Nasza recenzja

Droga ku zachodowi

Na co dzień profesor doktor habilitowany nauk medycznych, specjalizujący się w pulmonologii i biologii molekularnej. Ale oczywiście to nie wszystko, bo od lat 70. ubiegłego stulecia Robert Mróz brał udział w wielu projektach muzycznych, by w końcu w 2013 roku zająć się tworzeniem własnych kompozycji i tekstów. W ten oto sposób, 29 września tego roku premierę miał debiutancki album solowy Roberta Mroza zatytułowany „Droga ku zachodowi”. Jeszcze przed uruchomieniem krążka moje nadzieje co do jego zawartości wywindowały bardzo wysoko – dlaczego? Odpowiedź jest prosta, najlepsze wydawnictwa powstają z wielkiej pasji i miłości do muzyki, a tej absolutnie nie można odmówić Robertowi Mrozowi.

Artysta na swoim debiutanckim albumie został wsparty poetyckimi tekstami Jana Kondraka, a także wyjątkowymi aranżacjami Marcina Partyki w wykonaniu Orkiestry Filharmonii Kaliskiej. Krążek w zdecydowanej większości opowiada o róznych blaskach miłości, o tym, że warto się o nią bić i walczyć do upadłego – pomimo, że raz utracona będzie trudna do odzyskania, nic nie staje na drodze by próbować to uczynić jeśli odczuwamy, że w głębi serca nadal kochamy tą jedyną, wyjątkową osobę i nie wyobrażamy sobie bez niej życia. Z drugiej strony zaprezentowane utwory dają do myślenia i pokazują, że warto pielęgnować miłość, dbać o nią tak by nigdy nie pozwolić aby odeszła w zapomnienie. Umówmy się, na rynku pojawia się wiele albumów o miłości, ale mało który potrafi przekazywać uczucia w tak piękny, poetycki i urokliwy sposób. Ogromna w tym zasługa wokalisty Roberta Mroza, którego głos doskonale sprawdza się w tak magicznie zaaranżowanych utworach – tak jak wspominałem na początku, pasja do muzyki Pana Roberta jest ogromna, co powoduje, że słowa płynące z jego ust brzmią bardzo naturalnie i emocjonalnie. Artysta śpiewa całym sobą co udziela się także słuchaczom. Niezwykle nastrojowo brzmią utwory w których Robertowi Mrozowi towarzyszy głos Iwony Loranc, chyba nie dało się piękniej zestawić dwóch głosów, które w tym przypadku pasują do siebie idealnie. Chociaż większość kompozycji to spójne, ciągnące się, rozbudowane dźwięki wydobywające się z instrumentów orkiestry, to na albumie odnajdziemy wiele zaskakujących elementów, które wpasowują się w koncepcję całości krążka. Tak jest chociażby w utworze „W poszukiwaniu zaginionego czasu”, który rozpoczyna się praktycznie filmowym intro trzymającym słuchacza w niebywałym napięciu, kończącym się charyzmatyczną solówką gitarową numerze „Do ziemi obiecanej”, czy kompozycji „Powrót do domu” w której subtelne dźwięki fortepianu i rytmicznego uderzania w bębny, nagle przecinane są w refrenach wyrazistymi aranżacjami orkiestry.

Debiutancki album Roberta Mroza zdecydowanie spełnia pokładane w nim nadzieje – wszystko czego oczekiwałem po tym krążku zostało wykonane ze sporą nawiązką.  Jest magia.

Lista utworów
1. Droga ku zachodowi
2. Johnny
3. Dwie kobiety
4. W poszukiwaniu zaginionego czasu
5. Na równoważni walc
6. Do ziemi obiecanej
7. Bezwiednie
8. Szał i show
9. James Bond
10. Musée d'Orsay
11. Uniosę Cię
12. Moje niebo
13. Każdy solo
14. Powrót do domu
15. Piosenka na koniec (Lady)

Komentarze: