Nasza recenzja

State of Necessity

Pierwszy długogrający album wrocławskiej kapeli ATME nosi tytuł „State of Necessity”. Premiera płyty miała miejsce pod koniec 2017 roku.

Album chłopaków z ATME to moim zdaniem to nie lada gratka dla fanów... brzmień typowych dla zachodnich rockowych formacji. Ale fanów, którzy lubią nieco bardziej cięższe brzmienia okraszone  soczystym wokalem.

Warto wspomnieć o sporej rozpiętości piosenek umieszczonych na tym krążku. Nie brakuje tutaj zarówno solidnych, ponad siedmiominutowych kompozycji (są też kawałki, które trwają dziesięć i szesnaście minut!), jak również krótkich zajawek, które tylko dodają temu wydawnictwu aranżacyjnych rumieńców. Są raczej wprowadzeniem do kolejnych, dłuższych kawałków. Chociażby króciutka „Laniakea” doskonale wprowadza słuchacza w klimat dosyć długiej kompozycji „Interrupted Call”.

Trzeba też zaznaczyć, że to różnorodny krążek, jeśli weźmiemy pod uwagę zaprezentowany klimat. Jest na pewno mroczno (utwór „Worthy of Pity”), ale czasem też melancholijnie – recytacja w utworze „Ananke”. Długie solówki to też coś, co z pewnością nie raz Was zaskoczy podczas przesłuchiwania tej płyty.

Mnie osobiście najbardziej do gustu przypadły dwa utwory. „Pleasuer Box”, gdzie możemy usłyszeć interesujący saksofon, czy też... żeńskie wokale. Moim zdaniem wyszło świetnie! „(Un)cut thoughts” z kolei brzmi bardzo przebojowo i sprawia wrażenie dopracowanego do samego końca muzycznego dzieła. Przekonajcie się sami. Według mnie warto zapoznać się z tym wydawnictwem, chociażby ze względu na te dwa numery.

Lista utworów:
1. Worthy of Pity
2. Pleasure Box
3. Trickster
4. Passing Through the Horizon
5. Laniakea
6. Interrupted Call
7. Pecto Drill
8. Ananke
9. The Screen
10. (Un)cut Thoughts
11. 144-261/18
12. Hotel of the Transregulation

Komentarze: