Nasza recenzja

Motion

W twórczości Calvina Harrisa było coś w rodzaju ciernia nie pozwalającego na wielką karierę i listy przebojów. Tym cierniem był David Guetta, który miał wielkie hity i wielkie gwiazdy ustawiające się do niego w kolejce po bity. Ale Calvin miał tę przewagę nad Guettą, że jego były nieporównywalnie lepsze. A tu nagle nadeszło "Motion", i wszystkie powyższe teorie poszły w cholerę.

Przedsmak tego mieliśmy już na "18 Months", gdzie Harris oparł cały album na swoich gościach, licząc że oni załatwią za niego wszystko. Apogeum tego samego DJ osiąga na "Motion".

Ale może najpierw dobre strony tej płyty. Są dosłownie 3 utwory przynajmniej dobre. "Overdrive", przy którym rozpłyną się fani z lat "Ready For The Weekend". "Pray To God" z udziałem dziewczyn z alt-popowego Haim, które nadały tej piosence ciekawego charakteru. I, wręcz doskonałe, "Slow Acid" - gęste, pełne acid-house'u. I to by było na tyle, jeśli chodzi o dobre słowo na temat "Motion".

Nie ma house'u, nie ma ambitnej elektroniki. Jest po prostu techno-klubowa impreza, i to bardzo toporna. Tak jak napisałem powyżej, cały album oparty jest na gościnnych występach. John Newman, Ellie Goulding, Hurts, Gwen Stefani, Big Sean, All About She - lista zacna, tylko co z tego skoro nikt nie wniósł do tej płyty czegokolwiek ciekawego? Produkcje Calvina na tej płycie brzmią jak u wspomnianego Davida Guetty na "One More Love" - wszystko nastawione na prosty, łatwo przyswajalny hit do radia. Nic nie pomogło.

Guetta może się zacząć bać Calvina, to jest pewne. Tylko szkoda, że tym samym obaj panowie coraz bardziej zbliżają się do rządzenia balang w Ibizie.... O, przepraszam - balang w remizie.

Komentarze: