Nasza recenzja

Title

Meghan Trainor można nazwać nową motywatorką kobiet. Bo niczym nasza Ewa Chodakowska bierze w obronę młode kobiety - tyle że zamiast być szczupłą sportsmenką namwiającą z uśmiechem do wyciskania siódmych potów podczas ćwiczeń, ma trochę więcej ciała przy sobie i wyśpiewuje wersy "every inch of you is perfect from the bottom to the top".

Album "Title" to nic innego jak dobrze wyprodukowany bubble-pop, który łatwo może się skojarzyć z albumami Spice Girls czy Britney'owego "...Baby One More Time!". Jest głośno, słodko, jest spory rozrzut produkcyjny pomiędzy poszczególnymi kawałkami. Do tego stopnia, że słuchanie albumu całego na raz jest porównywalne do zjedzenia torebki cukru. Do zapuszczenia na po trzy-cztery piosenki - jest w sam raz. Problemem wokalistki będzie właśnie - o zgrozo! - jej łatwa chwytliwość i przyswajalność. Hitów podobnych do znanych "All About That Bass" i "Lips Are Movin" jest tam mnóstwo, więc każdy kolejny singiel też będzie grany do znudzenia.

Wracając do tematu "Title". Wokalistka siedzi bezpiecznie w klimacie bubble-popu, nie pozwala sobie na eksperymenty z dorzucaniem jakichkolwiek smaczków. Może nie licząc silenia się na hip-hop, które w takim "Band Dem Sticks" nieźle działa, ale już w "My Selfish Heart" jest bardziej niż zbędny. Meghan w najgłośniejszych momentach płyty stara się niemal przekrzyczeć warstwę instrumentalną. Moim zdaniem, jest to udany chwyt, nieźle to działa. W występach na żywo i tak wszystko wyjdzie w praniu.

Nie spodziewajcie się tutaj jednego - ambicji. To debiut powstały niemal nagle spod ręki młodej dziewczyny (Meghan dopiero co skończyła 20 lat), która pierwsze albumy robiła na własnym komputerze. Wydana w 2014 EPka, o tym samym tytule co album, została zrobiona z jednym tylko producentem, a do produkcji pojednyczych utworów tutaj organizowano cały ich sztab. Komentarz dopiszcie sobie sami.

Cała teraz nadzieja w skutecznej promocji - opartej na więcej niż dwóch singlach żeby radiostacje nie zdążyły nam ich obrzydzić. I żeby Meghan mogła się porządnie wybić na tym debiucia, a za lat parę mogła nam zaserwować jakąś przemianę stylistyczną, zanim jeszcze showbiznes się znudzi jej samoakceptacją i każe jej schudnąć.

Komentarze: