Nasza recenzja

Camila

Niewiele jest takich osób, które chociaż raz nie słyszałyby piosenki „Havana”. Utwór młodej Kubanki Camili Cabello z gościnnym udziałem Young Thuga był niewątpliwie jednym z największych hitów ubiegłorocznych wakacji i nawet teraz, kiedy lato A.D. 2017 jest już tylko wspomnieniem, nadal często gości w stacjach radiowych na całym świecie.

Sukces „Havany” zaskoczył zapewne nawet samą Camilę – tym bardziej, że początki jej solowej kariery trudno określić inaczej, niż jako spory falstart. Przypomnijmy: urodzona na Kubie artystka pod koniec 2016 roku w dość gęstej atmosferze opuściła girlsband Fifth Harmony, stworzony z pięciu dziewcząt (właśnie z nich, nie zaś przez nie!) biorących udział w amerykańskiej edycji programu „X Factor”, po czym bardzo szybko wypuściła debiutancki singiel „Crying In The Club”. Piosenka, ujmując rzecz oględnie, tyłków nikomu nie urwała. W dość zgodnej opinii muzycznych krytyków była po prostu kolejnym z setek popowych kawałków podszytych dancehallowym beatem, nagranym przez jeszcze jednego klona Britney/Rihanny/Ariany Grande (niepotrzebne skreślić…). Niektórzy wręcz wprost twierdzili, że mamy tu do czynienia z bezczelną zrzynką z jednego z utworów, jakie nagrała Sia.

Wydać by się mogło, że z takimi recenzjami Camila powinna się już pożegnać z marzeniami o zrobieniu poważnej kariery. Ona się jednak nie poddała i spokojnie kontynuowała pracę nad debiutanckim albumem, w międzyczasie wypuszczając kolejny singiel – właśnie wspomnianą na wstępie „Havanę”. Utwór łączący tradycyjne kubańskie klimaty z nowoczesnymi brzmieniami zrobił furorę na całym świecie i ukazał pełen potencjał Camili, która zaczęła być postrzegana jako artystka aspirująca do absolutnej ekstraklasy światowej sceny muzyki pop i potencjalna rywalka Jennifer Lopez i Shakiry w wyścigu o miano królowej latynoskich brzmień.

Nic zatem dziwnego, że rosnące w zawrotnym tempie grono fanów Kubanki z niecierpliwością wyczekiwało premiery jej debiutanckiego albumu, licząc na to, że ten okaże się równie potężną petardą, jak wiodący singiel. Jak się okazało – aż tak fenomenalny, jak wielu liczyło zasłuchując się w „Havanie”, ten krążek nie jest. Krzywdzące byłoby jednak stwierdzenie, że „Camila” to zły album – wręcz przeciwnie. Można powiedzieć, że na tej trwającej nieco ponad pół godziny płycie znajdziemy wszystko to, czego oczekiwalibyśmy od współczesnej gwiazdy muzyki pop, bo w odpowiednich proporcjach znalazły się tu zarówno bardziej dynamiczne, jak i te spokojniejsze utwory. Wśród tych pierwszych wyróżnia się reggaetonowy „She Loves Control”, przy którym nogi same biegną do tańca, a także nieco bardziej stonowany „Inside Out”. Z kolei spośród tych drugich na czoło wysuwają się trzy kawałki. „Real Friends” zrazu wydaje się dość pogodnym, wręcz frywolnym utworem, jednak gdy wsłuchać się w jego tekst – okazuje się, że zawiera trochę gorzkich słów, skierowanych zapewne pod adresem koleżanek z Fifth Harmony. Innymi spokojnymi piosenkami, na jakie warto zwrócić uwagę, są poruszające ballady „Consequences” i „Something’s Gotta Give”, w których Camila naprawdę otwiera się przed słuchaczami.

Należy zresztą docenić młodą artystkę za to, że jest główną autorką wszystkich piosenek zamieszczonych na tej płycie – co w dzisiejszych czasach wcale nie jest takie oczywiste. Zapewne właśnie dzięki temu czuć, że śpiewane przez Camilę teksty są naprawdę szczere – co naprawdę ułatwia odbiór całego materiału. Poza tym, panna Cabello ma całkiem niezły wokal (a zapewne nie pokazała nam jeszcze pełni swych możliwości!), a towarzysząca jej warstwa instrumentalna nie sprawia wrażenia, jakby jej autorem był C-3PO czy inny bezduszny android. Bywają płyty, od których sztucznością wręcz cuchnie na kilometr (vide: ostatni album Britney Spears!) – ale ta na szczęście do nich nie należy. Tego albumu da się więc słuchać z autentyczną przyjemnością! Jeśli miałbym się czegoś przyczepić – to może tylko tego, że w zbyt małym stopniu Camila skorzystała tu ze swojego kubańskiego dziedzictwa. Po „Havanie” spodziewałem się albumu naładowanego południowoamerykańskimi brzmieniami, wręcz ociekającego tą słynną latynoską seksualnością – a finalnie wyszło tak, że to wszystko jest obecne jedynie w kilku piosenkach. Cóż – nie można mieć wszystkiego! Może na kolejnej płycie Camila odważniej postawi na klimaty z rodzimych stron? Czekam z niecierpliwością, by się o tym przekonać!

Camila Cabello – „Camila”

Premiera: 12 stycznia 2018

Wydawca: Sony Music

Tracklista:

1. Never Be the Same
2. All These Years
3. She Loves Control
4. Havana (featuring Young Thug)
5. Inside Out
6. Consequences
7. Real Friends
8. Something's Gotta Give
9. In The Dark
10. Into It
11. Never Be the Same (Radio Edit)

Komentarze: