Nasza recenzja

The Blue Hour

Piękno wymieszane ze smutkiem, ogromnymi pokładami smutku, to znaki rozpoznawcze nowego albumu zespołu Suede. Brett Anderson i spółka udowadniają, że wciąż im się chce i nadal mają całkiem niezłe pomysły na tworzenie muzyki.

The Blue Hour to ósmy album długogrający w dorobku brytyjskiej kapeli Suede. Powstał on w studiu Assault & Battery w Londynie przy współpracy z producentem Alanem Moulderem, zastępującym na tym stanowisku Eda Bullera, z którym muzycy nagrali poprzednie dwie płyty wydane po przerwie w działalności kapeli. Jednak zmiana ta nie wpłynęła znacząco na brzmienie grupy. To wciąż stare dobre Suede, ostoja brytyjskiego grania wobec nieobecności na rynku Oasis czy Blur. Panowie nie stoją w miejscu, rozwijają się, ale w obrębie strefy, w której wciąż czują się najlepiej, niekiedy tylko gitarowe podstawy kompozycyjne urozmaicają partiami smyczkowymi zarejestrowanymi w praskiej filharmonii, a czasami lekkimi syntezatorami.

Słuchając The Blue Hour pierwszą myślą, jaka przyszła mi do głowy było to, że to bardzo smutna płyta. W końcu tytuł zobowiązuje. Krążek rozpoczyna się wywołującym dreszcze intro w kawałku „As One”; dalej możemy usłyszeć pełen strachu i bólu monolog pod koniec „Wastelands”; później niepokojący, zgrzytliwy, przypominający monolog kaznodziei numer „Roadkills”; czy dopełniającą mrocznego obrazu, trzydziestosekundową relację dźwiękową z rozmowy dziecka z ojcem, który zakopuje nieżywego ptaka… Ten jesienno-halloweenowo-pogrzebowy klimat przełamany został kawałkiem „Cold Hands”, przypominającym wcześniejsze, mniej poważne, dokonania zespołu.

Brytyjczycy na przestrzeni lat zdążyli odnieść sukces, zachłysnąć się nim, wyszaleć, później odejść, aby spokornieć, aż w końcu dojrzeć, powrócić i teraz tworzyć w pełni świadomie, sięgając do źródeł brit popu, ale wciąż próbując odświeżać sprawdzone formuły. Należą im się słowa uznania za to, że po latach potrafili się zebrać i nagrywać dobre płyty. W The Blue Hour nadmiar patosu i podniosłego tonu momentami może przytłaczać, ale to nadal są miłe dla ucha piosenki.

Tracklista:
1. As One
2. Wastelands
3. Mistress
4. Beyond The Outskirts
5. Chalk Circles
6. Cold Hands
7. Life Is Golden
8. Roadkill
9. Tides
10. Don’t Be Afraid If Nobody Loves You
11. Dead Bird
12. All The Wild Places
13. The Invisibles
14. Flytipping

Komentarze: