Nasza recenzja

The Beautiful & Damned

O ile prawdziwe nazwisko artysty Gerald Earl Gillum dla wielu może się wydawać tajemnicze i mało popularne, to pseudonim G-Eazy pod jakim ukrywa się amerykański raper znane jest już w każdym zakątku świata. Muzyk od przeszło pięciu lat odnosi kolejne spektakularne sukcesy na światowym rynku muzycznym – wysokie miejsca na liście Billboard 200, setki koncertów i w szczególności fani, których ilość może być liczona w milionach. Wraz z końcem ubiegłego roku zaprezentowany został trzeci, długo zapowiadany krążek studyjny G-Eazy zatytułowany „The Beautiful & Damned”.

Album zawiera aż dwadzieścia utworów umieszczonych na dwóch płytach – jak na dzisiejsze czasy ten fakt wydaje się być zupełnie nie modny i odrealniony od muzycznej rzeczywistości drugiej dekady XXI wieku. Wśród zaprezentowanych kompozycji znajdziemy zarówno te odnoszące się do surowego, amerykańskiego rapu („Gotdamn”, „Eazy”), w znaczący sposób powiązane z melodyjnym popem („Crash & Burnkjkj”, „The Beautiful & Damned”, „Mama Always Told Me”), a w pojedynczych utworach można także odnaleźć subtelne odniesienia do innych gatunków takich,  jak: rock, soul, czy nawet jazz. Za wspomnianą prędzej popową część albumu odpowiadają w szczególności zaproszone wokalistki, wśród których największe wrażenie robi świetny, nieco zachrypnięty głos Zoe Nash – dziewczyna ma ogromny talent i można przypuszczać, że prędzej czy później wypłynie na oceany muzycznego świata jako wielka gwiazda. Wśród utworów, które mogą najbardziej namieszać na światowych listach przebojów należy wyróżnić „Crash & Burnkjkj” – dosyć subtelny rap jest tutaj przeplatany z melodyjnym refrenem w wykonaniu Kehlani. Dopełnieniem, a być może jednym z najważniejszych elementów albumu są teksty opowiadające w ostry, momentami wulgarny sposób o intensywnym życiu w show biznesie, pośród narkotyków, alkoholu, pięknych kobiet i przelotnego seksu („I swear that pussy's like heroin, Used rubbers, dirty sheets, at the Sheraton”). Znamienny i bardzo osobisty wydaje się być „Pray for Me” w którym G-Eazy opowiada o życiu w Hollywoodzkiej dżungli, beznadziejności branży, wszechobecnych paparazzi i kobietach próbujących zdobyć jego serce („Talk to the man upstairs, hoping he answers my prayers, Hollywood feel like the jungle, lions and tigers and bears”). Muzyk zdaje sobie także sprawę, że popularność i bycie na pierwszych stronach gazet i portali plotkarskich jest coraz częściej chwilowe i ulotne, co w świetny sposób ujął w utworze „Summer in December” („Yeah, artists come and go these days it's easy, they're not hard to miss, Here today, gone tomorrow, they fade into a dark abyss”).

Najnowszy album amerykańskiego rapera jest na tyle różnorodny i rozległy ze względu na ilość zaprezentowanych utworów, że bez wątpienia wielu słuchaczy znajdzie tam swoje ulubione numery. Krążek choć nie rewolucyjny, to można go uznać za bardzo poprawny i przemyślany w każdym calu.

Lista utworów
1. The Beautiful & Damned
2. Pray for Me
3. Him & I
4. But a Dream
5. Sober
6. Legend
7. No Limit
8. The Plan
9. That's a Lot
10. Pick Me Up
11. Gotdamn
12. Leviathan
13. Crash & Burnkjkj
14. Summer in December
15. Charles Brown
16. No Less
17. Mama Always Told Me
18. Fly Away
19. Love Is Gone
20. Eazy

Komentarze: