Nasza recenzja

No Sound Without Silence

Najnowszy album The Script zadebiutował z miejsca na pierwszym miejscu list sprzedaży na Wyspach Brytyjskich. To dowodzi, że pozycja irlandzkiego pop-rockowego tria jest wciąż niezachwiana. Z zawartością muzyczną już gorzej.

Na wstępie, ustalmy - muzyka The Script nigdy nie była wielce wymagająca dla odbiorcy. Ot, przystępne pop-rockowe granie z niesamowicie uwodzącym głosem Danny'ego O'Donoghue'go. Ale w tych nagraniach wyczuwało się specyficzną ikrę, potrafiły wciągnąć nawet tymi niesamowicie prostymi melodiami. Ale na "No Sound Without Silence" już tego zdecydowanie zabrakło.

Zawsze kiedy słyszę, że album jakiegoś zespołu/wokalisty był w głównej części komponowany i nagrywany w trakcie trasy koncertowej (jak to ma miejsce w tym przypadku), obawiam się usłyszeć wypociny pisane na kolanie. Tu może "wypocin" nie ma, ale "No Sound Without Silence" zwyczajnie nudzi. Miałem wrażenie że przez 40 minut słucham jednej i tej samej piosenki, złapałem drobny oddech ulgi na "Paint The Town Green", który się odwołuje się trochę do skocznego irlandzkiego folku. Czwarty album nagrany w tym samym stylu, udowadnia że każda formuła - nieważne jak bardzo przebojowa - się musi kiedyś wypalić. Posunę się natomiast do nieco bluźnierczego stwierdzenia, że The Script zaczynają brzmieć jak One Direction (albo odwrotnie).

Nowy album The Script spodoba się tym, którzy w muzyce szukają prostej przyjemności i niezobowiązującego luzu. Ci bardziej wymagający słuchacze będą chcieli włączyć "No Sound Without Silence" wyłącznie z nudów. Czasami jednak warto pomilczeć.

Komentarze: