Nasza recenzja

Ruins

Szwedzki duet First Aid Kit, który od początku istnienia tworzą dwie siostry: Klara i Johanna Soderberg powraca z nowym, w pełni premierowym albumem. Po świetnie przyjętym „Stay Gold” teraz przychodzi pora na równie dobry krążek zatytułowany „Ruins”. Siostry po raz kolejny pokazują, że szwedzkie pochodzenie nie stoi im na drodze by grać muzykę wywodzącą się z amerykańskich rozległych równin i pustkowi.

Album nie zaskakuje, otrzymujemy dziesięć dosyć podobnie do siebie brzmiących, balladowych utworów, które w znacznym stopniu nawiązują do dotychczasowych dokonań zespołu. Wokale dziewczyn brzmią nadal bardzo dobrze – wyraziste, bardzo melodyjne, dźwięczne głosy idealnie ze sobą współgrają… można odnieść wrażenie, że te głosy są stworzone do śpiewania właśnie takiej, akustycznej, balladowej muzyki. Pod względem muzycznym całość spięta jest rasowym, klimatycznym amerykańskim folkiem, z przyjemnie brzmiącą gitarą akustyczną. Za sprawą harmonijkowych wstawek i charakterystycznego dźwięku wydobywające się z hawajskiej gitary, kilka utworów przedstawia wyraźne odwołania do muzyki country („It's A Shame”, „Postcard”). Zdecydowanie zbyt mało otrzymujemy elementów klawiszowych – odważniejsze skorzystanie z tych dźwięków zdecydowanie urozmaiciłoby wydawnictwo wznosząc je jednocześnie na wyższe poziomy artystyczne. Teksty każdego kolejnego utworu opowiadają o relacjach z bliską osobą i są do niej bezpośrednio skierowane. Autorka zadaje zarówno niewygodne, trudne pytania natury egzystencjalnej („Tell me why do I keep trying, To be someone I'll never be”), wyznaje swoją miłość („Honey, now your shackle's been liftem, You're a sweet young thing and you're oh so gifted”), jak i ostatecznie rozmyśla nad zakończeniem pewnego etapu w swoim życiu („How did you and I decide, Just say when and we'll say goodnight”).

Z jednej strony album wydaje się być dosyć monotonny, pozbawiony elementów zaskoczenia, jednak z drugiej nie sposób odnieść wrażenia, że dziewczyny potrafią swoimi emocjami przykuć uwagę słuchacza. Pięknie brzmiące głosy są tutaj elementem najbardziej istotnym, z kolei warstwa muzyczna jest zbyt przewidywalna i banalna – ale może w tej prostocie tkwi całe sedno uroku tego krążka? „Ruins” polecam wszystkim, którzy odnajdują się w klimatycznych balladach i stricte amerykańskich dźwiękach pozwalających na chwilę zapomnienia i przyjemnego relaksu.

1. Rebel Heart
2. It's A Shame
3. Fireworks
4. Postcard
5. To Live A Life
6. My Wild Sweet Love
7. Distant Star
8. Ruins
9. Hem Of Her Dress
10. Nothing Has To Be True

Komentarze: