Nasza recenzja

New People

New People można określić mianem polskiej supergrupy, a takie składy zawsze elektryzują publiczność. Nazwa jest myląca i bądź co bądź przekorna, ludzie obracający się w kręgach alternatywnych z pewnością dobrze znają te twarze, bo już wcześniej zdążyły trochę na rodzimym rynku namieszać i wiedzą, jak dobrze robić muzykę.

Zespół tworzą dwie panie i pięciu panów - kolorowe osobowości, jak sami o sobie mówią: Alicja Boratyn i Jakub Sikora występujący jako duet Ala|Zastary, Jakub Czubak i Piotr Piechota znani z kapeli The Car Is On Fire, Aleksander Orłowski (Magnificent Muttley), Natalia Pikuła (Drekoty) i Hubert Woźniakowski (Eric Shoves Them In His Pockets). Artyści ci teraz przychodzą ze świeżą propozycją - słoneczną, radosną, z kuszącym, soczystym grejpfrutem na okładce longplaya, idealną wręcz na te zbliżające się wielkimi krokami letnie wieczory nad brzegiem morza. Może nawet trochę bardziej nadającą się do romansu z mainstreamem niż ich dokonania w innych projektach.

Krążek cechuje gatunkowy eklektyzm. Podstawę stanowi typowy indie pop, ale autorzy bawią się wpływami soulu, funku, R&B, a nawet soft rocka. Szczególnie przypadł mi do gustu kawałek „Lucky One” stylizowany na rocka lat 70. To znakomity przykład, w jak ciekawy sposób zostały na tym albumie zestawione żeńskie i męskie wokale o tak przyjemnych, ciepłych i niskich barwach. Te harmonie wokalne to chyba najmocniejszy punkt tego krążka, chociaż lekkie melodie są jak orzeźwiająca lemoniada, gdy słońce solidnie przypieka. Przyjemnie bujają gitary uzupełniane klawiszami i trąbką, co daje efekt naprawdę ciepłego i klarownego brzmienia. Co nawet trochę niespotykane w dzisiejszych czasach, zespół osiągnął taki efekt za pomocą klasycznego instrumentarium, nie wykorzystując przy tym elektroniki.

Należy przyznać, że jest to muzyka w niczym nieustępująca światowym standardom pod względem jakościowym. New People znakomicie wykorzystują warsztat i to, co najlepsze w każdym z twórców, a zważywszy na fakt, że jest ich aż siedmiu, na albumie aż roi się od rozmaitych pomysłów do tego stopnia, że momentami ma się wrażenie przesytu, bo w sumie nie przekłada się to na różnorodność materiału. W ostatecznym rozrachunku numery są do siebie podobne, może nawet zlewają się w jedną całość. Mimo wszystko takiego popu potrzebuje nasza rodzima scena – autentycznego, wesołego, na przekór plastikowym wokalistkom jednego przeboju, bo w gruncie rzeczy to są naprawdę bardzo ładne piosenki.

Tracklista:
1. Better Ways
2. Rain Talk
3. Yoga Lover
4. Sad Max
5. Lucky One
6. Cityboys Moonlight Treat
7. New Guy New Town
8. Get Right
9. First Thing Tomorrow
10. Banana Split

Komentarze: