Nasza recenzja

III

Ta płyta mogła nie powstać. Mogło jej nie być, a byłaby to niepowetowana strata. Po wydanym trzy lata temu albumie „Identity” i rozprawieniu się ze swoistym marazmem twórczym, łódzka kapela Tune powraca z trzecim krążkiem w swojej dyskografii zatytułowanym na cześć tego faktu po prostu III. Powstały materiał to skondensowana do zaledwie 30 minut potężna dawka dobrego grania i skręcającego w nową stronę stylu zespołu.

Panowie nie bawili się w upychanie na płycie niepotrzebnych pozycji, byle tylko zwiększyć liczbę utworów. III liczy tylko osiem kawałków, co jak na longplay stanowi dość mało, ale każdy z tych numerów jest idealnie dopracowany, przemyślany, potrzebny temu albumowi. Wszystkie propozycje są bezczelnie przebojowe i właśnie ta śmiałość i bezkompromisowość wydają się słowami-kluczami w przypadku tego krążka. Ważną kwestią są również wyraźne wpływy elektroniki. Muzycy nieco odeszli od eksplorowania klasycznego brzmienia gitar (wydaje się, najbardziej że „My Way” jest zagrany w klimacie dobrego rocka alternatywnego), a dodali sporo zabawy z przesterowanymi efektami, czego rezultatem jest chociażby unikalna solówka w „Big Bang Theory”.

Album otwiera szalenie klimatyczny utwór „Monster”, mający elektryzujący początek, w którym spokojny wokal wyłania się na pierwszy plan, a słuchacz ma wrażenie, że gdzieś tam z tyłu ściany dźwięku faktycznie może czaić się mrok, zło czy tytułowy potwór. Całość później wybucha pełnią brzmienia gitar. Podobny schemat ujawnia się też w innych kompozycjach - w zwrotkach muzycy eksperymentują trochę z innymi stylami, chociażby z trip hopem w „Cocaine”, ale refren zawsze naznaczony jest prawdziwie rockową energią. Nawet zamykające album „Icarus” i „Zero-G”, które wydają się nieco bardziej melancholijne i skąpane w nostalgii, także nie zostały pozbawione tej specyficznej zadziorności.

Należy też przyznać, że znakomitą pracę wykonuje wokalista Kuba Krupski, artysta obdarzony niezwykłą charyzmą, obok którego talentu nie można przejść obojętnie – jak to zwykło się mówić „Albo się go kocha, albo nienawidzi”. Frontman kapeli swobodnie lawiruje od niskich, zmysłowych dźwięków po śpiewane wysoko i rozpaczliwie partie. Żongluje nastrojem słuchacza, bawi się frazami. Niekiedy jego emocjonalne zaangażowanie przekracza wszystkie normy, by znowuż w innym utworze wyrzucać z siebie słowa jakby od niechcenia. Świetnie pasuje to do bogatych melodii, które razem składają się na doprawy zacny materiał.

Tracklista:
1. Monster
2. Higher
3. My Way
4. Cocaine
5. Big Bang Theory
6. Sky High
7. Icarus
8. Zero-G

Komentarze: