Nasza recenzja

Run, Unicorn

Kluski budzą w smakoszach tradycyjnej, polskiej kuchni bardzo przyjemne skojarzenia. Od teraz słowo kojarzące się głównie z kulinariami, będzie również działało na zmysły wielbicieli ostrych, grunge’owych dźwięków. A to wszystko za sprawą śląskiej kapeli Kluski, która jest kolejnym potwierdzeniem, że Seattle Sound ma się znowu bardzo dobrze. Muzyczne trio ma na swoim koncie debiutancki krążek („Yes, It’s Raw”) i serię koncertów, podczas których mieli okazję dzielić scenę z takimi zespołami, jak choćby Luxtorpeda, Buldog, czy Acid Drinkers. W okresie świątecznym, podczas oczekiwania na nowy rok ukazała się druga płyta studyjna Klusek zatytułowana „Run, Unicorn”.

Wszystkie z dziesięciu zaprezentowanych utworów rozszarpują swoją ogromną energicznością – tu nie ma przelewek, nie ma kompromisów, są za to prawdziwe emocje, naturalność i duża swoboda artystyczna muzyków. Choć Panowie czerpią swoje inspiracje w szczególności z źródeł grunge’u z przełomu lat 80 i 90, to co istotne, nie zamykają się na jeden obrany styl muzyczny. Oznacza to, że na krążku znajdziemy także nawiązania do dynamicznego post grunge’u („Waltz”) i szorstkiego stoner rocka („All the way”, „Scary place”) z ciężkimi gitarowymi riffami. De facto bez poznawania muzyków, a jedynie wsłuchując się w ich kompozycje, dostajemy do zrozumienia, że instrumentaliści dogadują się między sobą w sposób wzorowy, a stworzone numery nie są w żaden sposób wymuszone, lecz wynikają z wewnętrznej potrzeby twórczej artystów, którzy w piękny sposób potrafią się bawić dźwiękami. Dwoma utworami, które w najbardziej wyrazisty sposób wyróżniają się spośród pozostałych, są diametralnie odmienne od siebie: „Goodbye song” i „Truman”. Pierwszy z nich  przytłacza (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) walcowatym brzmieniem gitarowym, które w końcowej fazie utworu przeistacza się w świetną, nieco przytłumioną i brudną solówkę. Z kolei „Truman” jest jedną z najbardziej melodyjnych kompozycji na krążku – stosunkowo delikatne dźwięki gitarowe są „przekrzykiwane” przez buntownicze, rytmiczne uderzenia perkusyjne. Niezmiennie ogromnym atutem Klusek jest postać wokalisty – Adama Antosiewicza, który z jednej strony zachwyca charyzmatyczną chrypą, a innym razem potrafi także zaśpiewać w sposób niezwykle melodyjny i pozbawiony wcześniej wspomnianej zadziorności. W każdym bądź razie, każde wcielenie wokalisty jest bardzo przyjemne dla ucha, a jego barwa głosu w kilku utworach (np. „Scary place”) budzi pozytywne skojarzenia z Eddiem Vedderem.

Nie tak dawno zachwycaliśmy się świetnym albumem Poligonu nr 4 („Flashback”), teraz Kluski częstują nas równie dobrym „Run, Unicorn” – cholera! Możemy być dumni z naszych rodzimych, grunge’owych kapel.

Lista utworów
1. Goodbye song
2. All the way
3. Angelica Johnson
4. Truman
5. Lazy boy
6. Define love
7. View of You
8. Waltz
9. While I go
10. Scary place

Komentarze: