Nasza recenzja

Everyday life

Everyday life to już ósmy album Coldplay, lecz na najnowszą płytę zespołu musieliśmy czekać aż cztery lata. Wydaje mi się, że album ten, składający się z dwóch płyt, jest najbardziej zróżnicowany pod względem mieszania gatunków i eksperymentowania z formą. Sam tytuł płyty „Everyday life” zdaje się przywoływać skojarzenia związane z codziennością i zwyczajnymi sprawami, które dotykają każdego. Przed przesłuchaniem całości materiału, słyszałam niezbyt pochlebne głosy na temat płyty, jednak mam nieco odmienne odczucia. O ile w ujęciu całościowym nie jest to może najmocniejsza rzecz, jaką wydali, jest parę utworów, które szczególnie zostały mi w pamięci.

Całość otwiera nam klasyczny, instrumentalny utwór, wykonany przez orkiestrę pt. „Sunrise”. Przywołuje skojarzenia związane z powrotem do korzeni – do muzyki klasycznej. Jest niezwykle spokojny i dobrze dobrany pod względem wstępu do całości albumu. Następnym, zasługującym na uwagę utworem jest genialne „Broken” – w całości a cappella. Co w tej piosence najciekawsze to fakt, że tłem dla wokalu Chrisa Martina jest chór gospel. Jest to mój faworyt, ponieważ wyłamuje się tu z wcześniejszej konwencji, przez co zdecydowanie wyróżnia się z całego albumu. „WOTW/POTP” to coś na kształt amatorskiego nagrania pod wpływem chwili, w tle słychać miejski gwar, odgłosy rozmów – utwór ten oddaje klimat codzienności. „Arabesque” ma ciekawą warstwę muzyczną, przede wszystkim da się słyszeć intrygujący dźwięk gitar. Piosenka mogłaby zostać użyta jako element ścieżki dźwiękowej, jest intrygująca i ma w sobie klimat żywcem wyjęty z filmu.  Ostatnia  - „When I need a friend” przypomina modlitwę, jest niezwykle majestatyczna i podniosła. Stanowi idealne zwieńczenie części pierwszej.

Drugi krążek rozpoczyna się dynamicznym, akustycznym „Guns”. „Orphans” to powrót do czasów świetności zespołu, w typowym dla nich indie rockowym stylu. Eko jest jednym z najspokojniejszych, rozpoczyna się od delikatnych dźwięków pianina. „Bani Adam” to ponownie powrót do klasyki. Jest dla mnie czymś w rodzaju nawiązania do krążka pierwszego i utworu „Sunrise”. Zarówno „Champion of the world”, jak i „Everyday life” nie są dla mnie niczym nowym, stanowią raczej nawiązanie do dobrze nam znanego, poprzedniego stylu Coldplay. Po piosence, mającej taki sam tytuł, co album, spodziewałam się raczej czegoś nieco bardziej zaskakującego. Jednak na szczęście album zawiera wiele innych elementów zaskoczenia.

Krążek „Everyday life” przeplata się nieco innym podejściem do komponowania z powrotem do przeszłości, gdzie da się usłyszeć stary, dobry Coldplay. Oczywiście najbardziej interesujące są utwory, gdzie zastosowano pierwsze rozwiązanie, jak między innymi „Sunrise”, „Broken”, czy „Bani Adam”. O ile płyta pierwsza jest swego rodzaju eksperymentem, w drugiej części słychać powrót do popowej przeszłości Coldplay. Podsumowując, album jest dla mnie swego rodzaju zaskoczeniem, jednak więcej elementów nieprzewidywalności znajduję na krążku nr 1. Nr 2 to bardziej powrót do źródeł. Całościowo daję temu albumowi 4 z plusem.

Spis utworów:
1. Sunrise
2. Church
3. Trouble in Town
4. Broken
5. Daddy
6. Wonder of The World / Power of The People
7. Arabesque
8. When I Need a Friend
9. Guns
10. Orphans
11. Èko
12. Cry Cry Cry
13. Old Friends
14. Bani Adam
15. Champion of The World
16. Everyday Life
17. Guns
18. Orphans
19. Eko
20. Cry Cry Cry
21. Old Friends
22. Bani Adam
23. Champion Of The World
24. Everyday Life

Komentarze:

Zobacz również: