Nasza recenzja

Sny moje

Zespół Lorien powstał dokładnie w połowie lat 90. XX wieku. Pierwsze lata działalności należy uznać za bardzo udane dla muzyków tworzących skład kapeli. Spora ilość koncertów i festiwali, a także rosnąca publika spowodowała, że w 1998 roku na rynku pojawił się pierwszy album studyjny „Lothlorien”, a po czterech latach przerwy kolejny krążek „Czarny kwiat lotosu”. W 2005 roku zespół zawiesił działalność, by po ośmiu latach wrócić na polską scenę muzyczną. Tegoroczne wydawnictwo na które fani zespołu czekali od ponad szesnastu lat, prezentuje się jako zdecydowanie dojrzalsze, bardziej przemyślane i spójne, niż dotychczasowe albumy Lorien. „Sny moje” rozpoczynają się nastrojowym, anglojęzycznym utworem „I don’t”.

Spokojna kompozycja, płynąca niczym nieskrępowany statek na opustoszałych, rozległych wodach Pacyfiku jest doskonałym wstępem przed kolejnymi, równie barwnymi propozycjami Lorien. Już w kolejnym utworze zatytułowanym „Mów do mnie” usłyszymy mocniejsze kopnięcie z strony warszawskich muzyków. Po przesłuchaniu całego albumu, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jedną z najważniejszych zalet tego wydawnictwa jest genialne stopniowanie emocji i doznań. Najlepszym tego przykładem jest drugi anglojęzyczny numer „Faith-Healer”, a także „Nieważne”. Oba utwory od pierwszej do ostatniej sekundy trzymają słuchacza w swoistym napięciu, podsycając jednocześnie nastrój tajemniczości, grozy i zaniepokojenia. W zupełnej opozycji stoją zdecydowanie ostrzejsze kompozycje pokroju „45”, czy „Stop wojnie”. Odważne riffy, słyszalny bunt i silnie rockowa atmosfera bez dwóch zdań mogą się podobać i powodować, że będziemy chcieli do nich wracać. A przecież to jest najważniejsze w działalności każdego zespołu muzycznego! Tegoroczny album Lorien mimo spójności o której pisałem na wstępie swojego wywodu, charakteryzuje się częstymi odskoczniami w odmienne gatunki. Ku mojemu zdziwieniu muzykom udało się jednak połączyć te dźwięki w jedną spójną historię, której słucha się z dużym zaciekawieniem. Z pewnością duża w tym zasługa wokalistki, Ingi Habiba, która potrafi się odnajdywać w odmiennych stylistykach, raz przywdziewając gotyckie szaty, innym razem prezentując swoje ostre, rockowe pazury, a jeszcze w innych numerach potrafiąc zaśpiewać melodyjnie i stosunkowo subtelnie. Bardzo przyjemnie brzmi także rozpoczynający się w wręcz folkowy sposób utwór „Miasto tonie”, najbardziej melodyjny, przebojowy „Ciało na pół” i będący świetnym połączeniem zarówno ostrej, jak i spokojnej strony Lorien, tytułowy numer „Sny moje”, w którym dodatkowo wyjątkowy nastrój podsycają dźwięki liry korbowej.

Czy warto było czekać tak wiele lat na nowe wydawnictwo zespołu Lorien? Bez wątpienia tak! Zespół wraca do swojej działalności w zupełnie nowej, muzycznej rzeczywistości. Ale nie zmienia to faktu, że mimo mniejszej grupy docelowej do której ma trafić ten krążek, znajdzie on swoich wiernych fanów. Bardzo ciekawym i bogatym w doznania elementem tej układanki, powinny być także koncerty zespołu. Dojrzałość i doświadczenie to dwie cechy, które kształtują ten album i powodują, że należy go uznać za udane, niezwykle profejsonalne wydawnictwo.

Lista utworów
1. I don't
2. Mów do mnie
3. Miasto tonie
4. Porzucone
5. Faith-Healer
6. Ciało na pół
7. Nieważne
8. 45
9. Sny moje
10. Stop wojnie

Komentarze: