Nasza recenzja

Live at The Sydney Opera House

Najnowszy krążek amerykańskiego wokalisty i gitarzysty Joe Bonamassy zatytułowany został „Live At The Sydney Opera House”. Premiera albumu odbyła się 25 października 2019 roku. Dystrybutorem krążka jest Mystic Production.

Albumy koncertowe są trochę jak „odgrzewane kotlety”. Przecież na koncertach podaje się fanom dobrze znany studyjny materiał okraszony wokalem i instrumentarium na żywo. Jedni to lubią, ale drudzy już niekoniecznie. Jak zwykle trzeba znaleźć złoty środek, celem zaspokojenia często wygórowanych oczekiwań oddanych fanów, a przy okazji dobrze byłoby zainteresować zupełnie nowych słuchaczy, aby sięgnęli po studyny odpowiednik koncertówki. Czy Bonamassie się to udało? Przekonacie się o tym przechodząc do dalszej części naszej recenzji.

Joe Bonamassa, który grywa na gitarze elektrycznej, akustycznej, ale też na banjo i thereminie przyzwyczaił swoich fanów do tego, że praktycznie na zaminę wydaje krązki studynjne i koncertowe. Album będący przedmiotem recenzji to koncertowy zapis w większości dwunastego wydawnictwa Joego zatytułowanego „Blues of Desperation” (2016). Tym, którzy byli na tym koncercie w australijskiej Sydney Opera House można pozazdrościć, ponieważ byli nausznymi świadkami wielu świetnych elektryzujących gitarowych solówek, długiego jammowania czy arcyciekawego brzmienia dęciaków w postaci saksofonu Paulie Cerra oraz trąbki Lee Thornburga. Szczególnie gitarowe solówki musiały brzmieć niesamowicie jak np. w utworze „How Deep This River Runs”.

Instrumenty dęte to element, na który warto zwrócić szczególną uwagę w kontekście przesłuchiwania tej koncertówki. „This Train”, „Drive”oraz „Love Ain't A Love Song” (z krążka „Different Shades of Blue” z 2014 roku) to kawałki, w których to właśnie dęciaki „grają pierwsze skrzypce”. Czasem to rozleniwione brzmienie, czasem bardzo rozpędzone, a jeszcze innym razem to intrygujące udzerzenia dźwięków. Można się tym zachwycać w nieskończoność. Warto wspomnieć też, że interesującym momentem na tym albumie jest z pewnością jammowanie, jakie muzycy urządzili sobie w piosence „Love Ain't A Love Song”. To ponad dziesięć minut (na albumie cztery), gdzie przede wszystkim Reese Wynans daje niesamowity popis na instrumentach klawiszowych. Koniecznie zwróćice na to uwagę.

Podsumowując nanjnowsza koncertówka sygnowana nazwiskiem Joego Bonamasyy to ciekawe wydawnictwo instrumentalne, w którym wirtuozi poszczególnych instrumentów pokazali jak z prawdziwą pasją zafundować słuchaczom nie lada gratkę graną zupełnie na żywo. Moim zdaniem zdecydowanie warto przezyć coś takiego na własnej skórze, a właściwie uszach. Jeśli będziecie mieli okazję usłyszeć ich an żwyo, to nie zastanawiajcie się ani chwili. Ja na pewno nie będę. Ciekawe kiedy pojawi się taka możliwość. Miejmy nadzieję, że dla niektórych z was już niedługo (w końcu 14 maja 2020 Joe Bonamassa zawita do Warszawy!).

Lista utworów:

1. This Train
2. Mountain Climbing
3. Drive
4. Love Ain't A Love Song
5. How Deep This River Runs
6. Mainline Florida
7. The Valley Runs Low
8. Blues Of Desperation
9. No Place For The Lonely

Komentarze: