Nasza recenzja

Stone Temple Pilots

Nie ulega wątpliwości, że „Wielka Czwórka z Seattle” miała największy wpływ na rozwój i rozpoznawalność grunge’u na świecie. Nie zapominajmy jednak o tym, że i w innych rejonach Stanów Zjednoczonych powstawały kapele grunge’owe, które dziś można uznać za kultowe i legendarne. Jednym z nich jest mający na swoim koncie ponad 20 milionów sprzedanych płyt, kalifornijski zespół  Stone Temple Pilots. Wieloletni wokalista Scott Weiland został zwolniony z zespołu w 2013 roku, a kilka tygodni później zastąpił go lider Linkin Park Chester Bennington, który koncertował z kapelą przez kolejne dwa lata.

Mimo chęci nawiązania w 2015 roku ponownej współpracy z Scottem, stało się to niemożliwe, gdyż ten zmarł wskutek przedawkowania narkotyków pod koniec roku. Obecnym wokalistą STP jest wybrany podczas castingu Jeff Gutt – muzyk w pokonanym tle pozostawił kilkanaście tysięcy rywali i z powodzeniem radzi sobie z starym repertuarem zespołu. Po ośmiu latach przerwy STP wraca także z nowym materiałem, zatytułowanym identycznie, jak poprzedni krążek, czyli po prostu „Stone Temple Pilots”. Odczucia jakie pozostawia po sobie wydawnictwo są bardzo mieszane… Rozpoczynający „Middle Of Nowhere” daje potężnego kopa, agresywne gitary i bębny świetnie współgrają z zadziornym lecz melodyjnym wokalem Jeffa. Słychać i czuć ten „brud” z którego słynęli muzycy w latach 90 – tych. Równie świetnie brzmią także niezwykle energiczne, momentami wręcz hard rockowe „Roll Me Under”, „Meadow”, czy „Six Eight”. Poprzez wspomniane utwory muzycy pokazują, że mimo upływu lat potrafią przypomnieć sobie swoje najlepsze czasy, a wybór wokalisty był strzałem w dziesiątkę. Niestety zdecydowanie gorzej, ba… diametralnie gorzej wypadają kompozycje pozbawione charakterystycznej garażowej stylistyki. O ile „Reds & Blues” można jeszcze uznać za całkiem przyjemną, klimatyczną balladę z wyrazistą solówką gitarową w drugiej części utworu, to „Thought She'd Be Mine”, „The Art Of Letting Go” i „Finest Hour” kompletnie odbiegają poziomem od pozostałych kompozycji. Można odnieść wrażenie, że zespół podczas ich tworzenia, zbyt mocno spoglądał na trendy rynkowe, zbyt bardzo chciał się przypodobać szerokiej publiczności – no bo ja inaczej nazwać, aż tak „cukierkowe” granie i przesłodzony wokal Jeffa! Cholera, przecież on sam się dusi w tych kawałkach, co jest odczuwalne już po kilku wyśpiewanych wersach…

STP wraca z nowym wokalistą, którego wybór po przesłuchaniu krążka, można uznać za jak najbardziej uzasadniony. Na albumie znajdziemy kilka świetnych perełek, ale też nie obyło się bez wpadki w postaci przedstawionych powyżej utworów. Nie zmienia to jednak faktu, że album warto przesłuchać i to nie koniecznie tylko raz.

Lista utworów
1. Middle Of Nowhere
2. Guilty
3. Meadow
4. Just A Little Lie
5. Six Eight
6. Thought She'd Be Mine
7. Roll Me Under
8. Never Enough
9. The Art Of Letting Go
10. Finest Hour
11. Good Shoes
12. Reds & Blues

Komentarze: