Nasza recenzja

Title (EP)

Jej "All About That Bass" przez 3 miesiące trzymało się twardo na pierwszym miejscu Billboardowej setki, było wielkim hitem w Europie i Australii, a jego autorka nagle dostała szansę na wielką karierę. Co zatem na swojej EPce prezentuje nam Meghan Trainor - autorka hitu o akceptacji własnego ciała?

Może najpierw o samej Meghan. Wokalistka ma dopiero 20 lat, pochodzi ze stanu Massachusetts, a nagrywa już od czterech lat. Swoje pierwsze dwie płyty wydała własnym sumptem. Jednak dopiero tegoroczne "All About That Bass" dało jej dostęp do list przebojów i wielkich wytwórni. W styczniu ma się ukazać jej pierwszy dla labelu Epic Records album "Title", który zwiastuje wydana wcześniej EPka.

Poza znanym nam już hitem, mamy tu 3 inne utwory utrzymane w klimacie trochę soul-popu, niesamowicie skocznego i chwytliwego. A to ktoś przemyca smaczki kontrabasu, gdzie indziej pobrzmiewa ukulele. Jest bardzo słodko i niewinnie, momentami aż do przesady. Co najważniejsze - wszystkie utwory napisała sama wokalistka do spółki z producentem Kevinem Kadishem (który to ma na koncie współpracę z Miley Cyrus czy Jasonem Mrazem).

"All About That Bass" to popowy, radosny protest song (dziwnie to brzmi razem w jednym zdaniu, co nie?) przeciwko photoshopowi. W podobnym tonie utrzymany jest inny kawałek "Close Your Eyes". "Title" to uroczy środkowy palec w stronę faceta, do którego kontrastem jest następny "Dear Future Husband", gdzie Meghan zdradza co zrobić by ją poderwać. Wokalistka chce mieć jakiś przekaz, który zdecydowanie trafi do jej rówieśniczek i młodszych dziewczyn. Starsze pokolenie nie ma co u niej szukać, poza lekką i niezobowiązującą rozrywką.

Meghan to takie trochę brzydkie kaczątko, które nie potrzebuje narracji Andersena do wyrośnięcia na łabędzia. Ale do tego jeszcze długa droga. Najpierw polecałbym troszeczkę dojrzeć. Ale - póki może - niech się dziewczyna bawi. Wolno jej, chociażby z racji wieku.

Komentarze: