Nasza recenzja

Palo Santo

Years & Years przebojem wdarł się na grupy najbardziej rozpoznawalnych zespołów grających szeroko rozumianą muzykę elektroniczną. Po udanym debiucie wydawniczym w postaci „Communion”, fani zmuszeni byli oczekiwać trzy lata na kolejne utwory brytyjskich muzyków. W tym czasie zespół zagrał wiele energicznych koncertów w różnych zakątkach świata, czym przysporzył sobie dodatkowe rzesze wiernych fanów. Poprzeczka postawiona za sprawą debiutu sprzed trzech lat powoduje, że z wielkim zaciekawieniem należało oczekiwać efektów pracy nad drugi krążkiem. Czy muzycy poradzili sobie z tą sytuacją i udźwignęli ciężar presji i oczekiwań?

Wydawnictwo rozpoczyna się ambitnym, pachnącym alternatywą popem, z licznymi i całkiem przyjemnymi chórkami w refrenie („Sanctify”). Tematyka już od pierwszego utworu w zdecydowanej większości nawiązuje do tego co mogliśmy usłyszeć na „Communion” – pierwszoplanowe miejsce otrzymują kwestie związane z tolerancją („I'm a man like you, I breathe, The richness of the dancers dance”), religią („Kneeling at your temple, love was accidental”), i kontaktami międzyludzkimi, z szczególnym uwzględnieniem miłości i namiętności („And I'm giving in to your fever touch, Let it all begin when the fire starts”). Muzycy doskonale wiedzą kiedy należy wydać płytę, gdyż zaprezentowane utwory idealnie nadają się na letnie, całonocne imprezy – taką kompozycją jest bez wątpienia dosyć banalny, lecz wpadający w ucho, radosny i podniosły „All For You”, niezwykle taneczny i nasycony wszechobecnymi syntezatorami „Rendezvous”, czy równie porywający „Preacher” w którym największą uwagę zwraca charakterystyczny i melodyjny bit.

Mam spore zastrzeżenia co do kompozycji „If You’re Over Me”, która uderza swoją kompletnie przesłodzoną linią melodyczną, a cukierkowy nastrój wywierany przez monotonne klawisze po kilku minutach nuży i nie zachęca do ponownego odtworzenia. I na koniec warto jeszcze wspomnieć o dwóch utworach najbardziej odróżniających się od reszty. Mam tutaj na myśli balladę „Hypnotised” w której głos Olly'ego Alexandra brzmi niezwykle czarująco, a wyjątkowy nastrój podsycają subtelne klawisze i rozpływające się syntezatory. Drugim z wspomnianych utworów jest kończący wydawnictwo „Here” – emocjonalne wykonanie i tajemniczy, skryty nastrój powodują prawdziwe ciarki na plecach, wielka szkoda,  że ta ostatnia podróż kończy się już po niespełna 90 sekundach.

„Palo Santo” należy uznać za odważne i dojrzałe wydawnictwo w którym nie brakuje czarujących momentów – choć nierozsądnym byłoby porównywanie krążka do debiutanckiego „Communion”, to muzycy bez dwóch zdań nie mają się czego wstydzić i mogą z podniesioną głową myśleć o przyszłości.

Lista utworów
1. Sanctify
2. Hallelujah
3. All For You
4. Karma
5. Hypnotised
6. Rendezvous
7. If You’re Over Me
8. Preacher
9. Lucky Escape
10. Palo Santo
11. Here (Interlude)

Komentarze: