Nasza recenzja

Electric Light

James Bay ściął włosy, a nowa fryzura zawsze oznacza zmiany.  W tym przypadku wiąże się to z przeobrażeniami muzycznymi. Po zdominowanym nastrojowymi balladami, popowym raczej debiutanckim krążku Chaos And The Calm, który zapewnił artyście status międzynarodowej gwiazdy i wyprzedane koncerty, teraz muzyk nagrał bardziej brawurowy album długogrający.

Mówi się, że istnieje coś takiego, jak syndrom drugiej płyty. Z debiutami bywa różnie, czasami są spektakularne, jak w przypadku 28-latka z Hitchin, którego „Hold Back The River” i „Let It Go” nucił chyba cały świat, ale wtedy wymaga się dużo więcej przy kolejnym albumie, a nie każdy potrafi taką presję udźwignąć. Jednak Bay poradził sobie w tej sytuacji kapitalnie. Pochwały dodały mu odwagi, przestał być nieco nieśmiałym chłopcem schowanym za swoją gitarą i ewidentnie rozwinął skrzydła. Jego kompozycje przestały być tak minimalistyczne, nabrały rozmachu, stały się bardziej rozbudowane, również jeśli chodzi o użyte instrumenty. Muzyk jest świadomy, jak wielkim atutem jest jego głos, dlatego nie boi się chociażby w utworze „Stand Up” przepuścić go przez efekty elektroniczne.

Krążek rozpoczyna się dość nietypowo od krótkiego intro rejestrującego uliczny hałas i rozmowę pewnej pary. Później pojawiają się podobne przerywniki, ale trochę ciężko odgadnąć, co mają one wnieść do opowieści zamkniętych w utwory. Singlowy „Pink Lemonade” pomimo słodkiego tytułu ma brudne gitarowe intro. Później kolejne dźwięki mkną jak szybkie auto na pustej autostradzie o zachodzie słońca. Jest mocno przebojowo, prosty refren wpada w ucho, bo ta piosenka to chyba próba łagodniejszego wprowadzenia słuchacza w tę zmianę brzmienia. Naprawdę rewelacyjny jest numer „Wasted On Each Other” przypominający dokonania Nothing But Thieves i miałam nadzieję, że muzyk skręcił nieco bardziej w rockowym kierunku, ale pomimo ogólnej ewolucji, ostrzejsze gitary elektryczne usłyszymy później tylko w „Sugar Drunk High”.

W „In My Head” Bay bawi się rytmem i chóralnymi śpiewami a la gospel, a słowo zabawa jest tutaj kluczowe, bo to naprawdę pozytywny kawałek, których na całym longplay’u jest dużo więcej. „I Found You” ma soulowe zacięcie i nieśpiesznie sączy się z głośników, kończąc się nagle urwaną partią stricte instrumentalną. Do gustu najbardziej przypadły mi porywający „Wanderlust” i zmysłowy „Fade Out” opowiadający o facecie, który nie potrafi uwolnić się od kobiety i jest na jej każde nocne skinienie, zresztą większość numerów na tym krążków traktuje o miłosnych rozterkach, ale w sposób bardzo naturalny, opowiadając o sytuacjach, które pewnie spotkały każdego z nas. Może w porównaniu z poprzednią płytą kawałki Jamesa straciły na tej specyficznej intymności, ale z drugiej strony zyskały na nonszalancji. W każdym razie urok pozostał ten sam, a Electric Light to naprawdę bardzo dobry materiał.

Tracklista:

1. Intro (from "Electric Light")
2. Wasted On Each Other
3. Pink Lemonade
4. Wild Love
5. Us
6. In My Head
7. Interlude
8. Just For Tonight
9. Wanderlust
10. I Found You
11. Sugar Drunk High
12. Stand Up
13. Fade Out
14. Slide

Komentarze: