Nasza recenzja

Droga

Niewiele jest w Polsce równie muzykalnych rodzin, jak Grzegorz i Patrycja Markowscy. Ojciec, Grzegorz, lider Perfectu, obecny jest w muzyce od wczesnych lat 80-tych i dorobił się już statusu legendy polskiego rocka. Córka, Patrycja, na scenie pojawiła się u progu obecnego stulecia. Z początku postrzegano ją jako kolejne „dziecko sławnych rodziców”, które próbuje zrobić karierę na samym nazwisku – szybko udowodniła jednak, że w przeciwieństwie do wielu podobnych przypadków nie brakuje jej talentu i pomysłu na siebie.

Praktycznie od dnia, gdy w sklepach pojawił się pierwszy album Patrycji, „Będę silna”, niczym bumerang powracało pytanie o to, kiedy nagra płytę razem z ojcem. Wspólny krążek obojga Markowskich zdawał się być czymś naturalnym, co prędzej czy później musi nadejść. Chyba nikt nie spodziewał się jednak, że czekać przyjdzie nam na niego niemal dwie dekady od debiutu Patrycji – tym bardziej, że nagrywane przez nią z Tatą pojedyncze piosenki („Nie zatrzyma nikt” i „Z Tobą” z repertuaru Patrycji, czy „Trzeba żyć”, która znalazła się na albumie „XXX” Perfectu) pokazały, że w duecie Markowskich naprawdę tkwi olbrzymi potencjał. Wreszcie pod koniec 2018 roku nadszedł długo wyczekiwany moment – legendarny rockman i jego córka weszli razem do studia by nagrać płytę, której nadali tytuł „Droga”.

W nagraniu tego krążka wsparło Markowskich kilkoro znakomitych muzyków – między innymi Wojciech Waglewski z Voo Voo, Piotr „Rubens” Rubik z zespołu LemON, Maciej Wasio (były lider zespołu OCN), Filip Siejka (do niedawna członek formacji Papa D) i przede wszystkim Dariusz Kozakiewicz, na co dzień gitarzysta Perfectu, który objął zaszczytną funkcję dyrektora artystycznego całego projektu. Z tej mieszanki nietuzinkowych spojrzeń na muzykę powstał wyjątkowy materiał, stanowiący unikatowe połączenie dźwięków znanych z płyt Perfectu i Patrycji oraz brzmieniowych eksperymentów, jakich mało kto by się po Markowskich spodziewał.

Już na początku „Drogi” czeka nas mocne uderzenie – pierwszym przystankiem jest singlowy utwór „Na szczycie” – dynamiczny, gitarowy kawałek podszyty blues-rockową energią, którego Markowskim pozazdrościć mogliby nawet Joe Bonamassa, Richie Sambora czy The Black Keys. W piosence pojawia się gościnnie chór Sound'n'Grace – i trzeba przyznać, że jego obecność pomaga zbudować tu naprawdę fajną atmosferę, wzmacniając siłę przekazu w refrenach. W podobnym klimacie utrzymany jest następny utwór, „Aż po horyzont”, w którym mocna perkusja i charakterystyczny riff nadają rytm wokalnemu duetowi ojca i córki.

Tempo zwalnia na chwilę wraz z trzecią na liście piosenką – o tyle istotną, że to od niej wzięła swój tytuł cała płyta. „Droga” to refleksyjny, nastrojowy kawałek, w którym ojciec i córka prowadzą muzyczny dialog przy akompaniamencie gitary. Warto wsłuchać się w tekst tej piosenki – jest naprawdę poruszający!

Zaraz potem wracamy na szybsze tory. Najpierw wjeżdża „Pan pożarów i Pani burz” – pełen energii, skoczny utwór, przez który płyniemy wraz z pulsującą życiem gitarą Darka Kozakiewicza. Wyczyny gitarzysty Perfectu w tym kawałku ewidentnie zachwyciły nawet samą Patrycję – czemu nie omieszkała głośno dać wyraz pod koniec nagrania. Warto zwrócić też uwagę na organy Hammonda (za nie z kolei odpowiedzialny jest Filip Siejka), których obecność nadała tej piosence interesującego, rhythm’n’bluesowego charakteru w stylu wczesnych Stonesów. Jeśli ten utwór wprowadził Was w dobry nastrój (a nie wierzę, że mogło być inaczej!) to słuchając kolejnego będziecie uśmiechać się jeszcze szerzej: „Nocy na złość” to rozhulany, zadziorny numer, przy którym nie sposób nie tupać nogą do rytmu.

Szósty w kolejce jest tajemniczy „Kontrablues” – pierwszy z dwóch obecnych na tym krążku solowych numerów Grzegorza (Patrycja pojawia się tu jedynie w chórkach). Doświadczonemu wokaliście towarzyszą tu tak nietypowe instrumenty, jak kontrabas i puzon. Nadają one temu utworowi niespotykany klimat – można odnieść wrażenie, jakby Grzegorz w pustym barze (takim w przedwojennym stylu!) w oparach dymu i nad niemal pustą szklaneczką whisky opowiadał nam o przemijaniu i związanym z nim strachu. Ten utwór niby jest bardzo spokojnie zaśpiewany – a jednak aż huczy od emocji! Ból, lęk, niepewność… jakże wyraźnie te wszystkie odczucia ukazał Grzegorz podczas tego nieco ponad trzyminutowego intymnego spotkania ze słuchaczami!

Równie pozytywnych odczuć nie pozostawia po sobie, niestety, następny kawałek, „Z daleka sobie patrzę”. Jeżeli jakiś utwór na tej płycie miałbym określić mianem zapchajdziury – to jest to właśnie ten, który dziwnym trafem zajmuje centralne miejsce w trackliście. Czegoś w nim po prostu brakuje – może jeszcze jednej soczystej solówki Darka Kozakiewicza w rodzaju tych, jakie serwował nam w poprzednich kawałkach?

Na szczęście, kolejne dwie piosenki wynagradzają nam tę małą wpadkę. W ósmym na liście „Echem zostawimy ślad” spotykają się brzmienia charakterystyczne dla bluesa i country – jest bardzo amerykańsko (wręcz teksańsko!) i po prostu… charakternie, w czym niewątpliwa zasługa fajnie hulających w tym kawałku, lekko zgrzytliwych gitar. Innego typu piosenką jest dziewiąte z kolei „Lustro” – drugi singiel z „Drogi”. To właśnie ten kawałek zdaje się być najważniejszym punktem tej płyty, wręcz jej kwintesencją – opowiada bowiem o relacji między rodzicem a jego dzieckiem, o tym, jak jedno z nich dostrzega w drugim siebie samego. Co ciekawe, choć słowa tego utworu zdają się być bardzo osobiste, to jednak nie zostały napisane przez żadne z Markowskich, lecz przez Ryszarda Kunce. Trzeba przyznać – tekst wyszedł mu fantastycznie, zupełnie tak, jakby czytał w duszach Grzegorza i Patrycji. Da się zresztą wyczuć, że słowa przypadły do gustu obojgu Markowskim – z takim uczuciem tu zaśpiewali! Dodajmy do tego cudowną aranżację, w której prym wiodą fortepian i skrzypce – i mamy murowany hit. Naprawdę, będę zdziwiony, jeśli ta piosenka nie wdrapie się na szczyty list przebojów!

Po „Lustrze” przychodzi czas na pierwszą piosenkę, w której słyszymy tylko Patrycję – wzruszającą balladę o gasnącej miłości, zatytułowaną „Coraz mniej”. Tematycznie ten kawałek nie do końca wpisuje się w atmosferę „Drogi” – co jest tym mocniej odczuwalne, że w trackliście znalazł się zaraz za utworem utrzymanym w zupełnie innym klimacie. Chyba lepiej by było, gdyby został umieszczony zaraz za „Kontrabluesem” – jako swoista odpowiedź na wyrażone w tym utworze rozterki wystraszonego przemijaniem starszego mężczyzny, pokazująca, że podobne problemy targają także przedstawicielami młodszego pokolenia. W takim zestawieniu walory „Coraz mniej” byłyby znacznie bardziej wyeksponowane – oszczędna warstwa instrumentalna stanowi tu tylko tło dla Patrycji, która śpiewając w nietypowej dla siebie tonacji brzmi nawet bardziej hipnotyzująco, niż zwykle.

Żwawiej robi się znów wraz z jedenastym kawałkiem, zatytułowanym „Déjà vu”. Chwytliwa, pulsująca melodia towarzyszy tekstowi, który w dość zawoalowany sposób odnosi się do aktualnej sytuacji społeczno-politycznej w Polsce. Jak przyznał sam Grzegorz podczas spotkania towarzyszącego przedpremierowemu odsłuchowi „Drogi”, nie spodziewał się, że po upadku PRLu przyjdzie mu jeszcze śpiewać pieśni protestu – a jednak do tego doszło. Wyszło całkiem interesująco – choć mam wrażenie, że o ile tekst jest równie dobry, jak w przypadku podobnych kawałków, których nie brakuje na pierwszych płytach Perfectu, to aż prosiłoby się, by w warstwie muzyczno-wokalnej było nieco więcej werwy i zadziorności. Takiej choćby, jaka obecna jest w kolejnym utworze, „Napój złotawy”. To kolejna po „Kontrabluesie” piosenka, w której słyszymy tylko Grzegorza – podobnie zresztą, jak tamta, także i „Napój złotawy”, czyniąc zadość swemu tytułowi, wpisuje się w obraz bluesowego jammowania przy szklaneczce czegoś rozgrzewającego.

Na końcu „Drogi” czeka nas natomiast jeszcze jeden kawałek, w którym prym wiedzie Patrycja – Grzegorz pojawia się w nim tylko po to, by zanucić tytułowy wers „Zawsze będę tu”. Ten utwór, poruszający wątki nieuchronności kresu życia i trwania w pamięci bliskich, stanowi idealne zamknięcie płyty – przepiękna, akustyczna aranżacja podszyta nieco zabrudzonymi, przesterowanymi gitarami przywodzi na myśl obraz wieczoru spędzanego gdzieś na amerykańskiej prerii, wśród plemienia Indian, przy głośno trzaskającym ognisku, nad którym krążą duchy przodków. Magia!

Jak wspomniałem na początku tej recenzji, powstanie tego albumu było w zasadzie przesądzone od niemal dwudziestu lat – w zasadzie od momentu, gdy Patrycja Markowska zdecydowała się pójść w ślady ojca i na poważnie zająć się tworzeniem muzyki. W ciągu tych bez mała dwóch dekad wokół tego krążka narosło tyle oczekiwań (ze strony zarówno fanów, krytyków, jak i samych Markowskich), że siłą rzeczy Grzegorzowi i Patrycji nie wszystkie mogło udać się spełnić. Jest na „Drodze” kilka potknięć i niedociągnięć – w paru momentach aż prosiłoby się o więcej odwagi, niepokorności czy wręcz buntu, jak choćby w kawałku „Déjà vu”, który mógłby brzmieć nieco bardziej zawadiacko. Jednocześnie znajdziemy tu jednak sporo kapitalnych momentów – ten krążek naprawdę daje się lubić i od czasu premiery nieustannie gości w moim odtwarzaczu, na zmianę choćby z płytami Perfectu! Aż smutno w tym kontekście słuchać słów Grzegorza, który podczas kolejnych spotkań i wywiadów uporczywie powtarza, że „Droga” najprawdopodobniej będzie ostatnią płytą w jego życiu. Ja wiem, że „trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym” i „wszystko ma swój czas” – ale… Grzegorzu, to jeszcze nie ten moment!

Patrycja Markowska & Grzegorz Markowski – „Droga”
Premiera: 25 stycznia 2019
Wydawca: Wydawnictwo Agora

Tracklista:
1. Na szczycie
2. Aż po horyzont
3. Droga
4. Pan pożarów i Pani burz
5. Nocy na złość
6. Kontrablues
7. Z daleka sobie patrzę
8. Echem zostawimy ślad
9. Lustro
10. Coraz mniej
11. Déjà vu
12. Napój złotawy
13. Zawsze będę tu

Komentarze: