Nasza recenzja

Flow State

Ta płyta to jeden z najlepszych debiutów ostatnich lat. Tash Sultana – królowa. Artystka napisała, zaaranżowała, wykonała i wyprodukowała wszystkie utwory znajdujące się na tym krążku. Zagrała na każdym z piętnastu instrumentów, które można w nich usłyszeć, w tym na saksofonie, syrindze, fortepianie oraz gitarze. Flow State to ponad godzinna epopeja dostarczająca tak wielu wspaniałych bodźców słuchowych.

Podobno  przygoda z muzyką Tash Sultany rozpoczęła się w wieku 3 lat, kiedy dziadek podarował jej gitarę, jednak była to wyboista droga. Artystka grała w małych klubach podczas open miców, a nawet na ulicy dla zarobku. Zauważono ją dopiero, gdy zaczęła wrzucać swoje kawałki na kanał na Youtube. Australijkę należy chwalić nie tylko za ten niezwykły dar, jakim została obdarzona, ale przede wszystkim właśnie za wytrwałość. Niezrażona wcześniejszymi niepowodzeniami, odważnie szła po swoje i w końcu to osiągnęła, a trzeba przyznać, że w pełni  zasłużyła na uznanie, bo liczby mówią same za siebie, a milion fanów w mediach społecznościowych nie może się mylić.

Pamiętam, pod jak wielkim wrażeniem byłam, gdy obejrzałam swego czasu „Murder to the Mind” w wersji koncertowej na Youtubie, gdzie Tash Sultana robiła dosłownie wszystko. Inne zespoły potrzebują do tego całego sztabu ludzi, a ona nie dość, że beatboxowała, grała na perkusji elektrycznej, gitarze elektrycznej i trąbce, zapętlała to wszystko, ogarniała inne elektroniczne efekty i jeszcze do tego śpiewała. A głos ma niesamowity, zmysłowy, z charakterystyczną chrypą. Kobieta-orkiestra. Trudno spotkać drugiego tak wszechstronnego muzyka, który te elementy układanki perfekcyjnie łączy, w dodatku ma niepowtarzalny styl i dostarcza nieziemskich doznań. Australijka to twórczyni kompletna, z wizją, wyznaczająca kierunek, w jakim będzie się rozwijała współczesna muzyka.

Flow State jest albumem, na którym czasami jest funkowo, niekiedy bardziej soulowo, a momentami ostre gitary dodają rockowego pazura. Jeśli chodzi o momenty, które najbardziej utkwiły mi  w pamięci, to na pewno gitarowa wirtuozeria w „Blackbird”, doskonałe instrumentalne outro „Big Smoke” i cała ekspresyjność „Pink Moon”. Słowo flow, które pojawia się w tytule tego albumu, wydaje się dla niego pierwszoplanowe i najbardziej oddające jego dominantę. Tash Sultana przejawia niewiarygodną wręcz lekkość w tworzeniu i graniu muzyki. Tutaj dźwięki i emocje płyną razem tak naturalnym nurtem, jak rzeki. Uczucia pojawiające się przy słuchaniu tego krążka można porównać do  wprowadzenia w stan nieważkości. To jak odpłynięcie w kosmos, poczucie przestrzeni i totalny relaks. Skoro Tash Sultana jako swój pierwszy album długogrający podarowała nam prawdziwy rarytas, aż strach pomyśleć, co będzie dalej.

Tracklista:
1. Seed (Intro)
2. Big Smoke
3. Cigarettes
4. Murder to the Mind – Album Mix
5. Seven
6. Salvation
7. Pink Moon
8. Mellow Marmalade
9. Harvest Love
10. Mystik – Album Mix
11. Free Mind
12. Blackbird
13. Outro

Komentarze: