Nasza recenzja

Mama Warhola

Zespół Tołhaje wziął na warsztat siedem kompozycji, które oryginalnie pojawiły się na albumie nagranym i wysłanym siostrze do rodzinnej wsi Mikowa przez Julię Warholę, mamę Andy’ego Warhola. Muzycy zmienili niewiele, przedstawiając przy tym, jak uniwersalna i wartościowa jest spuścizna muzyczna rejonu Karpat. Ta płyta to zdumiewające międzypokoleniowe i geograficzne połączenie pokazujące, że sztuka to język, który rozumieją ludzie bez względu na rok urodzenia czy kraj zamieszkania.

Julia Warhola była Karpatorusinką, pochodziła z terenów Austro-Węgier, a dzisiejszej Słowacji. Urodziła się prawie 130 lat temu w małej wiosce, po ślubie we wczesnych latach XX w. przeprowadziła się wraz z mężem do Stanów Zjednoczonych, a konkretniej Pittsburgha, jednak zakorzenione jeszcze w czasach dzieciństwa, pozostało w niej zamiłowanie do wschodnioeuropejskiej sztuki. Śpiewała i rysowała, głównie koty i anioły, wykonywała też rękodzieła, malowała pisanki i projektowała okładki płyt. Była opoką i natchnieniem dla swojego syna Andy’ego Warhola, uznawanego za rewolucyjnego artystę, którego wkład w tworzenie popkultury wydaje się nieoceniony. Jednak wszyscy kojarzą go przede wszystkim jako twórcę słynnego portretu Marilyn Monroe czy „bananowej” okładki debiutanckiego krążka The Velvet Underground. Mało kto za to wie, że pochodził właśnie z rodziny grekokatolików łemkowskich, a jego mama była śpiewaczką i pozostawiła po sobie tak cenną spuściznę, którą odkryli członkowie Tołhaje.

To właśnie postaci Julii Warholi i śpiewanym przez nią utworom swój czwarty w karierze album poświęcił zespół Tołhaje , który nieustannie od wiosny 2000 r. przybliża folkową muzykę z rejonu, z którego pochodzi. W swej twórczości formacja czerpie inspiracje m.in. z tradycji Bojków i Łemków - grup etnicznych zamieszkujących Bieszczady przed 1947 r. oraz z kultury muzycznej terenów Polski południowo-wschodniej (Lubelszczyzna). Kapela powstała z inicjatywy Damiana Kurasza i Janusza Demkowicza. Po krótkim czasie dołączyli do nich inni muzycy pochodzący z terenów Podkarpacia: Tomasz Duda, Jakub Mietła, Robert Krok, Łukasz Moskal, Piotr Rychlec i Marysia Jurczyszyn, której piękny, ludowy śpiew oddaje całą tę tęsknotę i Julii, i Łemków w ogóle, za swoją utraconą ojczyzną, zachwianą tożsamością czy po prostu bliskimi ludźmi. Taka sama wrażliwość, swoiste porozumienie dusz obu dam sprawiło, że ten krążek tak ściśle spaja się z tą tradycją, pomimo niekoniecznie typowo folkowej muzyki.

Album otwiera szesnastosekundowe archiwalne nagranie głosu Julii Warholi. Tym samym to, co zostało ocalone od zapomnienia, przybrało nową, trochę nawet zaskakującą formę. Wszystko dlatego, ponieważ warstwa muzyczna ociera się o alternatywny pop, elektronikę czy psychodeliczny rock. Brzmienie jest bardzo skondensowane, znakomity przykład stanowi numer „Dala ty nia, moja maty”. Dużo jest tutaj świetnie zaaranżowanych partii gitary elektrycznej, co dodaje nowoczesnego i zadziornego charakteru tym naprawdę wiekowym kompozycjom, jak chociażby radosna solówka na elektryku w „Oj pognala baba dida”. Oczywiście pojawiają się też cymbały czy lira korbowa stanowiące akcenty etno na tym krążku, ale pełnią raczej funkcję uzupełniającą. Na płycie znalazła się także piosenka zespołu Velvet Underground „All Tommorow's Parties” z płyty The Velvet Underground&Nico. Jest to album, na który duży wpływ miał Andy Warhol - był jego pomysłodawcą i producentem. Wydaje się, że to nie jedyny ukłon w stronę tego artysty. Tak, jak folkowa strona to hołd oddany jego matce, tak nowoczesne aranżacje nawiązują do sceny nowojorskiego podziemia.

Tracklista:
1. Julia – intro
2. Sydyt mlada za stoliczkom
3. Oj pid lisom zelenenkym
4. Oj pognala baba dida
5. All Tomorrow's Parties
6. Ty diwczyno moloda
7. Czerwena róża trojaka
8. Dala ty nia, moja maty
9. Pod dubynoju, pod zelenoju

Komentarze: