Nasza recenzja

The Neighbourhood

Dla wielu młodych zespołów najtrudniejsze nie jest wcale, jak mogłoby się wydawać, wydanie dobrej debiutanckiej płyty, lecz utrzymanie jakości na kolejnych wydawnictwach. O ile drugi krążek często, jakby siłą rozpędu, utrzymuje jeszcze poziom zbliżony pierwszemu – to już dalej zaczynają się schody. Co zrobić, by kolejny krążek był równie udany? Z pewnością właśnie to pytanie zadawali sobie członkowie zespołu The Neighbourhood, nagrywając materiał na swój trzeci album, który właśnie pojawił się w sprzedaży.

Trzeba przyznać, że kalifornijska formacja miała świetny początek muzycznej kariery. Debiutancki krążek The Neighbourhood, „I Love You.” był jednym z ciekawszych albumów 2013 roku: oto pojawił się zespół, który umiejętnie splótł indie rockowe brzmienia z elektroniką, nie przesadzając ani w jedną, ani w drugą stronę. Po dwóch latach pojawiła się kolejna płyta, „Wiped Out!”, która nie przyniosła wprawdzie nic rewolucyjnego, jednak w gruncie rzeczy wpisywała się w nakreślony wyżej schemat. Czyli dość przewidywalna kontynuacja debiutu – ale plamy, mimo wszystko, nie dali.

Zanim światło dzienne ujrzał trzeci krążek, Jesse Rutheford i spółka postanowili, podobnie jak przed wydaniem poprzednich płyt, rozbudzić apetyty fanów wypuszczeniem dwóch EP-ek. Na pierwszy ogień poszła dość surowa i ponura „Hard” z klimatycznym utworem „Sadderdaze”, w którym pojawia się dość zaskakujący jak na twórczość The Neighbourhood element – skrzypce. Następnie przyszedł czas na drugą EP-kę, „To Imagine”, zawierającą choćby utwór „Scary Love”, stanowiący zarazem pierwszy singiel z nadchodzącego krążka. Ten przebojowy kawałek od pierwszego przesłuchania wciągał słuchaczy swym hipnotyzującym brzmieniem – jednak prawdziwy szał wywołał dopiero klip do tej piosenki, w którym pojawił się sam Tommy Wiseau, reżyser i gwiazda kultowego filmu „The Room”.

Jeśli po usłyszeniu „Scary Love” liczyliście na to, że cały album wręcz rzuci Was na kolana – to nie mam dobrych wieści. Jak to jednak często bywa – oczekiwania to jedno, rzeczywistość – drugie. Kawałków, które choćby zbliżyłyby się poziomem do pierwszego singla, w zasadzie brak. Nie znaczy to wszakże, że nie ma tu nic, co mogłoby się podobać. Do takich utworów należy z pewnością otwierający zestaw piosenka „Flowers”, która buduje klimat przed „Scary Love”. Po tym wielkim przeboju następują jednak dwie piosenki, które nie przyciągają uwagi na dłużej – „Nervous” i „Void”. Słuchacz prześlizguje się po nich do piątego kawałka, „Softcore”, który wstrzykuje tak bardzo potrzebne emocje w sam środek płyty. Obawiam się, że gdyby nie on, trudno byłoby ruszyć dalej, by wyłowić z tracklisty kilka niezłych utworów. Na pewno do takich zalicza się wspomniany wyżej „Sadderdaze”. Całkiem przyzwoicie wypadają też „Revenge” i „You Get Me So High”. I kiedy już słuchacz praktycznie pogodził się z tym, że nie spotka go już tutaj nic choćby w połowie równie dobrego, jak „Scary Love” – na sam koniec albumu wjeżdża „Stuck With Me”. Stopniowe nakładanie na linię melodyczną kolejnych warstw – rozmytych gitar, przestrzennych syntezatorów i wyrazistego jak nigdzie indziej na tej płycie wokalu Jessego Rutherforda – powoli buduje klimat utworu. Pulsujący beat stanowiący główną oś tego kawałka zostaje w głowie długo po jego zakończeniu. Czuć, jak wiele emocji włożyli panowie z The Neighbourhood w jego nagranie – i wypada w tym miejscu tylko zadać pytanie: panowie, nie dało się tak od początku?

„The Neigbourhood” wciąż zachowuje tę specyficzną estetykę opartą na odcieniach muzycznej szarości, którą zespół sam wykreował na swych wcześniejszych wydawnictwach. Jednak brakuje temu albumowi emocji, emocji i oryginalności, którymi poprzednie dwa krążki wręcz ociekały. Znamienne, że spośród wymienionych przeze mnie utworów, które mogą się podobać, aż cztery zostały pierwotnie opublikowane na wydanych jako przetarcie przed tym albumem EP-kach – obok „Scary Love” i „Sadderdaze” należą do nich jeszcze „You Get Me So High” i „Stuck With Me”. To właśnie one wniosły na ten krążek jakiś powiew świeżości, czegoś nowatorskiego. Pozostałe w większości podążają sprawdzoną przez The Neighbourhood bezpieczną ścieżką – być może nawet zbyt bezpieczną, by na dłużej przykuć uwagę słuchacza nie uważającego się za wielkiego fana zespołu. Tragedii nie ma – jednak chyba wszyscy oczekiwali po tej płycie czegoś więcej. Może następnym razem się uda?

The Neighbourhood – „The Neighbourhood”
Premiera: 9 marca 2018
Dystrybutor: Sony Music

Tracklista:
1. Flowers
2. Scary Love
3. Nervous
4. Void
5. Softcore
6. Blue
7. Sadderdaze
8. Revenge
9. You Get Me So High
10. Reflections
11. Too Serious
12. Stuck With Me

Komentarze: