Nasza recenzja

Without Looking Back

Legenda polskiej sceny metalowej, prekursor rodzimego heavy i thrash metalu – zespołu Kat nie trzeba nikomu przedstawiać, gdyż to marka sama w sobie. Muzyka Kata od samego początku jego istnienia oparta była na charakterystycznych gitarowych solówkach Piotra Luczyka, energicznych uderzeniach perkusyjnych Ireneusza Lotha i oczywiście nihilistycznych tekstach wyśpiewywanych w charyzmatyczny i przenikający słuchacza sposób przez Romana Kostrzewskiego.

Niestety w 2004 roku, drogi wspomnianych muzyków ostatecznie rozeszły się i nic nie wskazuje na to by jeszcze kiedykolwiek miało ich coś połączyć. Na rynku istnieją od blisko 15 lat istnieją dwa Katy – jeden Piotra Luczyka, a drugi sygnowany nazwiskiem Romana Kostrzewskiego (od 2004 do marca 2019 roku członkiem zespołu był także Ireneusz Loth). O ile Kat Kostrzewskiego radzi sobie bardzo dobrze, a jego kolejne wydawnictwa zbierają bardzo dobre opinie krytyków i fanów, to Piotr Luczyk w tym roku wydał z Katem pierwszy od 14 lat album studyjny. W zapowiedziach „Without Looking Back” mogliśmy przeczytać, że krążek jest z jednej strony świeżym spojrzeniem na metalową scenę, a z drugiej zachowuje także klasyczne brzmienie zespołu. Niestety po przesłuchaniu albumu jestem zmuszony stwierdzić, że zapowiedź ma bardzo mało wspólnego z rzeczywistością. Tegoroczne wydawnictwo w żaden sposób nie nawiązuje do muzyki prezentowanej przez zespół przed ponad trzydziestoma laty. „Without Looking Back” to typowy album hard and heavy, z dobrą, profesjonalną produkcja i bardzo przeciętnymi utworami. Gdyby tylko nowa stylistyka zaproponowana przez Piotra Luczyka swoją jakością i oryginalnością znajdowała się o kilka poziomów wyżej, nie miałbym nic przeciwko takiemu obrotowi spraw – w końcu muzyk na przestrzeni swojej kariery musi także poszukiwać nowych doznań i nowych inspiracji. Niestety tegoroczny krążek wypada jednak blado – zawiodą się również Ci którzy liczyli na kolejne świetne solówki Piotra Luczyka, gdyż nie ma ich tu zbyt wiele, jednak trzeba przyznać, że te które się pojawiają, są najmocniejszym elementem tego albumu.

Tak jest choćby w przypadku utworów „Medieval Fire” i „Wild”, gdzie wyraziste riffy tchną w nas trochę nadzieji co do dalszej części wydawnictwa.  Mam wrażenie, że zupełnie inaczej spojrzałbym na ten album gdyby był sygnowany inną nazwą niż Kat – nazwa z taką renomą i historią zobowiązuje do czegoś wielkiego i nie ma tutaj miejsca na ustępstwa i kompromisy. Cały krążek jest bardzo melodyjny, brak w nim charakterystycznej dla Kata zadziorności. Bardzo przeciętnie wypada nowy wokalista grupy – Jakub Weigel, który dwoi się i troi by pokazać pełnię swoich umiejętności, jednak nie do końca udaje się uzyskać dobry efekt końcowy. Słyszalne jest duże doświadczenie sceniczne wokalisty, jednak mam problem z skomentowaniem naturalności i swobody, gdyż wyśpiewywane teksty brzmią dosyć sztampowo i drętwo.  Wśród kompozycji usłyszymy dosyć przewidywalną balladę „The Promised Land”, jednak większość utrzymana została w stylu melodyjnego heavy metalu przypominającego Scorpionsów („The Race for Life”), czy słabsze wykonania Deep Purple („Let There Be Fire”, „More”).

Z całym ogromnym szacunkiem do Piotra Luczyka, którego stawiam w gronie jednych z najlepszych polskich gitarzystów metalowych, album „Without Looking Back” nie prezentuje choćby w części jego gitarowej wirtuozerii i umiejętności kompozytorskich. Krążek można przesłuchać, ale bez większych emocji i doznań.

Lista utworów
1. Black Night In My Chair
2. Poker
3. Medieval Fire
4. The Race For Life
5. Flying Fire
6. Wild
7. Walls Of Whispers
8. Let There Be Fire
9. More
10. The Promised Land

Komentarze: