Nasza recenzja

Merge Conflict

Warszawski Merge Conflict to kapela lubiąca sięgać do korzeni i tradycji mocnego, gitarowego grania. Udowodniła to już epką wydaną w 2017 roku. Tak jest i tym razem. Na najnowszym wydawnictwie zatytułowanym po prostu „Merge Conflict” jest mocno, gitarowo, miejscami surowo, ale co najważniejsze, jest energetycznie.

Ale po kolei. Na płycie otrzymujemy sześć spójnych stylistycznie, anglojęzycznych kompozycji. Na pierwszy strzał wybrzmiewa hałaśliwy, grungowy "Shine". Kawałkowi temu bardzo blisko to typowych amerykańskich grungowych produkcji. Charakterystyczny krzykliwy wokal w połączeniu z surowym riffem gitar tworzy tu doskonale zbalansowany muzyczny obraz z którego, aż kipi energia.

Potem jest trochę spokojniej, a to za sprawą subtelnego, ale dalej gitarowego "Taken Out". Tutaj już otrzymujemy dźwięki bardziej wyważone, gitary są selektywne, a wokal, wydobywający się z gardła Michała Półbeczko, stonowany i łagodniejszy niż w openerze. "Taste Of God" to powrót do surowych riffów i muzyki spod znaku Seatlle. Wydawać by się mogło, że formacja zafundowała słuchaczowi huśtawkę energetyczną. Kolejny kawałek zatytułowany "The Void" kolejny raz studzi emocje po mocnym rockerze. Niemniej jednak dalej jest to mieszanka grungu i hard rocka, ale tutaj dla odmiany w westernowym klimacie.

Muzycy z Merge Conflict może nie stworzyli nowego muzycznego gatunku, być może nie wypracowali też własnego, indywidualnego stylu. Za to zręcznie połączyli swoje muzyczne inspiracje w jedną spójną, przyjemną dla ucha całość. Całość, która doskonale oddaje to co chłopakom gra w sercach. Całość, która jest szczera i autentyczna co słychać od pierwszej do ostatniej nuty.

Spis utworów:
1.Shine
2.Taken Out
3.Taste Of God
4.The Void
5.Save Yourself
6.Vasana

Komentarze: