Nasza recenzja

Wykute w deszczu

Warszawski zespół Rainy Day powstał w październiku 2017 roku, a sama nazwa kapeli nie jest przypadkowa, gdyż muzycy tworzą utwory będące konsekwencją panującej w Polsce, zmiennej, często deszczowej pogody. Po dokładnie roku od powstania zespołu przyszła pora na debiutanckie wydawnictwo, notabene także powiązane z deszczem i zatytułowane „Wykute w deszczu”.

Przyznam, że po przeczytaniu wzmianek o zespole i przed przesłuchaniem albumu, miałem spore nadzieje co do wydawniczego debiutu – niestety rzeczywistość okazała się bardziej brutalna, a tytułowy deszcz powoduje nie do końca miłe doznania. Rainy Day tworzy lekkie, pop rockowe utwory, jednak nie brakuje także mocniejszych, odważniejszych elementów, które są najbardziej barwnym elementem albumu. Niewątpliwie sporym problem jest stosunkowo mało elastyczny i mało wszechstronny głos wokalisty, Wojciecha Kubickiego – braki wokalne słyszalne są przede wszystkim w szybszych i bardziej energicznych utworach, w których głos wydaje się być mało naturalny i momentami wręcz drętwy. Kompletnie nie rozumiem najbardziej popowych kompozycji umieszczonych na krążku –  utworu „Facebóg” i negatywnie przerażającego „Erotomana”.

Proszę wybaczyć, ale od doświadczonych, świadomych muzyków należy wymagać zdecydowanie więcej niż popowej, przewidywalnej melodii i refrenu „O, o o, o”. Sam zamysł albumu i jego konwencja wydaje się być jak najbardziej prawidłowa i ciekawa, jednak można odnieść wrażenie, że kilka z zaprezentowanych utworów można by było najzwyczajnie na świecie usunąć, nie szkodząc  tym samym w odbiorze pozostałych. A inne utwory brzmią zdecydowanie lepiej. Krążek rozpoczyna się deszczową kompozycją „Listopadowy dzień”, która od samego początku trzyma słuchacza w napięciu i dozuje swój tajemniczy i nostalgiczny nastrój. Z każdą sekundą muzycy przyśpieszają, aż do momentu w którym usłyszymy energiczną, bardzo przyjemną solówkę gitarową. Nie mam wątpliwości, że „Listopadowy dzień” jest idealnym wyznacznikiem tego, w jakim kierunku powinien podążać warszawski zespół. Całkiem przyjemnie brzmią także pop rockowe, bardzo przebojowe „Nie zakopuj” i „Nie będę płakał”, które potrafią skutecznie rozruszać słuchacza i wciągnąć do wspólnego śpiewania refrenu. Pozytywne wrażenie tworzą również balladowe kompozycje – melancholijny, bardzo emocjonalny i nastrojowy „POM”, a także przybierający formę niemalże modlitwy utwór „Ojcze”.

Rainy Day debiutuje w sposób, który niezwykle trudno opisać w jednoznaczny sposób. Wpadki w postaci takich utworów, jak choćby „Erotoman”, są przysłaniane przyjemnymi pop rockowymi kompozycjami i dwiema bardzo wyraźnymi balladami. Nie mam wątpliwości, że zespół ma w sobie ogromny potencjał, który przy odpowiednim podejściu i pod wpływem ciężkiej pracy, może w każdej chwili eksplodować.

Lista utworów
1. Listopadowy dzień
2. Nie zakopuj
3. Nie będę płakał
4. Niepewny
5. Facebóg
6. POM
7. Erotoman
8. Gorzko słodki
9. Manufaktura
10. Stygmaty
11. Ojcze

Komentarze: