broken"; kolejno znakomite, niezwykle esencjonalne i piękne w swym nowym, jakże lirycznym wydaniu słynne "Bring Me to Life (Synthesis)"; następnie wzniosłe, znakomicie zaaranżowane na smyczki i zapierające dech w piersiach w refrenowych partiach wokalnych "Imaginary"; czy też choćby równie wyraziste, skromne w warstwie instrumentalnej, ale jakże bogate w emocjonalny przekaz wokalny Amy Lee "Lithium". Nie sposób nie wskazać tu również na przepiękne, nostalgiczne , wręcz iście filmowe w swym koncepcie, a przy tym zmuszające do refleksji "Lost in Paradise", jak i też bardzo zaskakujące w swej nowej, jakże łagodnej wersji słynne "My Immortal".

Jeśli zaś idzie o dwie premierowe propozycje, to pierwsza z  nich - "Hi-Lo", idealnie wpasowuje się w balladowy charakter tego albumu, racząc nas pięknymi dźwiękami fortepianu, smyczków i lekkiej perkusji w tle, zaś druga z nowości - utwór pt. "Imperfection", stanowi zdecydowanie najmocniejszy i najbardziej rockowy numer na tym albumie, zaskakujący nas m.in. rapperskim frazowaniem Amy Lee, ale też i zachwycający swoim przebojowym i łatwo wpadający w ucho charakterem...

Najnowszy album zespołu Evanescence oferuje sobą wyjątkowe, niepowtarzalne i ze wszech miar magiczne spotkanie z twórczością tego bandu w zupełnie nowym wydaniu. Znajdziemy tu wspaniałe kompozycje, ich znakomite aranżacje na orkiestrę symfoniczną, wyjątkowy głos Amy Lee w absolutnie najlepszej formie wokalnej, a także na swój sposób baśniowy klimat zrodzony z połączenia tych jakże dwóch odmiennych muzycznych światów - gotyckiego rocka i muzyki symfonicznej. I choć po części można traktować płytę "Synthesis" jako składankę największych przebojów tego zespołu, to jednak ich nowa i całkowicie odmienna twarz czyni ten krążek bardzo intrygującym i wartym poznania tak przez wiernych fanów tej formacji, jak i sympatyków nieco łagodniejszego brzmienia. I tak, album ten spełnia pokładane w nim wielkie oczekiwania w każdym względzie!

Lista utworów:

1. Overture - Evanescence
2. Never Go Back - Evanescence
3. Hi-Lo - Evanescence
4. My Heart Is Broken - Evanescence
5. Lacrymosa - Evanescence
6. The End of the Dream - Evanescence
7. Bring Me to Life (Synthesis) - Evanescence
8. Unraveling (Interlude) - Evanescence
9. Imaginary - Evanescence
10. Secret Door - Evanescence
11. Lithium - Evanescence
12. Lost in Paradise - Evanescence
13. Your Star - Evanescence
14. My Immortal - Evanescence
15. The In-Between (Piano Solo) - Evanescence
16. Imperfection - Evanescence

Komentarze: