Nasza recenzja

Knowing What You Know Now

Młoda kapela Marmozets po dobrze przyjętym przez środowisko debiucie i udanych koncertach zagranych zarówno podczas wielkich festiwali, jak chociażby Glastonbury, ale też wspólnej trasie z Muse, na swoim drugim albumie wyraźnie dojrzewa, chociaż nadal jest zadziornie, rock’n’rollowo, po prostu dobrze.

Nazwa kapeli, tytuł płyty, brzmienie i image zespołu – wszystko to się zgadza do tego stopnia, że nawet przed włączeniem play wiedziałam, czego mogę spodziewać się po albumie Knowing What You Know Now. I broń Boże nie oznacza to przewidywalności Anglików, po prostu muzycy obrali pewną drogę zgodną ze swoimi przekonaniami i się jej trzymają, a ich drugi w dorobku krążek to prawdziwa rockowa rozróba.

Szczególnie pierwsza część materiału uderza pokrzywionymi partiami gitary i galopującą perkusją, które wirują ze sobą w jakimś obłąkańczym tańcu. Napisać, że jest dynamicznie, to jak nic nie napisać. Ta muza wyrywa z butów. Znakomite otwarcie stanowi numer „Play”, dalej jest nie gorzej, bo fantastycznie robi robotę zgrzytliwe otwarcie w „Habits”, nadające szaleńczy rytm ostre bębny w „Meant To Be” czy pędzące jak pendolino gitarowe riffy w „Major System Error”. Wciskałam namiętnie przycisk z plusem przy głośniku, ale niestety skala mojego sprzętu nie chciała się powiększyć i grać jeszcze głośniej.

Jednak w drugiej połowie album nieco zwalnia. Pojawiają się spokojniejsze partie, jak chociażby ładne intro w „Run With The Rythm”, ale też całe kawałki („Me & You”, „Insomnia”). Te gitarowe ballady to ciekawe propozycja na płycie, chwile wytchnienia od ogarniającego resztę longplaya rock’n’rollowego zgiełku. Jest to ważne także z perspektywy żeńskiego wokalu ozdabiającego to garażowe granie. Becca MacIntyre dwoi się i troi, miejscami jej śpiew przechodzi nawet w krzyk, natomiast w tych wyżej wspomnianych piosenkach pokazuje swoją piękną, delikatniejszą stronę, gdzie jej głos staje się słodki i kojący, swobodnie manewrując po wysokich nutach.

Mimo wszystko grupa momentami zostawiła na swoim dziecku popowe naleciałości. Słuchając kawałka „Start Again” pomyślałam, że piątka z Bingley brzmi jak Paramore z czasów numeru „Decode”, moim zdaniem swoich lepszych czasów, ale brzmienie Marmozets jest zdecydowanie cięższe i brudniejsze. Można doszukać się też trochę teatralnych partii w „Like A Battery”, ale to wszystko składa się na naprawdę pierwszorzędny album. Warto zaznaczyć, że grupa wystąpi na tegorocznym Open’erze, więc polscy słuchacze będą mieli okazję przekonać się, jak ten świetny krążek brzmi na żywo.

Tracklista:
1. Play
2. Habits
3. Meant To Be
4. Major System Error
5. Insomnia
6. Lost In Translation
7. Start Again
8. Like A Battery
9. New Religion
10. Me & You
11. Suffocation
12. Run With The Rythm

Komentarze: