Nasza recenzja

F.A.M.E.

W ostatniej dekadzie na latynoskiej scenie muzycznej dało się zaobserwować pewną stagnację. Artyści o ugruntowanej od lat reputacji, tacy jak Ricky Martin, Shakira, Jennifer Lopez czy Enrique Iglesias, regularnie wypuszczali wprawdzie kolejne znakomite albumy i wyprzedawali bilety na salach koncertowych całego świata, jednak brakowało kogoś, kto wlałby nieco świeżej krwi do tego towarzystwa.

Fakt, w ubiegłym roku cały świat poznał Luisa Fonsiego, którego utwór „Despacito” bił wszelkie rekordy odsłon czy odsłuchań i był dosłownie WSZĘDZIE. Biorąc jednak pod uwagę, że Fonsi debiutował w 1998 roku, czyli dwie dekady wstecz, jakoś trudno jest nazywać go „nową gwiazdą” – tym bardziej, że wydaje się, iż ciężko mu będzie choćby powtórzyć sukces „Despacito” i w dłuższej perspektywie dołączy do grona „gwiazd jednego przeboju”. Na szczęście, w gorącej Kolumbii pojawił się niedawno ktoś, kto jest w stanie nie tylko rzucić wyzwanie starym wyjadaczom, ale i w dłuższej perspektywie dołączyć do ich kosmicznego panteonu. Tym kimś jest Juan Luis Londoño, czyli Maluma.

Mimo młodego wieku, Maluma na swoim koncie ma już dwa albumy studyjne i kilka singli, które zrobiły za oceanem niemałą furorę. Szerszej publiczności dał się poznać przed dwoma laty, gdy wespół z bodaj największą ikoną latynoskiego popu, Ricky'm Martinem, wylansował hitowy utwór „Vente Pa' Ca”. Młody gwiazdor poszedł za ciosem i niedługo później wraz ze swą rodaczką Shakirą nagrał kawałek „Chantaje”, który okazał się równie wielkim przebojem, co „Vente Pa' Ca”. Nic dziwnego, że po dwóch tak udanych kolaboracjach fani Malumy, których liczba rosła w lawinowym tempie, z niecierpliwością zaczęli wypatrywać kolejnego albumu swego idola.

Pierwszą zajawkę nadchodzącego krążka stanowił singiel „Felices Los 4” z gościnnym udziałem kolejnej wielkiej postaci sceny latino – Marca Anthony’ego. Utwór zrobił istną furorę (klip na YouTube ma na tę chwilę ponad 1,3 miliarda odsłon!) i jeszcze mocniej rozbudził apetyt fanów przed premierą trzeciego krążka Malumy. Jakby na przekór tym oczekiwaniom, artysta nie spieszył się z wydaniem płyty – od dnia wydania singla „Felices Los 4” do premiery albumu, który ów singiel miał promować, minął ponad rok! W końcu Maluma doszedł jednak do wniosku, że nie może przeciągać prac nad nowym materiałem w nieskończoność i album „F.A.M.E.” (tytuł jest skrótem od hiszpańskich słów Fe [Wiara], Alma [Dusza], Música [Muzyka] i Esencia [Esencja]) wreszcie ujrzał światło dzienne.

Następca płyty "Pretty Boy Dirty Boy" z 2015 roku składa się z piętnastu utworów, których klimat nie zaskoczy żadnego uważnego obserwatora współczesnych trendów w muzyce. Scena latino jakiś czas temu dość mocno skręciła w kierunku reggaetonu, w który dodatkowo wplatane są elementy hip-hopu, elektroniki, nowoczesnego popu, a czasami również i rocka – i taki właśnie jest „F.A.M.E.”. Muzyczną zawartość tego albumu można określić jako dziedzictwo ery „Despacito”, co najmocniej da się odczuć w singlowych kawałkach „Corazón” i „El Préstamo”, a także w utworach „Hangover” i „Mi Declaración”. Reaggatonowy beat, w umiejętny sposób obudowany innymi dźwiękami (wśród których nie brak brzmienia tradycyjnych bębnów, gitar akustycznych, a nawet akordeonu) stanowi fundament większości utworów na tym krążku – jednak tym, co wysuwa się na pierwszy plan, jest oczywiście hipnotyzujący wokal Malumy. Artysta generalnie nie szarżuje z głosem – można rzec nawet, że momentami śpiewa dość… leniwie. Nie można mu jednak odmówić umiejętności przekazywania emocji – szczególnie polecam wsłuchanie się w balladowy kawałek „Marinero”, który mimo spokojnego tempa powinien mocno chwycić Was za serce, nawet jeśli po hiszpańsku rozumiecie niewiele więcej zwrotów, niż buenos dias, te amo czy una cerveza, por favor.

To też ciekawa sprawa, że pomimo wyraźnego wzrostu popularności wśród fanów spoza latynoskiego kręgu kulturowego Maluma nie zdecydował się przynajmniej części piosenek nagrać w języku angielskim – wbrew temu, czego można było się spodziewać, widząc w trackliście albumu takie tytuły, jak „Hangover”, „How I Like It” czy „Unfollow”. Okazało się jednak, że nieliczne anglojęzyczne wstawki wyśpiewują zaproszeni na album goście (Prince Royce w kawałku „Hangover”, Timbaland i Sid w „Mi Declaración” i wreszcie Jason Derulo w pulsującej piosence „La Ex”). Sam Maluma twardo obstaje przy swoim planie, by kroczyć przez ścieżkę kariery jako artysta hiszpańskojęzyczny i póki co, nie rozpieszcza słuchaczy z innych kręgów kulturowych. „Co może być lepszego dla nas, niż abyśmy śpiewali po hiszpańsku, gdziekolwiek się udamy?", zapytał retorycznie w niedawnym wywiadzie dla magazynu „Billboard” i pod pewnymi względami ciężko mu nie przyznać racji. Chociaż niewątpliwie takie podejście stanowić będzie dla wielu fanów artysty pewne utrudnienie, jeśli chodzi o przyswojenie sobie tekstów piosenek – to musimy pamiętać, że muzyka latino opiera się jednak przede wszystkim na emocjach. A bodaj żaden język nie jest tak dobrym nośnikiem emocji, jak właśnie hiszpański – szczególnie dla muzyków, dla których stanowi on mowę ojczystą. Nawet artyści, którzy swego czasu wychodząc naprzeciw oczekiwaniom fanów zaczęli nagrywać po angielsku (w tym wspomniani wcześniej Ricky Martin, Shakira czy Jennifer Lopez) dziś na powrót skupiają się na tworzeniu w języku hiszpańskim, słusznie dochodząc do wniosku, że w ten sposób łatwiej będzie im wyrazić, co im w duszach gra. Może i to krok wstecz, ale wydaje się, że w tym przypadku w dobrym kierunku – a jeśli tak, to czemu mielibyśmy chcieć, by Maluma poszedł w dokładnie przeciwną stronę? Do czego by to miało być jemu samemu potrzebne – skoro liczba sprzedanych płyt i biletów tak czy owak się zgadza?

Jakby na to nie patrzeć, „F.A.M.E.” stanowi kolejny krok, który przybliża Malumę do osiągnięcia statusu kolejnej legendy sceny latino. Młody Kolumbijczyk doskonale wyczuł, w którą stronę płyną prądy latynoskiego nurtu i pozwolił się im porwać, nagrywając starannie wyważony album, który powinien przypaść do gustu wszystkim miłośnikom gatunku. Żadna wielka brzmieniowa rewolucja czy powrót do korzeni – po prostu idealne wpasowanie się we współczesne trendy z małym wypadem w kierunku tradycji w postaci salsowego duetu z Markiem Anthonym w „Felices los 4”. Właśnie w ten sposób, krok po kroczku, buduje się silną pozycję na scenie – a to w obecnych czasach najlepsza droga do stania się prawdziwą gwiazdą. Oj, chyba Ricky Martin wychował sobie w końcu następcę!

Maluma – „F.A.M.E.”
Premiera: 18 maja 2018
Wydawca: Sony Music

Tracklista:
1. Intro – F.A.M.E.
2. Corazón (feat. Nego do Borel)
3. El Préstamo
4. Cuenta a Saldo
5. Hangover (feat. Prince Royce)
6. Mi Declaración (feat. Sid, Timbaland)
7. How I Like It
8. Marinero
9. Delincuente
10. Condena
11. Ojos Que No Ven
12. La Ex (feat. Jason Derulo)
13. Unfollow
14. Felices los 4
15. Felices los 4 (feat. Marc Anthony)

Komentarze: