Nasza recenzja

Pioneers

Czwarty długogrający album Siena Root „Pioneers”. Powstały pod koniec lat 90-tych sztokholmski kwintet ma na swoim koncie kilka jeszcze innych wydawniczych pozycji, jak podwójny album koncertowy czy DVD. Jednak aż 5 lat trzeba było czekać na nowy materiał, tym razem po raz pierwszy wydany między innymi na amerykańskim rynku, pod znakiem Cleopatra Records.

Po dość skrajnych w ocenie recenzjach koncertowego wydania „Root Jam” w 2011 r., gdzie przeważały te nieprzychylne, Siena Root wydaje kolejną płytę, nie zważając na problemy, rotacje składu bandu czy samą krytykę.

I bardzo słusznie, gdyż „Pioneers” jest płytą więcej niż dobrą, a dla fanów Deep Purple, do których się zaliczam, jest płytą bardzo dobrą. Czy kolor palonej sjeny przytłaczany purpurą jest zarzutem? Gdy twórczość współczesnych zespołów stoner rockowych jest w zdecydowanej większości pod wpływem Black Sabbath czy Led Zeppelin, Siena Root udowadnia jednoznacznie, że nie należy do tej grupy. Tu rządzi bardzo głęboka purpura i niektórzy na pewno będą twierdzić, że za głęboka. Jednak płyta, jako całość się broni, mimo że nic nowego na niej nie usłyszymy. 42 minuty naprawdę dobrych melodyjnych kompozycji, które tworzą całość, mają klimat i wprowadzają słuchacza w wyjątkowy, momentami rodem z Zachodniego Wybrzeża psychodeliczny trans. Pięknie brzmiące klawisze, nad którymi unosi się Lordowski duch to najmocniejsza strona tej płyty. Myślę, że każdy fan rockowego brzmienia będzie zadowolony, bowiem dobrze jest na jesień usłyszeć  tak ciepłe dźwięki. Jest szansa, że na wiosnę będzie można zobaczyć na żywo w Polsce Siena Root podczas trasy koncertowej promującej „Pioneers”. Wiadomo, koncert weryfikuje wiele, zatem cierpliwie czekam ☺

Premiera: 3/11/2014
Płyta dostępna jest także: iTunes, Spotify

 

Komentarze: